Witchcraft...? So strange... >> czwartek, 17 kwietnia 2008 12:00:26
OD INTI - notka w sumie nudnawa moim skromnym zdaniem, ale to taki maly wstęp do większej akcji, a więc nie martwcie się. Bedzie lepiej (mam nadzieję ;_; )
Miłego czytania :*
************************************************
„Panie Moruzi, co to znowu jest?” Integral uniosła brew, patrząc na nowy raport przyniesiony przez jednego z jej agentów.
Wampir uśmiechnął się nieznacznie. „Nowy raport, Szefowo. Jak widzę, jesteś tym zachwycona…”
„Niezmiernie…” Zaczęła przeglądać folder. „I znowu o czarownicach… Panie Moruzi, zapomniał Pan, że jesteśmy łowcami wampirów a nie czarownic?”
„Nic Pani na to nie poradzę.” Rozłożył ręce w geście zrezygnowania. „Myślałem, że interesują nas wszelkie dziwne sprawy. Nie wydaje się Pani podejrzane, że ostatnio tak się licznie gromadzą?”
„No cóż… Po ilości pańskich raportów widzę, że jednak coś dzieje… Ale jakoś to do mnie nie dociera. Mógłby Pan wyjaśnić?” Tepes spojrzała pytająco na wampira.
„Też do końca tego nie rozumiem. Bawią się w to głównie kobiety w średnim wieku, chociaż widziałem również staruszki. Spotykają się wieczorami, palą sobie ogień, coś gotują w rondelku, mamroczą… Ale, jak pisałem w raportach, nigdy nie znalazłem żadnych ksiąg dotyczących czarnej magii i ogólnego czarnoksięstwa.”
Integral ponownie zajrzała do folderu. „Pisze Pan również, że zwykle dowodzi nimi kobieta około 30 roku życia. Przesłuchał Pan którąś z nich?”
„Oczywiście. Ale każda mówi, że to taki nowy trend, że to staje się modne, że dzięki temu się nie nudzą i tym podobne. Czytałem im również w myślach, ale nie było tam żadnych konkretnych informacji na ten temat. Tak jakby rzeczywiście to było takie dziwaczne hobby…” Zastanowił się.
„Czy wcześniej w Rumunii zdarzały się takie rzeczy, czy pojawiło się to stosunkowo niedawno?”
„Nie spotkałem się z tym podczas pracy w RCS.”
Zmarszczyła brwi. „No dobrze. Niech popracują nad tym w archiwum. Może znajdą na ten temat więcej informacji.” Podpisała folder jako zatwierdzony i podała wampirowi.
„Dzięki, Szefowo.” Odebrał dokumenty. „A wiadomo coś więcej na temat Mariny?”
„Na razie tylko tyle, że mój mąż nie jest już podejrzanym w tej sprawie i że jego DNA pokrywa się w 1/3 z DNA skóry, znalezionej w ustach mojej byłej sekretarki.” Spojrzała na niego dziwnie.
„No przynajmniej tyle dobrze.. A co do tego DNA to na pewno jakiś daleki krewny Hrabiego chce się z Szefową zabawić i dlatego takie cuda wyprawia…”
Integral z trudem powstrzymała uśmiech. „Panie Moruzi, proszę zanieść te dokumenty do archiwum.”
„Jasne, jasne…” Machnął trzymanym folderem. „To miłego dnia Szefowej życzę.” Uśmiechnął się szelmowsko i zniknął. Po chwili jednak pojawił się znowu, tym razem z miną bardzo konspiracyjną.
Integral uniosła brew. „O co znowu chodzi?”
„Słyszałem, że w sobotę Szefowa nieźle załatwiła tą szmatę Ilonkę. Podobno nadal ma piękną śliwę pod okiem…” Jego uśmiech znacznie się poszerzył.
„A skąd Pan to wie?” Założyła ręce na piersiach.
„Pani Tepes, całe miasto o tym wie.”
Wywróciła oczami i wyjęła z szuflady cygaretkę. „Widzę, że wieści rozchodzą się błyskawicznie…” Zapaliła.
„O, Szefowa pali moje ulubione papieroski. Będę wiedział do kogo się zwrócić, kiedy mi się skończą.”
„Panie Moruzi, chciał Pan coś jeszcze?”
Podrapał się w głowę. „Nie, przyszedłem tylko powiedzieć, że z Pani to jednak jest babka z klasą.”
Integral uśmiechnęła się pod nosem. Ten koleś był po prostu rozbrajający. „Ależ dziękuję bardzo, Panie Moruzi. Może Pan wracać do swoich zajęć.”
Agent ukłonił się i zniknął.
„Czarownice… Może jeszcze jakieś voodoo przy okazji…” Pokręciła głową i zajęła się przeglądaniem raportów żołnierzy z patroli.
„Ej generale, słyszałem bardzo ciekawe plotki...” Dan usiadł obok Seras w stołówce i odpakował sobie kanapkę.
„Jeśli masz na myśli sobotni incydent w klubie, to nie mam ochoty o tym słuchać.” Wampirzyca odłożyła na bok pusty woreczek po krwi.
„Ale czemu? To bardzo ciekawe.”
„Może dlatego, że byłam przy tym i wszystko widziałam?” Uniosła brew, sięgając po kolejną paczuszkę.
„Serio? To opowiadaj! Zobaczymy jak ewoluowała plotka…” Młody mężczyzna uśmiechnął się zachęcająco.
„Przestań, Dan…” Wywróciła oczami.
„Oj Seras, pogadaj ze mną normalnie… Bronisz się przed tym, jakbym Ci proponował jakieś dziwactwa…” Zrobił zrezygnowana minę.
„Nie bronię się…”
„A niby co robisz?”
„I tak tego nie zrozumiesz…” Westchnęła, odwracając wzrok.
„Co, aż taki tępak jestem?” Uniósł brew.
Potrząsnęła głową, patrząc na niego przepraszająco. „Nie to miałam na myśli…”
„A więc co?” Oparł się, zakładając ręce na piersi.
Seras przygryzła lekko dolną wargę. „No dobrze. Opowiem Ci.”
„Tak?” Zmrużył lekko oczy.
„Tak. Ale nie tutaj.” Uśmiechnęła się, widząc jego zdziwioną minę. „Co robisz dziś wieczorem?”
„Niesamowite…” Vika przeglądała starą księgę, kręcąc głową z niedowierzaniem. „Tylu jej szukało i nic, a Ty tak po prostu przynosisz ją do biura…”
Integral zagasiła końcówkę cygaretki w popielniczce, uśmiechając się krzywo. „Alucard przywiózł ją jakiś czas temu. Wiesz, należała do Hrabiego Draculi.”
Półwampirzyca spojrzała na nią dziwnie. „No więc to chyba normalne, że on był w jej posiadaniu.”
„Vika, załamujesz mnie… To był taki żart, a Ty od razu tak na serio…” Roześmiała się nieznacznie.
„Widzę, że humorek się poprawił.” Właścicielka salonu obrzuciła kobietę wnikliwym spojrzeniem. „Czyżby mężuś odpowiednio zadziałał?”
„A dlaczego to on coś miał zadziałać, co?” Integral założyła nogę na nogę. „Sama zadziałałam znajdując tą książkę w jego rzeczach i mam zamiar odpowiednio jej użyć. Niedługo.”
Vika uniosła brew. „Coś kombinujesz…”
„Oczywiście.” Uśmiech się jej poszerzył. „Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce… Jak będę czekać na jakiś ruch z jego strony to umrę ze starości.”
„I naprawdę wierzysz, że to, co jest w książce, zadziała?”
„Oczywiście. Skoro on studiował to tak dokładnie, że nawet robił sobie zapiski, nie mam żadnych wątpliwości.”
„A jak nie będzie chciał?” Vika spojrzała na nią z powątpiewaniem.
„To go zmuszę.” Integral wstała z fotela i podeszła do wiszącego lustra i zaczęła rozczesywać włosy. „Podetniesz mi kiedyś końcówki?”
„Jasne. A co, rozdwajają się?”
„Trochę.” Wzięła jedno pasmo w palce i zaczęła się mu przyglądać.
„Przestań palić, to nie będą.” Półwampirzyca uśmiechnęła się krzywo.
„Chciałabyś.” Tepes spojrzała na nią przez ramię i zdjęła pojedyncze włosy ze szczotki, wyrzucając je do kosza.
„Nie wiem w ogóle, po co to robisz…” Wzruszyła ramionami.
„Vika, żadnych kazań.” Wróciła z powrotem na fotel i wyciągnęła jakieś papiery z szuflady.
„Jasne, jasne.” Ponownie zaczęła przeglądać księgę.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi i weszła sprzątaczka. „Można opróżnić kosze?”
„Oczywiście.” Integral uśmiechnęła się do niej i ponownie spojrzała w dokumenty. Kobieta poszła w stronę łazienki.
„Przyjdziesz jutro do Salonu?” Vika zmrużyła oczy, patrząc z ukosa za sprzątaczką.
„Chyba nie dam rady. O 12:30 mam zebranie i nie mam pojęcia ile potrwa… Może pojutrze.”
„Dobra.” Pochyliła się lekko w stronę Integral. „Myślałam, że tu sprzątają po Twoim wyjściu z pracy…” Powiedziała półgłosem.
Tepes spojrzała na nią zdziwiona. „Nie przeszkadza mi, że robi to teraz… O co Ci chodzi?”
„A o nic, nieważne. Ostatnio zrobiłam się trochę podejrzliwa.”
„Podejrzliwa? Z jakiegoś konkretnego powodu?” Uniosła brew.
„Powiedzmy, że ostatnio wyostrzyły się moje wampirze zmysły…”
„W końcu zaczęłaś ich używać?” Integral roześmiała się szelmowsko.
„Ej to nie jest śmieszne… Mówię całkiem na serio.”
Sprzątaczka wyszła z łazienki i zmieniła worek w koszu stojącym w biurze, po czym wyszła ze śmieciami.
„I co, bardzo podejrzanie wyglądała? Co Twoje wampirze zmysły Ci powiedziały?”
„Integral, jesteś okropna wiesz? Ja tu się staram, a Ty się wyśmiewasz…” Vika udała oburzenie, ponownie patrząc do książki.
„Znalazłaś coś ciekawego dla siebie?” Tepes podpisała kilka papierów i odłożyła pióro.
„Na razie ogólnie przeglądam. Jak coś mi się spodoba, zrobię sobie ksero.”
„Mam nadzieję, że ta książka to przetrwa…”
„Integral, tobie chyba naprawdę brakuje seksu. Powinnaś się wyżyć, to przestaniesz być taka pyskata.” Lugosi uśmiechnęła się krzywo.
„Mhmm… Biorąc pod uwagę, że z seksem nie miałam za wiele do czynienia, to owszem, brakuje mi.” Spojrzała na nią z pobłażaniem, po czym przeniosła wzrok na leżące na brzegu biurka raporty. „Co wiesz na temat czarownic?” Spytała Vikę, nawet na nią nie patrząc.
„Czarownic?” Właścicielka salonu uniosła brew.
„Moi agenci przynoszą ostatnio dużo raportów o dziwnych zebraniach kobiet…”
„Nie spotkałam się z czymś takim w tych okolicach… Owszem, podobno kiedyś były tu czarownice, ale wszystkie spalono na stosach. O ile w ogóle te kobiety były czarownicami.” Wzruszyła ramionami. „Dziwne, że w większości przypadków to kobiety są podejrzane. W sumie nie słyszałam o żadnym czarowniku z Rumunii.”
„Bo Rumunia specjalizowała się w wampirach.” Integral uśmiechnęła się szelmowsko.
„Ale jesteś paskudna…”
„Taka prawda.” Mrugnęła do niej.
„No dobrze, ale jeśli rzeczywiście pojawiły się tu czarownice, to muszą mieć jakiś powód, gromadząc się tak licznie i często.”
„Na przykład jaki?”
„Nie mam pojęcia. Może szukają tej księgi?”
„Myślisz?” Tepes zmarszczyła brwi. „W sumie jest bardzo cenna i stara, jest w niej mnóstwo rzeczy, które na pewno by się czarownicom przydały…”
„Mimo iż są to głównie wampirze rzeczy, czarownice na pewno by wiele na tym skorzystały…” Vika zastanowiła się, mrużąc lekko oczy.
„Owszem, jeśli mają jakiegoś wampira do pomocy…”
„Co wyjaśniałoby wampirze morderstwo Twojej sekretarki i pogróżki pod Twoim adresem.”
„Vika, myślałaś kiedyś by zostać detektywem?” Integral uśmiechnęła się pod nosem z lekka sarkastycznie.
„Integral, ja mówię poważnie.”
„Wiem, ale jakoś tak te wszystkie czarownice do mnie nie trafiają… Dziwne to jakieś…”
Vika zamknęła księgę i odłożyła ją na stolik. „Może czas, żebyś się tym zajęła na poważnie. Moim zdaniem jest to powiązane ze wszystkim, co się teraz dzieje.”
„Czarownice?” Alucard uniósł brew, przeglądając tygodniowy raport przyniesiony przez archiwistów.
„Też byłam zaskoczona. Jednak możliwe, że te dwie sprawy są w jakiś sposób powiązane.” Integral wydmuchnęła dym, opierając się wygodnie.
Przez chwilę przyglądał się jej bez słowa, po czym ponownie przeniósł wzrok na papiery. „Hmm…”
„Moruzi powiedział, że za czasów RCS nie odnotowali takich spotkań. RCS przestało działać tuż przed tym jak reaktywowałam Organizację, a więc spotkania musiały rozpocząć się również w tym czasie. Nie uważasz, że to podejrzane?” Zmrużyła oczy, strzepując popiół do stojącej na biurku popielniczki.
„Zdecydowanie podejrzane. Czemu nie powiedziałaś wcześniej?” Odłożył raport na biurko.
„Bardziej głupiego pytania nie mogłeś zadać?” Wywróciła oczami. „To Ty nie odzywasz się do mnie całymi dniami i jak tylko możesz, to mnie unikasz.”
„Nie przesadzaj. Mam inne sprawy na głowie.” Wzruszył ramionami.
„Tak? Niby jakie?” Założyła ręce na piersi, patrząc na niego wyczekująco.
„Inne. Nie sądzę byś była nimi zainteresowana.”
Integral prychnęła, oburzona. „Jesteś beznadziejny…”
Uśmiechnął się krzywo. „Skoro tak uważasz…”
„Tak właśnie uważam. Jestem Twoją żoną i masz się mną odpowiednio zajmować. Jeśli nie będziesz tego robić, osobiście Cię ukarzę.”
„Ukarzesz?” Uniósł brew, rozbawiony. „Niby jak chcesz to zrobić?”
Uśmiechnęła się nieznacznie, zaciągając się papierosem. „Mam na to kilka pomysłów.”
„Niby jakich?” Zmrużył oczy.
„Nie sadzę, byś był nimi zainteresowany.”
„Nie uda Ci się…”
Pochyliła się lekko nad biurkiem, patrząc na niego szelmowsko. „Nie?”
„Nie.” Uniósł lekko podbródek.
„Jeszcze się przekonamy…” Wzruszyła ramionami, siadając normalnie i sięgając po raport. „Zastanów się lepiej, co poradzić na te czarownice.”
„To dość dziwna sprawa. Powinni się tym zająć jacyś eksperci.”
„Eksperci?” Uniosła brew.
„Historycy, którzy zbadaliby zagadnienie czarownic od podstaw. Chemicy, którzy sprawdziliby, co te kobiety gotowały. Spece od języków, którzy by rozszyfrowali, co za zaklęcia wypowiadały… To mogłoby, przynajmniej częściowo, rozwiązać sprawę.”
„No dobrze… Skoro masz jakiś pomysł, to może się zajmiesz tą sprawą? W końcu masz chyba dużo wolnego czasu.”
Zmarszczył brwi, zamierzając z przekory odmówić, jednak po chwilowym zastanowieniu się kiwnął głową. „No dobrze. Zagonię Moruziego, żeby pomógł mi ustalić jakiś plan.”
Uśmiechnęła się z zadowoleniem. „Świetnie. Moruzi to mój najlepszy wampir do pracy w terenie. Mam nadzieję, że się dogadacie.”
„Najlepszy?” Zmrużył oczy.
„Ach, nie… Ktoś jest od niego jeszcze lepszy.” Jej uśmiech lekko się poszerzył. „Ale… Hmm… Poczekaj…” Udała zamyślenie. „Jak mu było… Chyba coś na A, ale nie jestem pewna. Ostatnio mało ze sobą rozmawiamy, więc trochę zapomniałam…”
Wampir wywrócił oczami. „Integral, przestań…” Wstał z fotela.
„Przestać?” Spojrzała na niego z pobłażaniem, gasząc końcówkę cygaretki w popielniczce. „Ależ ja dopiero zaczynam, Kochanie...”
„Masz to?”
Kobieta, siedząca po przeciwnej stronie paleniska, kiwnęła głową i wyciągnęła z kieszeni niewielki woreczek, który podała osobie siedzącej obok, a ona przekazała go dalej.
„Świetnie się spisałaś.” Przewodząca spotkaniem kobieta uśmiechnęła się, gdy woreczek trafił do jej rąk. Zmrużyła oczy, przyglądając się zawartości opakowania, po czym położyła je na niewielkiej tacy, którą trzymała na kolanach. „Mamy już najważniejszy element. Możemy rozpocząć ostatni etap…”
komentarze [7]Podrinkujemy? Potańczymy? >> poniedziałek, 25 lutego 2008 11:29:20
OD INTI: Oka notka w koncu jest, zajelo mi to bardzo duuuzo czasu bo nie bylo weny, a jak byla to nie bylo czasu, zajelam sie w sumie glownie pisaniem na Totala z Inte i wiele innych rzeczy z powodu ktorych pisanie fika zeszlo na bardzo odlegla pozycje moich priorytetow. niewazne. Notka jest dluga, nastepna zaczelam pisac.... Moze jakos ten fik sie podniesie z ceizkiego dolka. Dzieki za wytrwalosc w czekaniu na to dziadostwo XD
Usciski!!
************************************
Integral siedziała z podkulonymi nogami na krześle w kuchni u Viki i opierała brodę na kolanie.
„I naprawdę nie odezwał się do Ciebie od tygodnia?” Szatynka uniosła brwi, popijając kawę.
„Ani słowem.” Blondynka westchnęła nieznacznie. „W sumie to również na mnie nie patrzy.”
„Ciekawe co się stało…” Vika zamyśliła się, odstawiając filiżankę.
„Nie mam pojęcia. Od tamtego incydentu w piwnicy kompletnie nie zwraca na mnie uwagi…” Tepes zmarszczyła brwi, wpatrując się w okno.
„Może w tym śnie zobaczył Cię starą i pomarszczoną, więc już Cię nie chce?”
„Vika, ale bzdury gadasz…” Wywróciła oczami, zirytowana.
„No przecież przez sen Cię odepchnął, więc musiałaś się mu przyśnić.” Wzruszyła ramionami ciemnowłosa.
„To akurat wiem. Zapytał się, czy nie jestem gulem i czy nadal jestem dziewicą, więc w jego śnie raczej niezbyt ciekawie musiałam wyglądać, ale żeby przez to tak się zachowywał?”
”O, wiem! Może zobaczył, co z Ciebie zostanie, kiedy Cię w końcu przeleci i zrezygnował.” Vika próbowała zażartować, jednak widząc oburzoną minę Integral, przestała się uśmiechać. „Oj przestań, powiedziałam to dla rozluźnienia sytuacji.”
„Rzeczywiście, bardzo ją rozluźniłaś.” Tepes prychnęła kpiąco i nachmurzyła się jeszcze bardziej.
„Wiesz co? Umówmy się na jakieś wyjście na drinka do klubu. Przyda Ci się rozrywka i przestaniesz myśleć o kapryśnym mężulku. Zabawimy się!” Lugosi chwyciła Integral za ramię.
„Zwariowałaś? Jak to się zabawimy?”
„No pójdziemy sobie we dwie, podrinkujemy, potańczymy. Od razu Ci się humor poprawi.”
„Hę?” Tepes spojrzała na przyjaciółkę jak na wariatkę. „Podrinkujemy? Potańczymy?”
„Oj Integral, Ty sztywniaku…” Wywróciła oczami Vika. „Nie możesz choć raz być normalną kobietą?”
„Jestem normalną kobietą.” Ponownie się oburzyła. „Nigdy nie chodziłam do żadnych klubów podrinkować i potańczyć. Nie miałam na to czasu.”
„Ale teraz masz i najwyższa pora zacząć to robić. Sobota, godzina 20. Spotykamy się u mnie i idziemy w miasto.”
„Ty też już zaczynać planować mi mój wolny czas?” Integral spojrzała na nią z ukosa.
„Nie narzekaj. Będzie fajnie.”
„Jasne. Już nie mogę się doczekać…”
Kolejny tydzień się kończył, a nie było żadnych nowych informacji ani na temat morderstwa Mariny Ghita ani o incydencie na cmentarzu w Sibiu. Mężczyzna, który przejął sprawę morderstwa po Podkomisarzu, dwoił się i troił, jednak jego starania prowadziły do nikąd, a laboratorium strasznie guzdrało się z próbkami DNA. Jedyne wiadomości, jakie napływały na biurko Integral były raportami jej szpiegów na temat coraz częstszych spotkań kobiet w centralnej części Rumunii.
„Sabaty czarownic. Przecież to śmieszne…” Wywróciła oczami, odrzucając kolejny folder na półkę. „Pewnie jakieś znudzone gospodynie postanowiły bawić się w Babę Jagę…” Musi powiedzieć swoim szpiegom, że nie tego oczekuje po ich pracy.
Przejrzała raport na temat broni przygotowany przez Waltera i Constantina. Nie mając żadnych zastrzeżeń, odłożyła go na inne papiery do wysłania faksem do Ministerstwa. No tak, a co do Constantina… Ostatnio nie miała żadnych zastrzeżeń do jego pracy. Po tamtym incydencie w sali konferencyjnej zmienił się nie do poznania. Przestał się jej narzucać, był miły, uczynny i zachowywał się nienagannie. Napisał nawet list z przeprosinami i odczytał go przy wszystkich podczas jednego z zebrań. Owszem, wydawało się to trochę podejrzane, jednak Integral na razie postanowiła nie przejmować się tym za bardzo. Constantin zachowywał się jak normalny pracownik, więc nie było powodów do poświęcania mu zbyt wiele uwagi.
Rozległo się pukanie do drzwi i po chwili do gabinetu weszła zadowolona Seras, niosąc jakąś teczkę. „Cześć Integral. Mam coś dla Ciebie.”
Kobieta uniosła brew. „A Ty co tu robisz?”
Wampirzyca podeszła do jej biurka, rzucając na blat trzymany folder i usiadła na fotelu naprzeciw niej. „Byłam w laboratorium.”
„Niby po co?”
„A bo przypomniało im się, że jednak Mistrz nie był jedynym wampirem w mieście, od którego nie mieli próbek DNA, no i dziś właśnie pobrali kawałek skóry ode mnie.” Seras skrzywiła się. „Nie było to zbyt przyjemne.”
Integral wzięła do ręki folder. „Co mi tu przyniosłaś?”
„Powiedzieli, że na pewno jesteś zainteresowana wynikami badań męża, więc przesyłają Ci kopie dokumentów.”
Tepes otworzyła pospiesznie teczkę i wyjęła plik papierów i zdjęć, przeglądając je wnikliwie.
„I co tam piszą?” Wampirzyca pochyliła się nad biurkiem.
„Że skóra, którą znaleziono w ustach Mariny nie należy do Alucarda.” Integral uśmiechnęła się kpiąco. „To akurat wiedziałam od początku.” Wróciła do czytania notatek, ale po chwili uniosła zaskoczony wzrok na Seras.
„Coś nie tak?”
„Jednak jest pewien problem.” Zmarszczyła brwi. „Kod genetyczny znalezionej skóry w 1/3 pokrywa się z DNA Alucarda…”
„Jak to w 1/3…?” Wampirzyca podrapała się w głowę.
„Oj, to znaczy, że Alucard jest w jakiś sposób spokrewniony z mordercą. Ale dziwnie… Tak w 1/3…” Przeglądała na szybko kartki. „Cholera, nie mają żadnych danych dotyczących pozostałych 2/3… Nic nie pasuje.”
„No ale przynajmniej Mistrz będzie oczyszczony z zarzutów.” Seras zamyśliła się. „Ej, a może to ten pierwszy syn Tepesa, co go Mistrz widział na cmentarzu…”
Integral spojrzała na nią dziwnie. „No dobrze, ale to był tylko duch. Duchy są niematerialne. Nie mają ciała, więc nikt nie może im odgryźć kawałka skóry. Poza tym Marinę zaatakował wampir, a nie duch. Zabrał jej całą krew i przy okazji zgwałcił.” Oparła się w fotelu. „No a tak do Twojej wiadomości – gdyby to był syn Tepesa to jego DNA pokrywałoby się z Alucardem w połowie a nie 1/3…”
„Ale może przez te wszystkie lata bycia wampirem u Mistrza coś się pozmieniało i dlatego nie do końca pasuje.” Zasugerowała.
Tepes westchnęła i przymknęła oczy. „W sumie, może masz rację…”
„Powinnaś o tym z nim porozmawiać.”
„Gdyby mnie nie traktował jak powietrza, to może bym się z nim na ten temat skonsultowała…”
„Najpierw się do Ciebie dobiera, a później przestaje zwracać uwagę. Ja rozumiem, gdybyście byli już po, ale w tej sytuacji… Zawsze wiedziałam, że Mistrz jest dziwakiem, ale żeby aż takim?” Seras wywróciła oczami.
Integral spojrzała na nią dziwnie, mając zamiar coś na ten temat powiedzieć, jednak pokręciła tylko głową i wróciła do czytania dokumentów.
Wampirzyca zaczęła kręcić się w fotelu, rozglądając po gabinecie blondynki. „Idziesz dziś z Viką do klubu?”
Tepes uniosła wzrok znad papierów. „Skąd wiesz?”
„Przeczytałam Twoje myśli.” Wyszczerzyła kły w uśmiechu.
„Bezczelna…” Integral zmarszczyła brwi, jednak po chwili uśmiechnęła się nieznacznie. „Chcesz iść z nami?”
„Do klubu? Z Wami?” Seras spojrzała na nią zdziwiona.
„Dokładnie. Wiesz - podrinkować, potańczyć i zabawić się - jak to Vika powiedziała.”
„Już czuję, że będzie niezła zabawa.” Wampirzyca roześmiała się. „Drinkowanie z Sir Hellsing!”
„Idziesz czy nie? Bo zaraz się rozmyślę.” Tepes zgrzytnęła zębami.
„Jasne, że idę!”
„Seras jesteś gotowa? Jest prawie 20!” Integral krzyknęła w stronę zejścia do piwnicy.
„Już, już… Zaraz przyjdę!”
„Gdzie idziecie?”
Odwróciła się gwałtownie, natrafiając wzrokiem na stojącego w drzwiach salonu wampira. Zmrużyła oczy. „Nie Twoja sprawa.”
„Czyżby?” Założył ręce na piersi.
„Skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, wychodzimy się zabawić. W domu raczej nic interesującego mnie nie czeka.”
Przez chwilę wpatrywał się w nią intensywnie, po czym wzruszył ramionami i wszedł do salonu.
Zacisnęła pięści, czując narastającą w niej złość i wyszła z rezydencji, trzaskając drzwiami.
„Ale jesteś wkurzona…” Seras patrzyła z ukosa na siedzącą obok Integral. „Nie chciałam się tak guzdrać.”
„Nie chodzi o Ciebie.” Kobieta wyglądała przez okno taksówki.
„Ach no tak, pewnie mężulek się znowu nieciekawie zachował. Ale… To znaczy, że się do Ciebie odezwał?”
„Tak, powiedział dokładnie trzy słowa i nawet na mnie spojrzał. Coś niesamowitego…” Wywróciła oczami.
„To już jakiś postęp. Powinnaś się cieszyć.” Wampirzyca zmrużyła oczy.
„Niby z czego?” Warknęła. „Nienawidzę być ignorowana, szczególnie bez jakiegoś konkretnego powodu.”
„Strasznie Cię to męczy, widzę. Może zapytam Mistrza o co mu chodzi…?”
„Nawet nie próbuj! Mam dość całej tej sytuacji!” Tepes ponownie wyjrzała przez okno.
„Jak tam sobie chcesz…” Seras wzruszyła lekko ramionami.
Resztę drogi przejechały w milczeniu. Taksówka zatrzymała się tylko na chwilę przed salonem kosmetycznym, gdzie dosiadła się do nich Vika i po kilku minutach były na miejscu. W klubie zabawa trwała na całego, głośna muzyka wydostawała się zza zamkniętych drzwi pilnowanych przez dwóch pokaźnych ochroniarzy.
Integral pokręciła głową zrezygnowana. „W co ja się pakuję…?”
„No jak to? Idziesz na imprezę, Kochana.” Vika wzięła ją i Seras pod rękę i, pokazując kartę stałego klienta pilnującym, wciągnęła obie do wnętrza budynku.
„Integral, niedobrze z Tobą… Pijesz już trzeci rum z colą w tak krótkim czasie. Uchlejesz mi się i nici z zabawy.” Vika wywróciła oczami, zabierając kobiecie szklankę sprzed nosa.
„Nie mam nastroju na żadną zabawę, Vika. Będę tu siedzieć i zamawiać kolejne rumy z colą, co Ty na to?” Tepes wyciągnęła rękę po swojego drinka.
„Nie ma mowy. Idziemy tańczyć!”
„Nie chcę tańczyć. Chcę pić. Dlaczego wszyscy chcą kierować moim życiem, co?” Integral spojrzała na koleżankę buntowniczo.
„Vika daj jej spokój, jak chce to niech pije.” Seras odebrała półwampirzycy szklankę i postawiła ją przed Tepes. „Chodź, pójdziemy tańczyć same.”
„A idźcie…” Integral mruknęła pod nosem i jednym łykiem dopiła drinka, po czym usiadła wygodniej na kanapie i zrobiła niezadowoloną minę. W głowie jej huczało od głośnej muzyki i otaczających ją głosów. Była tu dopiero niecałą godzinę a już od samego wejścia miała ochotę uciec stąd jak najdalej. Nie dla niej taka rozrywka… Wolałaby się zaszyć w swoim gabinecie z książką albo posiedzieć w zimowym ogrodzie. Westchnęła i ruchem ręki przywołała do siebie kelnera. Musi się czymś zająć, inaczej zwariuje… „Rum z colą, podwójny i paczka waniliowych cygaretek. I zapalniczka.” Kelner zapisał zamówienie i odszedł. Tepes rozejrzała się i zmarszczyła czoło. W głębi sali zauważyła kogoś, kogo nie miała w ogóle ochoty widzieć. Zgrzytnęła zębami i przesiadła się na kanapę obok, byle nie patrzeć w tamtą stronę. Po kilku minutach kelner postawił przed nią drinka i cygaretki, po czym oddalił się. Integral spojrzała na leżące na stole kremowe pudełko. Nie paliła od ponad 4 miesięcy… Czas więc znowu zacząć. Uśmiechnęła się do siebie i otworzyła paczkę, wyciągając z niej cygaretkę. Obróciła ją w palcach, po czym uniosła i powąchała, przymykając oczy. Uwielbiała wanilię. Nie namyślając się długo wzięła zapalniczkę i zapaliła, zaciągając się aromatycznym dymem, który rozszedł się jej po płucach. Zamrugała kilkakrotnie, spodziewając się ataku kaszlu jednak nic takiego nie nastąpiło. Wypuściła powoli dym i zadowolona oparła się wygodnie na kanapie. Może nie będzie tu w sumie tak źle…
„Integral, co Ty do jasnej cholery robisz?” Vika dopadła do stolika, patrząc na kobietę zszokowana.
„Palę. Coś Ci się nie podoba?” Tepes uniosła brew, ponownie się zaciągając.
„Totalnie Ci odbiło?”
„Nie. Po prostu wraca stara, dobra Integral Hellsing.” Uśmiechnęła się pod nosem.
„O Integral, nie wiedziałam, że wróciłaś do nałogu…” Seras pojawiła się obok Viki, patrząc na nią zdziwiona.
„Nałogu?” Półwampirzyca spojrzała na nią z niedowierzaniem.
„No, w Anglii pochłaniała cygara niczym lokomotywa.”
„Bez przesady, Seras. Zapaliłam, bo miałam ochotę. Poza tym nie jesteście moimi niańkami, by mi mówić, co mi wolno a co nie.” Integral wzruszyła ramionami i sięgnęła po drinka. „Siadacie, czy będziecie tak stać i się we mnie wgapiać?”
Seras i Vika spojrzały na siebie i również wzruszyły ramionami, po czym usiadły przy stoliku chwytając za swoje drinki.
„Szkoda, że nie chcesz z nami potańczyć. Fajna muzyka jest, rozruszałabyś się trochę.” Wampirzyca sączyła swoją Krwawą Mary.
„Nie tańczyłam nigdy do takiej muzyki i nie mam zamiaru. Lubię taniec towarzyski a nie rytmy prosto z dżungli.”
„Taaak? A kiedy ostatnio tańczyłaś towarzysko?” Vika zmrużyła oczy.
Tepes uśmiechnęła się lekko, zagłębiając się w pluszowe oparcie kanapy. „Na przyjęciu gwiazdkowym u Twoich rodziców.” Odchyliła głowę lekko do tyłu. „Z Alucardem…”
„Oho…” Vika spojrzała z ukosa na Seras, która zachichotała cicho. „I co, fajnie było?” Jej uśmiech poszerzył się.
„Mhmmm…” Zamruczała, przymykając oczy. „Alucard świetnie tańczy…”
„Niewątpliwie.” Roześmiała się półwampirzyca. „Ale się rozmarzyłaś…”
Integral uniosła gwałtownie głowę i zmarszczyła brwi. „Niby kiedy?” Wypiła sporą część drinka na raz.
„No niby przed chwilą. Przyznaj - chcesz, żeby mężulek w końcu się opamiętał i przestał wydziwiać.”
„Nie mam ochoty w ogóle z nim rozmawiać.” Zaciągnęła się dymem. „Odwidziało mu się – trudno. Nie potrzebuję jego łaski.” Ponownie upiła drinka.
„Integral, nie pij już dziś więcej. Oczy Ci się błyszczą i zaczynasz gadać bzdury…”
„Co, twierdzisz, że się upiłam?” Tepes spojrzała groźnie na Vikę. „Nawet jeśli, to co Ci do tego? Mówiłam już, że nie jesteś moją niańką.”
„Ale jestem twoją przyjaciółką i nie chcę, żebyś narobiła jakichś głupot.”
„Niby jakich głupot?” Przechyliła szklankę wypijając do końca podwójny rum z colą.
Półwampirzyca pokręciła głową. „Integral, jesteś uparta jak osioł…”
„Nie uważam tego za wadę, wręcz przeciwnie.” Odłożyła szklankę i założyła ręce na piersi.
„Vika, zostaw. I tak z nią nie wygrasz ani jej nie przegadasz. Niech robi co chce.” Seras wywróciła oczami, upijając swojego drinka.
„No! Nareszcie gadasz z sensem!” Integral uśmiechnęła się dziwnie i klepnęła wampirzycę w ramię. Po chwili jednak zmarszczyła brwi, patrząc w bok. „Trzymajcie mnie zanim zrobię coś głupiego…”
„Hę?” Vika i Seras spojrzały na siebie zdziwione. Najpierw gada, żeby zostawić ją w spokoju a teraz…
„Pani Tepes, nie wiedziałam, że lubi Pani ten sam klub co ja!” Uroczy głosik rozbrzmiał tuż nad ich stolikiem.
„Teraz już go nie lubię, Pani Constantin.” Integral zmarszczyła brwi, patrząc na Ilonę, która uśmiechała się zadowolona.
„Och, po cóż od razu ta wrogość? Przyszłam w pokojowych zamiarach. Jak zawsze.” Kobieta dosiadła się do ich stolika, nie czekając na żadne zaproszenie.
Vika parsknęła śmiechem, udając że dostała ataku kaszlu. Seras, próbując ukryć uśmiech, poklepała ją po plecach. Ilona spojrzała na nią dziwnie, jednak po chwili ponownie przeniosła wzrok na swoją rozmówczynię.
Integral zmrużyła oczy. „W pokojowych zamiarach?”
Kiwnęła głową. „Oczywiście! Widząc Panią dziś w klubie pomyślałam, że w końcu uda nam się zaprzyjaźnić.”
Tym razem półwampirzyca roześmiała się, nie próbując nic ukrywać. „Integral, czaisz? Ona chce się zaprzyjaźnić!”
Tepes uniosła brew, patrząc z ukosa na koleżankę, jednak mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. „Vika, proszę, uspokój się. Przecież przyszła w pokojowych zamiarach.”
Ilona wzruszyła ramionami, nie zwracając kompletnie uwagi na właścicielkę salonu, jak również nie wyczuwając sarkazmu w głosie Integral. „Mogłybyśmy umówić się na kawę, porozmawiać…”
„Porozmawiać? Niby o czym? Nie sądzę byśmy miały ze sobą dużo wspólnego, Pani Constantin…” Spojrzała na nią pobłażliwie.
„Och, ja sądzę, że mamy wiele wspólnego…” Ilona uśmiechnęła się uroczo.
Seras i Vika spojrzały na siebie dziwnie. Obie wiedziały, że ta rozmowa nie zakończy się pozytywnie. Czuły, że Integral zaczyna się irytować. A że była przy okazji wstawiona i charakterek miała wybuchowy…
„Tak, a co na przykład?”
„Obie pochodzimy z arystokracji, jesteśmy młode, pracujemy, jesteśmy mężatkami…”
Z każdą wymienioną rzeczą, Tepes coraz bardziej miała dość opływającego słodyczą głosu Ilony, jednak przy ostatniej zgrzytnęła zębami. „A wiec, Pani Constantin, chciałaby Pani porozmawiać o naszych mężach, tak?”
Kobieta zamrugała kilkakrotnie. „No tak… A czemu nie?”
„Ponieważ tak się akurat składa, że nie mam ochoty dowiadywać się o prywatnym życiu czy nie-życiu Pana Constantina. Jest moim pracownikiem i nie potrzebuję wiedzieć o nim więcej niż potrzeba.” Integral pochyliła się lekko nad stolikiem w stronę Ilony.
„Ach tak…” Wyraz twarzy siedzącej naprzeciw zmienił się momentalnie. Obecnie patrzyła na Integral z niewielkim uśmieszkiem, który wcale nie był miły.
„Poza tym…” Tepes zmrużyła oczy. „Nie mam nic do powiedzenia na temat mojego męża. Szczególnie Tobie.”
Seras spojrzała na nią zaskoczona. Bez problemu wyczuła w niej mieszankę wściekłości i… zazdrości! A więc to całe gadanie o obojętności wobec Alucarda było jedną wielką ściemą… Spojrzała na Vikę, która najwidoczniej pomyślała o tym samym. I obie dobrze wiedziały, że Integral zaraz zrobi niezłą scenę. Tylko jakoś w ogóle nie było im żal tej ślicznej osóbki w ciemnych, kręconych włosach, która miała stać się za chwilę jej ofiarą. Wręcz przeciwnie…
„Pani Tepes, jest Pani po prostu zazdrosna…” Ilona spojrzała na Integral, uśmiechając się tak, jakby wszystko wiedziała. „Zupełnie nie wiem dlaczego…”
„Skończ te gierki!” Blondynka wywróciła oczami. „Dobrze wiem, że na niego lecisz.”
Brunetka roześmiała się nieznacznie, potrząsając włosami. „Ależ co Pani mówi… Przecież ja mam męża.”
„W takim razie gdzie on jest, Pani Constantin? Jakoś go dzisiaj nie widziałam w klubie.” Integral uśmiechnęła się kpiąco. „Może dlatego, że ma dziś nocny dyżur i siedzi w Urzędzie?” Widząc, że Ilona ma zamiar coś powiedzieć, pochyliła się bardziej w jej stronę. „Poza tym, zapewne nie wie, że obściskiwałaś się z dwoma facetami naraz, siedząc przy stoliku pod tamtą ścianą…”
Vika uniosła brew. No tak, Ilonka nigdy się nie zmieni… Ale żeby tak publicznie? W końcu była mężatką…
„Ty też przyszłaś tu dziś bez męża…” Kobieta porzuciła grzeczny styl wypowiedzi. „Poza tym w małżeństwie nie zawsze dobrze się dzieje. Powinnaś coś o tym wiedzieć…” Uśmiechnęła się szyderczo.
„W przeciwieństwie do Ciebie, ja tu przyszłam z przyjaciółkami, a nie żeby wyrwać sobie faceta.” Tepes zmrużyła niebezpiecznie oczy. „Moim małżeństwem się nie interesuj…”
„Ale Ty jesteś naiwna, Hellsing… Przy okazji myślisz, że jesteś inteligentna i taka obeznana ze wszystkim, ale prostych i oczywistych rzeczy nie zauważasz…” Ilona również pochyliła się w jej stronę. „On, mimo iż jest potężnym wampirem, jest również mężczyzną. Mężczyźni mają różne potrzeby. Chcą by ich uwodzić, by spełniać ich zachcianki, by się im oddawać, kiedy tylko mają na to ochotę. A Ty swojego męża nadal chciałabyś traktować jak sługę, mimo iż on od dawna nie nazywa Cię swoim Mistrzem.”
Integral otworzyła usta z oburzenia. Co ona gada? Skąd ona w ogóle wie o tym, że była jego Mistrzem? Jak w ogóle śmie, ta ociekająca słodyczą krowa?!
„Poza tym…” Brunetka zauważyła jej wzburzenie i uśmiech się jej poszerzył. „Ten naszyjnik…” Wyciągnęła rękę i przesunęła palcami po amulecie, który wisiał na szyi Tepes. „Powinien należeć do mnie…”
Vika słuchała wypowiedzi Ilony zszokowana. Teraz to Integral naprawdę się wkurzy… Trzeba coś zrobić, inaczej… Jednak zanim zdążyła o tym pomyśleć, Integral błyskawicznym ruchem złapała Ilonę za włosy, drugą dłoń zaciskając w pięść, która momentalnie przemieściła się w stronę twarzy brunetki.
Czarna Toyota podjechała pod budynek, w którym mieścił się klub. Alucard wysiadł z samochodu, unosząc nieznacznie brew. A wiec to tutaj żonka się wybrała poimprezować… I chyba całkiem nieźle się bawiła, sądząc po telefonie, który dostał kilka minut temu od właściciela klubu.
„Panie Tepes, dziękuję za szybkie przybycie…” Mężczyzna czekał na niego przed budynkiem.
„Gdzie ona jest?” Wampir spojrzał na niego z góry.
„W moim biurze. Musiałem ją tam zamknąć, bo była bardzo agresywna. Chociaż w sumie ta druga też… Więc umieściłem je w oddzielnych pokojach.” Wyjaśniał właściciel, prowadząc go bocznym korytarzem w stronę biura i pomieszczeń dla pracowników.
„O co poszło?”
„Tego w sumie nie wiem. Zanim ochrona je rozdzieliła, Pani Tepes podbiła oko i wykręciła rękę tej drugiej. No ale tamta też dłużna nie była…”
„Tamta czyli?” Alucard uniósł brew.
„Ilona Constantin.” Mężczyzna zatrzymał się przed drzwiami na końcu korytarza.
Na twarzy wampira pojawił się szeroki uśmiech. „No to teraz rozumiem.” Roześmiał się mrocznie. „Szkoda, że tego nie widziałem…”
„Jeśli bardzo Pan chce, mogę pokazać nagranie z kamery…” Właściciel klubu spojrzał na niego zdziwiony, wyciągając klucze i otwierając drzwi.
„To był żart.” Alucard uśmiechnął się pobłażliwie.
Mężczyzna nic nie odpowiedział i wypuścił go do pomieszczenia, po czym zamknął za nim drzwi.
Integral siedziała na niewielkiej sofie i przykładała do policzka worek z lodem. Gdy zauważyła wchodzącego wampira, zmrużyła oczy i przygryzła dolną wargę. Ochrzani ją czy zrobi coś gorszego?
„Nie martw się. Nic z tych rzeczy.” Uśmiechnął się krzywo, podchodząc do niej powoli.
Mruknęła pod nosem coś na temat bezczelnego przeglądania jej myśli i zajęła się dokładniejszymi oględzinami swojego policzka, używając do tego niewielkiego lusterka, które znalazła na biurku.
„Będzie niezły siniak.” Spojrzał na nią z góry.
„Jakby Cię to obchodziło…” Prychnęła, nawet na niego nie patrząc.
„Wbrew pozorom, jednak obchodzi.” Usiadł obok niej, odgarniając jej włosy do tyłu i odsłaniając policzek.
Spojrzała na niego dziwnym wzrokiem, odsuwając się lekko. „Zostaw…”
Chwycił ją lekko za podbródek. „Nie wygłupiaj się. Moja żona nie będzie chodziła z siniakiem na pół twarzy. Co sobie ludzie pomyślą…” Zmrużył oczy, przyglądając się opuchliźnie.
Zacisnęła wargi, oburzona, jednak nic nie odpowiedziała.
Kciukiem drugiej dłoni zaczął powoli przesuwać po jej policzku, dopóki zaczerwienienie całkowicie nie zniknęło. Gdy uniósł wzrok, napotkał lekko zamglone spojrzenie Integral. Puścił ją, odsuwając się nieznacznie. „O co poszło?”
Kobieta zamrugała kilkakrotnie i przygryzła wargę. „Wtrącała się w nie swoje sprawy i była bezczelna.”
Uniósł brew. „I dlatego się pobiłyście na środku najpopularniejszego klubu w mieście?”
„Wkurzyła mnie, więc ją walnęłam.” Wzruszyła ramionami. „Zasłużyła sobie.”
„No tak, w końcu podaje się za krewną drugiej żony Vlada...” Uśmiechnął się krzywo.
„Ona myśli, że jest kimś więcej niż tylko krewną.” Integral zmrużyła oczy. „Powiedziała, że ten naszyjnik…” Wskazała na wiszący na szyi amulet. „Powinien należeć do niej.”
„Po prostu chciała Cię sprowokować, co jej się udało.” Wampir wstał z sofy i spojrzał na żonę z góry. „Idziemy.” Ruszył w stronę drzwi.
Poderwała się z kanapy. „Alucard nie rozumiesz, że ona…”
„Co ona?” Odwrócił się i zmarszczył brwi.
Zatrzymała się, odwracając wzrok. „Nieważne… Wracajmy do domu.” Lekko chwiejnym krokiem wyminęła go.
Pokręcił głową i chwycił ją za ramię. „Widzę, że nieźle się wstawiłaś.”
„Nie Twoja sprawa…” Uwolniła rękę. „Sama dam radę…” Ruszyła korytarzem, co chwilę asekurując się ścianą.
Wampir wywrócił oczami i poszedł za nią, uśmiechając się krzywo.
Gdy byli w połowie korytarza, jedne z bocznych drzwi otworzyły się i wyszedł Constantin, niezbyt delikatnie ciągnąc za sobą niezadowoloną Ilonę. Integral obrzuciła brunetkę wyniosłym spojrzeniem, a po chwili odeszła z uniesioną wysoko głową. Ilona, syknęła wściekle, chcąc się wyrwać mężowi, jednak ten wzmocnił uścisk na jej ramieniu, po czym spojrzał spode łba na Alucarda. Wampir uśmiechnął się kpiąco i zniknął, pojawiając się tuż obok Integral, po czym oboje wyszli z klubu i wsiedli do samochodu.
„Miała bardzo ciekawy makijaż lewego oka.” Uśmiechnął się pod nosem i włączył silnik.
„Należało się, krowie…” Integral wydęła lekko usta, wyciągnęła z torebki cygaretkę i zapaliła.
Zmarszczył brwi. „Widzę, że znudził Ci się zdrowy tryb życia.” Wyjechał z parkingu.
„Mam ochotę to palę. Jakieś zażalenia?” Zmrużyła lekko oczy.
Wzruszył ramionami. „Rób co chcesz.”
„Jasne. Przecież zawsze to robię.” Uśmiechnęła się ponuro. Przez jakiś czas jechali w milczeniu. Integral skończyła palić i zgasiła końcówkę cygaretki w popielniczce. „Jak widzę, prawie kompletnie przestałam Cię obchodzić.” Odezwała się po chwili.
„Gdyby tak było nie przyjeżdżałbym po Ciebie do klubu.” Mruknął, patrząc na drogę.
„Taaa…” Prychnęła, niezadowolona. „Ratowałeś swoją reputację. Cóż to za skandal, żeby żona Hrabiego Tepesa wszczynała bójki w barze…”
„Integral, nic nie rozumiesz…” Spojrzał na nią z ukosa.
„Oczywiście, że nie rozumiem.” Warknęła. „Więc może mi to w końcu łaskawie wyjaśnisz!”
Zgrzytnął zębami. „Staram się Ciebie chronić…”
„Nie chrzań mi tu jakichś głupot! Niby jak chcesz mnie chronić, kiedy ostatnio w ogóle Cię przy mnie nie ma? Co to za ochrona, kiedy wszędzie chodzę sama?! Przed czym niby starasz się mnie w ten sposób chronić?!” Zacisnęła pięści.
„Nie musisz krzyczeć, bardzo dobrze Cię słyszę…” Zmrużył oczy, niezadowolony.
„Nie odpowiedziałeś na moje pytania!”
Gwałtownie zatrzymał samochód na poboczu i odwrócił się w jej stronę. „I nie odpowiem.” Warknął, patrząc na nią wściekle czerwonymi oczami. „Tak jak Ty, robię co chcę i nie będziesz się na mnie z tego powodu wydzierała. Nie jesteś już moim Mistrzem, a ja nie jestem Twoim Sługą!”
Integral patrzyła na niego rozszerzonymi oczami, oddychając szybko i zaciskając palce na materiale płaszcza. Po chwili odwróciła twarz do okna po stronie pasażera. „Rozumiem…” Oparła czoło o zimną szybę i przymknęła oczy, które nagle zaczęły ją dziwnie piec.
Wampir warknął pod nosem jakieś rumuńskie przekleństwo, po czym ruszył z piskiem opon. Gdy zatrzymali się przed rezydencją, kobieta westchnęła i spojrzała na niego dziwnym wzrokiem.
„Nie myśl sobie, że tak łatwo uda Ci się mnie odtrącić, po tym wszystkim, co się między nami wydarzyło…” Zmrużyła oczy. „Nie jestem zabawką, którą można wyrzucić ot tak, bo się już znudziła…” Uniosła dumnie głowę i wysiadła z samochodu, po chwili znikając za drzwiami rezydencji.
Alucard przymknął oczy, opierając głowę o zagłówek siedzenia. Cóż za uparta kobieta… Czy ona musi tak wszystko utrudniać? Nie może po prostu przejść z tym do porządku dziennego? Przecież gdyby jej powiedział, że chroni ją przed nim samym, wyśmiałaby go i wypomniała te wszystkie momenty, kiedy ją nachodził i uwodził… Zapytałaby, po co w takim razie wywiózł ją do Rumunii, obdarowywał tymi wszystkimi prezentami i sprawił, że została jego żoną… No i na koniec wyliczyłaby mu dokładnie ile czasu spędzili razem w łóżku, niekoniecznie w celach ściśle wypoczynkowych…
Czy to, co obecnie robił było w takim razie kompletnie absurdalne i śmieszne? Może nie powinien był aż tak się przejmować tym snem sprzed ponad dwóch tygodni… Może rzeczywiście to był tylko senny koszmar. Przecież on nigdy by jej w ten sposób nie skrzywdził…? Ale z drugiej strony… Był wampirem i nigdy nie wiadomo, co by mu przyszło do głowy…
Zmarszczył brwi i z piskiem opon odjechał sprzed rezydencji. Musiał sobie wszystko jeszcze raz dokładnie przemyśleć.
Integral obecnie w kuchni pochłaniała trzecią szklankę wody. Zaczęło ją paskudnie suszyć, a na dodatek kompletnie odechciało się jej spać. Chociaż… Ciekawe, co by powiedział wampir, gdyby zastał ją teraz w swoim łóżku? Wzruszyła ramionami i nalała sobie kolejną szklankę wody, jednak słysząc pisk opon, odjeżdżającego samochodu, podeszła szybko do okna. Westchnęła, widząc czarną Toyotę znikającą za drzewami. „Jasne. Najlepiej od wszystkiego sobie tak po prostu uciec…” Mruknęła pod nosem, po chwili opróżniając szklankę w zawrotnym tempie. Wyszła z kuchni z zamiarem udania się do swojej sypialni, jednak, gdy przechodziła obok zejścia do piwnicy, zmieniła zdanie i poszła do pokoju Alucarda. Zapaliła sobie świeczkę stojącą na stole i rozejrzała się. Kotara była zasłonięta do połowy i widać było niezaścielone łóżko, po stole walały się zużyte zapałki… Zmarszczyła brwi, gdy zauważyła, że drzwiczki szafki nocnej są lekko uchylone. Czyżby było tam coś ciekawego? Podeszła i kucnęła przy łóżku, opierając się jedną ręką o materac, po czym zajrzała do szafki. W środku leżała bardzo stara księga, oprawiona w wyblakłą już, czarną skórę. Oczy kobiety rozszerzyły się nieznacznie. „To ta wampirza encyklopedia…?” Nie zastanawiając się długo wyjęła opasły tom z szafki i usiadła na łóżku, przeglądając pożółkłe kartki. Tu było tyle niesamowitych informacji…! Oczy zaczęły jej błyszczeć z ciekawości i ekscytacji. Po chwili natrafiła na stronę założoną czerwoną cienką wstążką. Czyżby tu skończył czytać? Uniosła brew studiując przez chwilę kalendarz księżycowy, tabelki i rysunki. Potrząsnęła głową. „Co…?!” Czyżby naprawdę pojechał po tą książkę tylko po to, by się tego dowiedzieć? Wzięła do ręki złożoną na pół kartkę, założoną na tychże stronach. Od razu poznała pismo Alucarda. Czyli nawet robił sobie notatki! Westchnęła, zamykając książkę, jednak nie odłożyła jej z powrotem do szafki. Butem zamknęła drzwiczki i po chwili wyszła z piwnicy, przyciskając opasły tom do piersi.
komentarze [10]...în visare... >> środa, 3 października 2007 16:09:47
Od Inti: Tak, wiem. jestem paskuda, wredota, jędza i w ogóle blee. Dawno nie zamieszczałam notki a to z różnych przyczyn. Głównymi powodami były po prostu lenistwo i totalny brak motywacji do pisania. Czasem się zdarza.
Stwierdziłam, że moze uda mi się częściej coś zamieszczać, jeśli notki nie będą tak długie jak kiedyś. Pisanie ich zajmowalo czasem bardzo długi czas. Więc będę wstawiać notki krótsze, ale mam nadzieję, że będzie to cześciej. Niestety nie mogę nic obiecać. Chciałabym pisać często i dużo, ale niestety nie można mieć wszystkiego... Musicie mi to wybaczyć.
W każdym razie notka - krótka, ale jest. Enjoy.
******************************************************
„Sprytnie to rozegrałaś, moja piękna.”
„Taki właśnie miałam plan, niemniej jednak to pociągniecie za włosy było bolesne. Ale byłam przygotowana, że coś takiego może nastąpić.” Integral przeciągnęła się, siadając na łóżku.
Alucard podłożył ręce pod głowę, patrząc na nią zmrużonymi oczami. „Nauczyłaś się bardziej wykorzystywać swoje atuty. To mi się podoba.”
„Czyżby?” Odwróciła się w jego stronę, okrywając lekko kołdrą. „Myślę, że to coś innego Ci się podoba.”
„Nie będę zaprzeczał. Ponownie mnie zaskoczyłaś.” Uśmiechnął się krzywo.
Położyła się na boku, opierając o jego ramię. „Nawet straszliwy wampir może ulec nagiej kobiecie.” Zmrużyła szelmowsko oczy. „Wykorzystam to jeszcze kiedyś.”
„Mam nadzieję…” Wsunął palce w jej włosy i odchylił jej lekko głowę do tyłu, po czym pochylił się i przesunął wargami po jej szyi.
„Tylko nie myśl sobie, że zbyt często…” Mruknęła, przymykając oczy.
Roześmiał się nieznacznie, przesuwając usta w dół po jej skórze. „Pozwól więc, że się zrewanżuję…”
„Uhm…” Wciągnęła głośno powietrze, gdy jego zimne usta odnalazły jej intymność.
„I możesz mnie ciągnąć za włosy, ile tylko chcesz.” Zamruczał w jej głowie.
„Głupek…” Uśmiechnęła się pod nosem.
W pomieszczeniu bez okien, oświetlonym jedynie płomieniami niewielkiego paleniska, słychać było szepty siedmiu zgromadzonych tam kobiet. Siedziały naprzeciw siebie, wokół tego niewielkiego źródła światła i ciepła, wszystkie ubrane na czarno i w upiętych skromnie włosach. Większość była w średnim i podeszłym wieku, jednak najmłodsza z nich wyglądała na nie więcej niż 30 lat. Właśnie ona po kilku chwilach nakazała ciszę i przysunęła się bliżej ognia, na którym stał niewielki kociołek. Zaczęła powoli wrzucać do niego zioła i bliżej nieokreślone przedmioty, po czym zalała wszystko rubinowym płynem i zamieszała, mamrocząc pod nosem urywane zdania. Po pewnym czasie w pomieszczeniu dało się słyszeć szepty pozostałych, a kobieta wrzuciła do kociołka zwinięty kawałek czarnego, postrzępionego materiału. W kociołku zawrzało, a ona wymówiła wyraźnie tylko dwa słowa: „în visare”. (*)
Wampir obudził się i usiadł na łóżku, po czym ziewnął szeroko, rozglądając się po pomieszczeniu. Zmarszczył lekko czoło. Jak to się stało, że teraz znajduje się u siebie w piwnicy? Przecież zasnął u Integral w pokoju… Wzruszył ramionami i uniósł rękę, by przetrzeć zaspane oczy… Po czym odsunął ją od swojej twarzy, wpatrując się w nią dziwnym wzrokiem. Uniósł drugą. Obie były we krwi. „Hę?” Mruknął zaskoczony. „Co do…” Po chwili usłyszał dziwny odgłos za swoimi plecami. Jakby coś warczało i przy okazji dziwacznie klekotało. Odwrócił się gwałtownie i oczy rozszerzyły mu się w szoku. Oto tuż za nim na łóżku leżała Integral. Albo coś, co kiedyś było Integral, a obecnie było gulem, który próbował usiąść, jednak utrudniała mu to połamana miednica i wyrwane ze stawów biodrowych nogi. Jej włosy były wymazane krwią i zwisały w strąkach po bokach głowy, nie miała jednego oka, a jej skóra miała odcień ziemisty. Alucard patrzył na to kompletnie abstrakcyjne zjawisko z niedowierzaniem pomieszanym z obrzydzeniem. „Co się z nią stało?” Skrzywił się, nadal niedowierzając i patrząc, jak gulowi w końcu udało się usiąść. Paskud obecnie przyglądał się mu jednym przekrwionym okiem, a szyję miał rozerwaną prawie do kręgosłupa. Nagle wampir zamrugał kilkakrotnie, gdy uświadomił sobie, że to, co obecnie siedziało naprzeciw niego jest jego dziełem. Potrząsnął głową, czując narastające, nieznane mu dotąd uczucie paniki. „Jak to się mogło stać?!” Spojrzał ponownie na swoje ręce, a po chwili na siedzącego naprzeciwko gula. „Dziewice nie zamieniają się w gule po ugryzieniu…” Chwycił się za głowę, przy okazji spoglądając w dół. Jego brzuch, podbrzusze i uda również były wymazane krwią. Przez chwilę wpatrywał się w czerwoną, zasychającą już substancję, po czym zszokowany przeniósł wzrok na gula i na jego połamaną miednicę oraz biodra. „Nie byłaś dziewicą…” Gul zaczął powoli przesuwać się w jego stronę. Alucard pochłonięty odkrywaniem coraz to koszmarniejszych szczegółów swojej zbrodni, nawet tego nie zauważył. Mówił do siebie półgłosem, próbując sobie przypomnieć, co właściwie się stało i dlaczego. Nie mógł ot tak po prostu jej zgwałcić, a później wyrwać połowy szyi! A może mógł…? Ponownie złapał się za głowę, nie wierząc w to, co obecnie się działo. Zaatakował ją, kiedy spała? Ale z jakiego powodu? Przecież obiecał ją chronić i nigdy nawet nie pomyślał o tym, by ją w taki sposób skrzywdzić… „Co robić?” Potrząsnął głową dla rozjaśnienia myśli, gdy nagle poczuł na swoim ramieniu coś mokrego i śliskiego. Wzdrygnął się z obrzydzenia, gdy uświadomił sobie, że gul właśnie go objął i zaczął wydawać z siebie bulgoczące odgłosy. Odepchnął go mocno i gdy usłyszał stłumiony krzyk, otworzył oczy.
Zamrugał kilkakrotnie, wpatrując się w całą i co najważniejsze - żywą Integral, która siedziała na podłodze i rozmasowywała sobie ramię.
„Rozumiem, że miałeś zły sen, ale to nie znaczy, że musiałeś mną rzucać o ścianę, kiedy próbowałam Cię objąć…” Spojrzała na niego z wyrzutem.
„Sen?” Zmarszczył brwi, nie ruszając się nawet o milimetr.
Pokręciła głową i wstała, nadal trzymając się za ramię, po chwili siadając na brzegu łóżka. Przysunęła się do niego i wyciągnęła rękę, by go dotknąć.
Odsunął się z zasięgu jej ręki, nadal patrząc na nią dziwnym wzrokiem. „Nie jesteś gulem?”
Uniosła brwi. „Niby dlaczego miałabym nim być?”
„Jesteś nadal dziewicą?”
„Co?” Spojrzała na niego jak na wariata. „Alucard, dobrze się czujesz?”
„Odpowiedz!” Warknął i przymknął na chwilę oczy.
„Oczywiście, że jestem.” Wywróciła oczami. „Nie mów, że nie pamiętasz, co robiliśmy wieczorem…” Zmarszczyła brwi, gdy zauważyła, że wampir… odetchnął z ulgą?
Przesunął dłonią po włosach. „Czyli to był tylko sen?”
„No tak. W pewnym momencie usiadłeś i zacząłeś mamrotać do siebie po rumuńsku, nadal śpiąc… Chciałam Cię jakoś obudzić, a Ty zepchnąłeś mnie z łóżka prosto na ścianę.” Skrzywiła się. „Co Ci się śniło?”
Potrząsnął głową. „Nic. Nieważne.”
„Alucard…”
„Idź do siebie.” Nie patrząc na nią wstał z łóżka i podszedł do stolika.
„Najpierw mnie tu przenosisz, a teraz mówisz żebym sobie poszła?” Oburzyła się. „Nawet nie mam ze sobą nic do ubrania!”
„Więc owiń się prześcieradłem.” Wyciągnął z wiaderka z lodem paczkę krwi.
„Co się z Tobą dzieje?” Podeszła do niego,
Odwrócił się, patrząc na nią wściekle czerwonymi oczami. „Powiedziałem, żebyś wyszła!” Warknął.
Zszokowana kobieta cofnęła się dwa kroki, po czym chwyciła prześcieradło i okrywając się nim, pospiesznie opuściła pokój, nawet nie oglądając się na wampira.
Usiadł ciężko na krześle i oparł czoło na dłoni. Najlepiej będzie trzymać się od niej z daleka. I unikać jakichkolwiek sytuacji intymnych. Przynajmniej przez jakiś czas. Dobrze wiedział, że Integral będzie bardzo niezadowolona, ale to dla jej bezpieczeństwa. Wprawdzie to był tylko sen, ale zbyt realny, by go zignorować. Zacisnął pięść. „Niech to szlag…”
(*)"în visare" - (po rumuńsku) dream away
komentarze [18]demons of the night are the lovers of a lifetime... >> poniedziałek, 9 lipica 2007 17:45:36
Od Inti:
Tak jak się spodziewałam, nie napisałam tej notki tak długiej jak chciałam. Zakończyłam na dodatek w niefajnym momencie... A może i w fajnym? :P Stwierdziłam, że jeśli dziś jej nie wrzucę to będę się z nią nadal męczyła, a tak to przynajmniej zacznę pisać na świeżo.
Co do Seras w tej notce - lubie Policjantkę i uważam, że potrafi być cięta, wredna i czasem nawet figlarna ;) I tu właśnie chciałam to pokazać XD
A i jeszcze jedno. Czytam czasami komentarze na różniastych blogach hellsingowych i zauważyłam jeden mówiący o miłosci Alu i Inte XD
Wyjaśniam więc, że w przypadku mojego fanfika nie ma tu mowy o miłosci. Wszyscy wokół Alucarda i Integral obserwują ich i doszukują się między nimi tego konkretnego uczucia. A jego po prostu nie ma. Integral może coś tam sobie kminić, jednak nie jest to nic konkretnego. Ich związek to po prostu przyzwyczajenie i co najważniejsze - physical attraction. Co łatwo można zauważyć. Oboje oczywiście odczuwają wobec siebie jakąś sympatię, lubią się i takie tam, jednak żadne z nich nie jest zakochane!! To się zdarza. Tyle ode mnie na ten temat. Wiele wyjaśni Wam jeszcze Integral w dzisiejszej notce XD Dziękuję za uwagę XD Oczywiscie, każdy może mieć swoje zdanie na ten temat i bardzo chętnie je poznam ;)
A na razie - enjoy notkę XD
*****************************************
„Uch, nareszcie w domu…” Seras przeciągnęła się, uwalając na sofie w salonie.
Integral uniosła brew, patrząc na nią znad gazety. „Aż tak źle było?”
„Okropnie… Jak normalnie lubię szkolić żołnierzy, tym razem nie podobało mi się prawie w ogóle…” Wampirzyca westchnęła, przykładając dłoń do czoła.
„Znowu Cię molestowali psychicznie?” Tepes uśmiechnęła się nieznacznie.
„Wyobraź sobie, że w sumie w ogóle.”
„Ach, więc o to chodzi…” Kobieta roześmiała się szelmowsko, odkładając czasopismo.
Seras zrobiła oburzoną minę. „No wiesz co… Myślisz, że niby mi zależy na ich ciągłym dogadywaniu?”
„Przecież żartowałam…” Oparła się wygodnie w fotelu. „No to co było takiego okropnego w tym szkoleniu?”
„Kompletnie nie mogłam dogadać się z tym całym Conta-cośtam. Beznadziejny koleś…”
„Nadal narzeka, że dowodzi nim kobieta?” Integral zmarszczyła brwi.
„Dokładnie. Był bezczelny, nieposłuszny i chamski… Na dodatek łamał regulamin…” Wampirzyca założyła ręce na piersiach.
„Doprawdy, za dużo sobie pozwala…” Kobieta pokręciła głową, oburzona, jednak po chwili spojrzała na Seras z błyskiem w oku. „Może trzeba dać mu porządną nauczkę?”
„Już o tym myślałam…” Dziewczyna wyszczerzyła kły w uśmiechu. „Taką, żeby zapamiętał na całe życie… Ale żeby się nie zorientował kto, co i jak.”
„Czyżbyś miała jakiś pomysł?”
„Pracuję nad tym. Jak będę miała gotowy plan, na pewno Cię powiadomię.” Uśmiechnęła się szelmowsko.
Tepes założyła nogę na nogę. „Świetnie. Też chętnie utrę mu nosa.”
Seras przewiesiła nogi przez podłokietnik sofy i spojrzała na Integral z ukosa. „A co tam słychać w wielkim świecie?”
„A co ma być słychać?” Wzruszyła ramionami.
„No, nie wiem… Coś ciekawego wydarzyło się od mojego wyjazdu?” Wampirzyca zmrużyła lekko oczy.
„Hmm… Co ciekawego…?” Kobieta zastanawiała się przez chwilę. „Zamordowano moją sekretarkę, DNA szacownego męża obecnie jest analizowane przez naukowców, Constantin próbował się do mnie dobrać… Aha i Alucard widział ducha pierwszego syna Vlada Tepesa. To tak w skrócie.” Uśmiechnęła się krzywo na widok zszokowanej miny Seras, która po chwili pokręciła głową z niedowierzaniem.
„Jak Ty sobie dajesz z tym wszystkim rade i nie wariujesz?”
„Powiedzmy, że się już uodporniłam.”
„Ale nadal ze starym nic ‘ten-tego’?” Wampirzyca wyszczerzyła kły we wrednym uśmieszku.
Integral spojrzała na nią dziwnym wzrokiem, mimowolnie nieznacznie się czerwieniąc.
„Aha, rozumiem. Nadal ‘żelazna dziewica’…”
„Możesz przestać?!” Warknęła, zirytowana. „Gadasz zupełnie jak Vika. Co Wam odbiło?”
„Obserwuję Was już od dawna i zastanawiam się, jak długo jeszcze wytrzymacie.” Seras całkowicie zignorowała oburzenie Integral i zaczęła wymachiwać nogami.
„Co niby wytrzymamy?” Kobieta zmarszczyła czoło.
„No to napięcie miedzy Wami…” Spojrzała na nią szelmowsko. „Przecież jak się przebywa z Wami w jednym pomieszczeniu, to od samego patrzenia na Was można się nieźle podniecić.” Roześmiała się widząc zszokowaną minę Integral.
Tepes przez chwilę nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa a na jej policzkach pojawił się ciemny rumieniec. Wstała i ruszyła do drzwi, ale zanim wyszła, odwróciła się w stronę wampirzycy z zamiarem powiedzenia jakiegoś zgryźliwego tekstu. Jednak Seras nadal uśmiechała się krzywo i patrzyła na nią przenikliwie, co już kompletnie zbiło kobietę z tropu i wyszła, trzaskając drzwiami.
„I kto by pomyślał, że ona taka wstydliwa…” Dziewczyna ponownie się roześmiała i sięgnęła po gazetę, którą jeszcze niedawno czytała Integral.
„Mówiłem, że nie będzie Tobą zainteresowany…” W mrocznym kącie pokoju pojawiła się postać mężczyzny.
Kobieta siedząca w fotelu zrobiła obrażoną minę i odwróciła twarz w stronę płonącego drewna w kominku.
Roześmiał się wrednie i usiadł naprzeciw niej w drugim fotelu.
„Nie bądź taki ważny. Tobie też ostatnio coś za bardzo nie idzie.” Obrzuciła go wyniosłym spojrzeniem.
„’Żonka’ coś dziś nie w humorze…” Zmrużył lekko oczy.
„A Ty byłbyś w dobrym humorze, gdybyś został tak potraktowany?” Warknęła i założyła ręce na piersi. „Kompletnie mnie zignorował i wgapiał się w nią jak sroka w kość…!”
„Świetnie…” Wyszczerzył zęby w uśmiechu i oparł się wygodnie w fotelu.
„Świetnie?!” Prawie wrzasnęła. „Jak dla kogo, kretynie!”
„Dla mnie świetnie.” Wzruszył ramionami. „A jeśli chodzi o Ciebie to nie interesują mnie Twoje smutki i żale. Więc z łaski swojej, jak masz zamiar się wydzierać, wyjdź stąd i nie pokazuj mi się na oczy, dopóki nie ochłoniesz.” Jego oczy błysnęły zimno.
„Nie będziesz mi mówił co mam robić…” Zgrzytnęła zębami. „Trochę szacunku, smarkaczu…”
„Szacunku?” Parsknął śmiechem. „Kobieto, jak Ty coś powiesz… Mój szacunek straciłaś już wieki temu.”
„Jesteś równie bezczelny jak On!” Wstała z fotela i ruszyła w stronę drzwi.
„W takim razie, co Cię tak do nas ciągnie?” Uśmiechnął się wrednie, a gdy usłyszał za plecami trzask drzwi, ponownie się roześmiał.
Integral siedziała na łóżku z kolanami pod brodą, obejmując nogi rękami i mrucząc do siebie, niezadowolona. Czy wszyscy wokół się wściekli? Dociekliwa Vika, interesująca się wszystkim dotyczącym jej życia intymnego; Seras, obserwująca jej zachowanie; i na końcu Alucard i te jego wieczne insynuacje… Czym oni się tak, do cholery, ekscytują? Jakby miała ochotę na coś więcej, to po prostu by to zrobiła. Ale na razie nie ma i koniec tematu…
Zmarszczyła brwi.
A może to ona stwarza sobie jakieś dziwaczne problemy? Może wcale nie musi tak kurczowo się trzymać tego swojego dziewictwa… Przecież Alucard jest przystojny, męski i, musiała to przyznać, bardzo pociągający. Więc dlaczego by nie…? Ostatnio coraz częściej o tym myślała i zastanawiała się, jakby to z nim było, ale… No właśnie – ale czy to nie jest złe, oddać się mężczyźnie tylko dlatego, że jest seksowny? A gdzie ta cała piękna i wspaniała miłość? Bo przecież to oczywiste, że go nie kocha…
Przymknęła lekko oczy.
No dobrze, może coś tam do niego czuje, ale to na pewno nie miłość! Zresztą tak naprawdę nigdy nie była zakochana, więc skąd do licha ma wiedzieć jak to jest?!
Potrząsnęła głową i oparła czoło na kolanie.
No dobrze, ale i tak już właściwie ze sobą sypiają, a jej ciało nie jest obecnie dla niego żadną tajemnicą… Przymknęła oczy, czując dziwne ciepło w dole brzucha na wspomnienie jego palców, dotykających ją dosłownie wszędzie. Jego dotyk potrafił doprowadzić ją na granice przytomności i on dobrze o tym wiedział. Więc może, gdy się już zdecyduje, będzie jeszcze przyjemniej…?
Przygryzła dolną wargę.
Jeszcze przyjemniej? Nie mogła sobie tego wyobrazić. Poza tym jak tak dalej pójdzie to i tak zapewne się od tego nie wywinie. Jej własne zdradzieckie ciało ją do tego zmusi.
Westchnęła i po chwili wstała z łóżka. Musi iść powiedzieć mu o wyczynie Podkomisarza… Oczywiście wścieknie się i na pewno zechce od razu udać się do rzeczonego policjanta, żeby mu pokazać, co sądzi o jego poglądach. Trzeba to jakoś w miarę sensownie rozegrać… Albo zająć wampira czymś innym, żeby rozładować przynajmniej częściowo jego wściekłość… Rozproszyć jego uwagę zupełnie czymś innym…
Uśmiechnęła się do siebie i wyszła z pokoju, udając się do piwnic. Uchyliła masywne drzwi i weszła do jego pokoju. Było ciemno, jednak przyzwyczajona już do takich rewelacji, pewnym krokiem podeszła do stolika i zapaliła stojącą na nim świeczkę. Po chwili rozejrzała się po pomieszczeniu i widząc puste łóżko podeszła do czarnej trumny stojącej w rogu pokoju. Uchyliła wieko, zaglądając do środka, po czym podniosła je całkowicie opierając o ścianę. Wampir spał na plecach, przysłaniając oczy dłonią. I był bez koszuli.
Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę, żeby go obudzić, jednak sekundę później uświadomiła sobie, że leży na plecach na dnie trumny a Alucard pochyla się nad nią, przyglądając się jej zmrużonymi oczami. Jak on to, do licha, zrobił, że nawet nic nie poczuła?!
„Wampirzy refleks, sama rozumiesz…” Uśmiechnął się szelmowsko i przesunął wargami po jej policzku.
„Hmm… Chyba muszę bardziej uważać.” Przymknęła lekko oczy. „Nagle znalazłam się z wampirem w jego super trumnie…”
„To źle?” Opadł się na łokciu i objął ją w pasie.
„Tego jeszcze nie wiem. Muszę się zastanowić…” Udała zamyślenie.
Roześmiał się, przyciągając ją mocniej do siebie. „Jak było dziś na spotkaniu?”
Zaczęła przesuwać palcami po jego ramieniu. „Interesująco…”
„Czyżby?” Uniósł brew, patrząc na nią z ukosa.. „Nie ziewnęłaś ani razu?”
„Nigdy nie ziewałam na żadnym zebraniu.” Udała oburzoną.
Pochylił głowę, całując ją w szyję. „A przynajmniej zawsze usilnie się powstrzymywałaś.”
Westchnęła i przymknęła lekko powieki. „Wtedy… Tam… Zebrania były nudne.”
„Widzę, że Ci się tu spodobało…” Uśmiechnął się krzywo.
„Nie jest tragicznie.” Zmrużyła szelmowsko oczy.
Przesunął nosem po jej policzku. „No więc co takiego ciekawego było na spotkaniu?”
Uśmiechnęła się nieznacznie. „Mogłeś przyjść, to byś się dowiedział.”
„Czyli nie masz zamiaru mi opowiedzieć?” Spojrzał na nią z ukosa.
„Tego nie powiedziałam. Ale na razie mi się nie chce.”
Uniósł lekko brew. „A co Ci się chce?”
„Wzięłabym prysznic…” Objęła go za szyję. „Przyłączysz się?”
„Prysznic? Razem?” Uśmiechnął się szeroko. „Nie spodziewałem się takiej propozycji…”
„Niby czemu? Przecież widziałeś mnie już nago.” Przygryzła lekko wargę. „Poza tym, ktoś mi musi umyć plecy…”
„Wcześniej jakoś nie potrzebowałaś przy tym pomocy.”
„Teraz potrzebuję. Ale skoro nie chcesz…” Zdjęła jego rękę ze swojej talii, zamierzając wyjść z trumny.
„Nie przypominam sobie, żebym coś takiego powiedział.” Jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
„Więc z łaski swojej nie gadaj bzdur, bo mogę się jeszcze rozmyślić.” Uniosła się lekko. „Idziemy? Nie mam na to całego dnia.”
Usiadł, patrząc na nią szelmowsko. „Pani Tepes dziś niecierpliwa…”
„Przenieś nas. Do mojej sypialni.” Uśmiechnęła się, po czym zamknęła oczy.
„Oczywiście. Skoro uważasz, że tak będzie szybciej…” Ponownie objął ją w pasie i po chwili znaleźli się na jej łóżku.
Gdy tylko poczuła pod sobą miękki materac, otworzyła oczy i odepchnęła lekko wampira. „Będzie szybciej, bo nie planuję tutaj żadnych obściskiwanek.” Zeszła z łóżka i zniknęła za drzwiami łazienki.
Alucard wywrócił oczami i poszedł za nią, zatrzymując się w progu pomieszczenia, po czym uśmiechnął się krzywo i oparł o framugę. „Striptizu też się nie raczej spodziewałem.”
Oparta plecami o umywalkę, rozpinała powoli guziki bluzki. „Striptizu?” Zmrużyła lekko oczy. „Ja się po prostu rozbieram do mycia.” Zsunęła materiał z ramion i odrzuciła go na pobliski taboret niedbałym ruchem dłoni.
„A ja jestem święty Antonii…” Jego uśmieszek zrobił się ironiczny.
Uśmiechnęła się dziwnie, zaczynając rozpinać spodnie. Nigdy by nie pomyślała, że będzie mieć odwagę rozbierać się w ten sposób przy jakimś mężczyźnie, a szczególnie przy tym oto wampirze. Który obecnie intensywnie wpatrywał się w jej ręce. Zsunęła z bioder materiał spodni, po czym podeszła do wampira, przy okazji zawiązując włosy w luźny węzeł. „Rozepnij mi stanik…”
Uniósł brew, nadal uśmiechając się dziwnie, po czym przesunął dłońmi po jej ramionach na plecy. „Czy mi się zdaje, czy rzeczywiście coś kombinujesz?”
„Uważasz, że coś kombinuję?” Spojrzała na niego, przesuwając palcami w dół po jego klatce piersiowej i brzuchu, zatrzymując je na rozporku.
„Przychodzisz do mojego pokoju, zaglądasz do mojej trumny, żądasz wspólnego prysznica, a teraz odstawiasz striptiz. Cokolwiek podejrzane…” Sprawnie rozpiął jej stanik i odrzucił na krzesło.
„A więc przyjmij do wiadomości, że kobiety czasem robią rzeczy, których mężczyźni raczej się po nich nie spodziewają.” Zaczęła powoli rozpinać mu spodnie. „Akurat miałam ochotę na prysznic w Twoim towarzystwie. To źle?” Zmrużyła lekko oczy.
„Przeciwnie. I mam nadzieję, że będziesz miała coraz więcej takich pomysłów.” Zahaczył kciukami za skraj jej bielizny, zsuwając ją z jej bioder.
„Zobaczymy…” Stanęła na palcach, zbliżając swoją twarz do jego. „Na razie chcę pod prysznic.” Przesunęła wargami po jego ustach, po czym odsunęła się lekko. „Chodź…” Weszła do kabiny i odkręciła wodę.
Przelotnie spojrzał na jej bieliznę, obecnie leżącą na dywaniku łazienkowym, pozbył się do końca swoich spodni i dołączył do mokrej już kobiety.
komentarze [17]Tak wiem, jestem paskuda.... ;/ >> sobota, 7 lipica 2007 17:13:26
No właśnie.
Notka pojawi się w niedzielę wieczorem, bądz w poniedziałek. Wiem, że obiecałam pisać szczęściej, ale okazało się jednak, że mam tu wiecej zajęć niż myślałam i nie zawsze mam jeszcze siłę i cheć coś pisać... Poza tym od 20 lipca zaczynam pracę sezonową (będę kelnerką na Sapporo Beer Festival XD) i będę pracować do 10 sierpnia. Nie obiecuję notki kolejnej przed 20 lipca, chociaż nigdy nic nie wiadomo...
Obecnie trudzę się z końcówką notki... Zobaczycie dlaczego ;)
komentarze [1]„Sama się sobie dziwię, że jeszcze to wytrzymuję...” >> wtorek, 22 maja 2007 07:59:32
Od Inti: Przepraszam, za tak dluga przerwe w notkach. To sie wiecej nie powtorzy :P (zobaczymy XD)
Juz sie zadomowilam sie tu w Sapporo. Jakby ktos chcial poczytac na ten temat to zapraszam na mojego devianta i na czytanie zurnala XD
Deviant Inti sa tam tez linki do zdjec ;)
Mam nadzieje ze notka Was nie zanudzi XD
********************************************
„Naprawdę Alucard, nie musiałeś w tak brutalny sposób wykręcać Podkomisarzowi ręki...” Integral patrzyła na wampira lekko zmrużonymi oczami.
„Musiałem się na kimś wyżyć.” Wzruszył ramionami.
„Trzeba było znaleźć kogoś silniejszego albo iść na akcje.” Upiła wina i odstawiła kieliszek na stolik.
„Wkurzał mnie odkąd dziś przylazł. Nie dość, że nam przeszkodził, to jeszcze próbował mnie oskarżyć o morderstwo...”
„Nikt Cię o nic nie oskarżył. Poza tym w Laboratorium też nie straciliśmy zbyt wiele czasu i nawet mielismy czas iść na kolację. Więc nie narzekaj.” Uśmiechnęła się krzywo.
„Coś mi się wydaje, że po tak irytującym dniu będę potrzebował odpowiedniej regeneracji...” Zmrużył szelmowsko oczy, przenosząc wzrok na jej szyję.
„Zastanowię się.” Mruknęła, zasłaniając ją włosami. „Jutro muszę być wyjątkowo na chodzie, bo mam spotkanie z Burmistrzem i z Szefem Policji w związku z ostatnimi wydarzeniami. Więc nie obiecuj sobie za wiele po dzisiejszym wieczorze.”
„Nie chcesz skończyć tego, co zaczęliśmy w gabinecie?” Uśmiechnął się krzywo.
„Co masz na myśli mówiąc ’skończyć’?” Zmarszczyła czoło, przyglądając się mu uważnie.
Uniósł lekko brew i upił wina z kieliszka. „Nigdy nie wiadomo… Może coś, a może nic…”
„Ty i Twoje cudowne insynuacje...” Pokręciła głową. „Sama się sobie dziwie, że jeszcze to wytrzymuję...”
„No ja też się w sumie dziwię...” Pochylił się w jej stronę. „Inne już dawno by uległy.”
Spojrzała na niego z zawziętością. „Ja na szczęście nie jestem jak te inne...”
Spojrzał na nią z pobłażaniem i ponownie uniósł kieliszek do ust.
„Pani Tepes... Jaka miła niespodzianka...” Zaskoczony głos rozległ się tuż obok nich.
Alucard zmarszczył brwi, przyglądając się Integral. Kobieta zacisnęła zęby, a jej oczy pociemniały. Wyglądała, jakby miała za chwilę wstać i rozszarpać intruza. Uśmiechnął sie nieznacznie. Czuł jak złość po prostu z niej promieniowała. W sumie on też powinien jakoś zareagować, bo osoba, która obecnie stała obok stolika, miała identyczny głos jak druga żona Vlada Tepesa. Tylko jakoś go to niewiele obchodziło... Opróżnił więc spokojnie kieliszek.
„Pani Constantin... Cóż za zbieg okoliczności.” Integral opanowała się i spojrzała na Ilonę, uśmiechając się z przymusem.
„Wybraliśmy się z mężem na kolację. Widzę, że Państwo również...” Ilona przeniosła wzrok z Integral na Alucarda, który odstawił kieliszek na stół.
„Tak się akurat złożyło...” Integral starała się nie zgrzytnąć zębami, widząc spojrzenie kobiety. „Kochanie, to pani Ilona Constantin. Opowiadałam Ci...” Zmrużyła lekko oczy, nadal na nią patrząc.
Wampir przeniósł wzrok na Ilonę, której oczy rozszerzyły się lekko. „A więc to pani jest tą domniemaną krewną drugiej żony Vlada Tepesa?” Uśmiechnął się krzywo, przyglądając się jej wnikliwie. Rzeczywiście była bardzo podobna. Właściwie identyczna...
„Domniemaną?” Również się uśmiechnęła, prezentując idealnie białe ząbki. „Zapewniam pana, że to prawda.”
Alucard prawie wybuchnął śmiechem, czując jak Integral zaczyna się gotować w środku. Ciekawe, czy Ilona zdaje sobie sprawę na jakie niebezpieczeństwo się naraża...?
„Skoro tak, to gratuluję.” Skinął głową, mrużąc lekko oczy. „A teraz wybaczy pani, ale chcielibyśmy dokończyć naszą kolację... Miło było panią poznać.” Uśmiechnął się nieznacznie, zauważając w oczach kobiety błysk wściekłości. Przeniósł powoli wzrok na Integral, która wpatrywała się w niego przenikliwie. „Na czym to skończyliśmy, Kochanie?”
Tepes zamrugała kilkakrotnie, po czym uśmiechnęła się. Jego bezczelność po prostu ją rozbroiła. Właśnie totalnie zignorował kobietę, którą posądzała o bycie jego drugą żoną. Więc jednak to nie była ona? Może rzeczywiście była tylko potomkinią księżnej...? Kątem oka zauważyła, jak Ilona odchodzi do swojego stolika, nie widziała jednak nigdzie Constantina...
„Nie myśl o tym za wiele, moja piękna...” Głos wampira wyrwał ją z zamyślenia. „Jest wściekła, ale nie wyczułem, żeby coś kombinowała.”
„Oczywiście, że jest wściekła. Zapewne spodziewała się zupełnie innej reakcji z Twojej strony...” Zmrużyła lekko oczy.
„Niby jakiej?” Uniósł brew.
„No na przykład, że jak ją zobaczysz, rzucisz się jej do stóp i po 500 latach rozłąki wyznasz miłość.” Uśmiechnęła się.
Spojrzał na nią dziwnie. „A możesz mi wyjasnić z jakiej racji miałbym to zrobić?”
Zamrugała kilkakrotnie. „No jak to, przecież to Twoja była żona...”
Wywrócił oczami. „Przykro mi, że Cię rozczaruję, ale to była żona Vlada Tepesa. Nie moja.”
„Hę? No przepraszam Cię bardzo, ale...” Zaczęła, ale wampir wszedł jej w słowo.
„Chciałbym Ci przypomnieć, droga żono, że mam na imię Alucard. A Vlad Tepes nie żyje od ponad 500 lat. Poza tym, gdyby żył, też by raczej tego nie zrobił.” Zmarszczył brwi.
Przez chwilę patrzyła na niego zupełnie zaskoczona, jednak po chwili roześmiała się cicho. „No tak... Faktycznie. Alucard...” Dopiła swoje wino i pochyliła się lekko w jego stronę, a jej oczy zabłysły szelmowsko. „Możemy już wracać do domu?”
„Arystokracja bardzo Panią chwali, Hrabino.” Burmistrz rozsiadł się wygodnie w fotelu i spojrzał na Integral z usmiechem.
Uniosła lekko brwi. „Jak na razie chyba nie bardzo mają za co...”
„Ależ Hrabino... Zorganizowała Pani szkolenia dla żołnierzy, akcje w Hunedoara i Sibiu zakończone zostały sukcesem, złapano wspólnika nieznanych wampirów...”
„No właśnie. Nadal nic nie wiemy na temat osobników, którzy coś kombinują przy grobie Mihnea Złego. Więc nie uważam tego za sukces.” Wzruszyła ramionami, odgarniając włosy do tyłu.
„Co do mężczyzny, którego na cmentarzu w Sibiu schwytał Hrabia Tepes...” Szef Policji wyciągnął papiery ze służbowej walizki, rozdając je Integral i Burmistrzowi. „Nie był to, jak przypuszczał Hrabia, mężczyzna pracujący jako lokaj u państwa Nottarów, ale brat bliźniak lokaja, mieszkający na stałe w Sibiu właśnie.”
Burmistrz odchrząknął znacząco. „Oczywiście że nie mógł być to mój lokaj. To bardzo lojalny pracownik. Ufam mu w stu procentach.”
Komisarz skinął głową. „Owszem. Oboje zostali przesłuchani i poddani badaniu na wykrywaczu kłamstw. Lokaj pana Burmistrza poddał się procedurze dobrowolnie, zeznając, iż od dawna nie miał kontaktu ze swoim bratem i że nie są w najlepszych stosunkach. Schwytany mężczyzna natomiast przyznał się, że otrzymywał duże pieniądze za budzenie wampirów przy grobie Mihnea Złego, jednak osoby, które mu płaciły, kontaktowały się z nim przez internet oraz telefonicznie. Nie wie jak wyglądają, nie zna ich motywów. Pracował dla nich, bo dobrze płacili.”
Integral przez jakiś czas przeglądała protokoły z przesłuchań, po czym odrzuciła je na stół i spojrzała na policjanta zmrużonymi oczami. „Czy schwytanego przesuchiwał jakiś wampir?”
Uniósł brwi. „Nie. Wykrywacz kłamstw nic nie...”
„Nie ufam takim zabawkom.” Przerwała mu. „Chciałabym, żeby przesłuchano go w obecności wampira, który będzie potrafił wniknąć do jego umysłu i powiedzieć, co naprawdę wie schwytany. Możliwe, że poszukiwane przez nas wampiry kontrolują umysł tego człowieka.”
Mężczyźni wymienili spojrzenia, a po chwili policjant pokiwał głową. „Dobrze, załatwimy to jeszcze dziś. Czy ma Pani jakiegoś zaufanego wampira, który mógłby to zrobić?”
Uśmiechnęła się krzywo i oparła ręce na blacie stołu. „Tak. Mojego męża.”
Burmistrz podrapał się z zakłopotaniem po głowie. „Ależ Hrabino...”
„Alucard nieraz zdobywał w ten sposób ważne dla mnie informacje, więc proszę się nie martwić. Zna się na tym.”
„Skoro Pani tak twierdzi...” Policjant spojrzał ponownie do papierów. „Ale chwileczkę... Tu mam zanotowane, że od Hrabiego Tepesa wzięto próbkę skóry do badań DNA...”
Integral zmrużyła oczy. „Owszem. Jako jedyny wampir w Rasnov nie był w rejestrze kodów genetycznych...”
Po chwili czytania mężczyzna uniósł brwi w zdziwieniu. „Pani mąż nie może przesłuchiwać schwytanego. Podkomisarz Georgin wpisał go na listę podejrzanych w sprawie morderstwa Mariny Ghita.”
„Słucham?!”
Szef Policji najwidoczniej po raz pierwszy przeglądał owe dokumenty, gdyż uniósł brew czytając notatki. „Nie poinformowano Pani o tym? Podkomisarz uznał zachowanie Hrabiego Tepesa za wielce podejrzane. Pani mąż groził i dopuścił się przemocy fizycznej wobec funkcjonariusza policji...”
Burmistrz spojrzał z przestrachem na kobietę, która zrobiła się blada ze złości.
„Pan chyba raczy żartować!” Warknęła.
Policjant podniósł wzrok, zaskoczony. „Nie...?”
„O niczym mnie nie poinformowano!” Gwałtownie wstała i uderzyła pięścią w stół, patrząc na niego wściekła. „Podkomisarz zapewne też nie został poinformowany, że w mieście wampirów panują zasady wampirze, z których najważniejsza to: nie drażnij wampira. Szczególnie tak potężnego jak Hrabia Tepes.” Zgrzytnęła zębami.
„Pani Tepes, proszę się uspokoić...” Burmistrz spojrzał na nią błagalnie.
Integral nie zwróciła na niego uwagi. „Alucarda znam prawie od 12 lat i ufam mu jak nikomu innemu. Nie miał nic wspólnego z morderstwem mojej sekretarki i nie rozumiem, po jaką cholerę by mi groził w ten sposób?! Jakby chciał mnie zabić to zrobiłby to juz dawno.” Prychnęła kpiąco.
„Rozumiem, Pani Tepes...” Szef Policji patrzył na nią dziwnie. „Jednakże...”
„Nic Pan nie rozumie, Komisarzu.” Zmrużyła oczy i oparła dłonie na stole pochylając się lekko do przodu i patrząc na niego przenikliwie. „Hrabia Tepes nie może zabić niewinnej osoby ani wypić jej krwi. Dawno temu nałożono na niego ograniczenia, które nadal go obowiązują.”
„I myśli Pani, że to go powstrzymuje przed atakowaniem ludzi?”
„Nie będę tego Panu tłumaczyć, bo nie mam na to ani czasu ani ochoty.” Spojrzała na niego z pobłażaniem i usiadła ponownie w fotelu. „Proszę przyjąć do wiadomości, że napiszę skargę na Podkomisarza Georgina i wniosek o odsunięcie go od sprawy morderstwa mojej sekretarki.”
„Ale...”
„Nie ma żadnego ‘ale’, Komisarzu. W żaden sposób nie powiadomiono mnie ani tym bardziej Hrabiego Tepesa o zaistniałej sytuacji. Znam swoje prawa, poza tym od zawsze moja organizacja współpracowała z policją, więc wiem, jakie macie procedury i obowiązki.” Integral zmrużyła niebezpiecznie oczy. „Jeśli Pan nie rozpatrzy pozytywnie mojego wniosku – odwołam się wyżej.”
„Oczywiście, Pani Tepes.” Policjant wytarł czoło chusteczką i spojrzał na Burmistrza, który nie miał zbyt wesołej miny. „Sam jestem zdziwiony postępowaniem Podkomisarza Georgina. Zupełnie się tego po nim nie spodziewałem...”
„Ja również. Myślałam, że dobrze się nam współpracuje.” Wzruszyła ramionami. „Owszem, mój mąż bywa porywczy i niecierpliwy, ale zapewniam Pana, że Podkomisarz, może zupełnie nieświadomie, prowokował go przez cały wieczór. Wiem, że to żadne wytłumaczenie, ale proszę wziąść pod uwagę okoliczności.”
„Hrabino, proszę się nie martwić, wszystko wyjaśnimy.” Burmistrz patrzył na nią zaniepokojony.
„Mam nadzieję. Mam teraz inne sprawy na głowie i nie będę jeszcze użerała się z głupimi pomówieniami. Rozumie Pan, prawda Burmistrzu?” Spojrzała na niego przenikliwie.
„O-oczywiście.” Podrapał sie w tył głowy. „Nie będziemy juz dziś zawracać Pani głowy, Hrabino. Mam nadzieję, że nie zepsuliśmy Pani humoru na cały dzień.” Ukłonił się lekko.
„Powiem Panu jutro.” Integral uśmiechnęła się krzywo.
„Do widzenia, Hrabino.” Mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie i ruszył w stronę drzwi, przywołując ruchem ręki Komisarza, który również ukłonił się i ruszył za Burmistrzem.
„Zapowiada się bardzo nieprzyjemny dzień...” Mruknęła pod nosem, gdy drzwi za mężczyznami zamknęły się z cichym stukiem.
Seras oparła czoło o szybę autokaru i spojrzała na zbliżające się coraz bardziej szczyty górskie w pobliżu Rasnov, po czym przymknęła oczy. Ostatnie dwa tygodnie były wykańczające zarówno fizycznie jak i psychicznie, co w sumie było trochę dziwne – przecież była wampirem.... Przeszkoliła prawie dwustu żołnierzy, którzy na koniec zostali podzieleni na osiem oddziałów i wysłani w różne części kraju. Oczywiście każdy oddział miał swojego dowódcę i miał działać tylko na wyraźny znak Integral. Jako dowódca główny, Seras Victoria dowodziła największym oddziałem żołnierzy, stacjonującym w Rasnov. Jej zastępcą był kapitan Serban Contacuzino, który bardzo oburzony tym, że rozkazuje mu kobieta, okazywał swoje niezadowolenie na każdym kroku. Wampirzyca postanowiła, że przy pierwszej okazji musi powiadomić o tym Integral, bo współpraca z takim dupkiem jest jej kompletnie nie na rękę. Poza tym planowała dać porządną nauczkę temuż niewdzięcznemu mężczyźnie, jednak do tego również potrzebowała zgody przełożonej.
A tak w ogóle to ten pożal się boże żołnierzyk siedział dwa fotele dalej i bezczelnie wpatrywał się w jej cycki. Mruknęła pod nosem coś na temat zboczonych kretynów o wybujałym ego, ale na tyle głośno, żeby usłyszeli to wszyscy siedzący w promieniu dwóch metrów. O, nieźle... Kilkoro żolnierzy się roześmiało, a kapitan zboczeniec się speszył. Nie to, żeby był jakiś wstydliwy, ale cóż... Złapany na gorącym uczynku nie potrafił wyjśc z tego obronną ręką.
{Pizduś...} Roześmiała się w myślach Seras.
Ogólnie kapitan byl dobrym żołnierzem. Znał się na swojej robocie i naprawdę się do niej przykładał. Jednak miał denerwujący sposób bycia a jedna rzecz szczególnie irytowała wampirzycę. Kapitan co noc sprowadzał sobie do pokoju kobiety. Było to oficjalnie zabronione i Seras upominała go kilka razy, że łamie regulamin, poza tym wcale się z tym nie kryje. Miała pokój niedaleko jego, więc kilka razy przyuważyła, jak nad ranem wychodziły od niego jakieś kobiety. I co najbardziej ją zdziwiło to to, że nie były one wcale młode... Wręcz przeciwnie. Jedna na oko mogła mieć z sześćdziesiąt lat. {Ten to ma dziwaczne preferencje seksualne... Na noc sprowadza sobie staruszki a teraz wgapia się w moje piersi... I zrozum tu faceta...} Pokręciła głową.
Poza tym ta podróż mogłaby się już skończyć. Nie to, żeby była jakaś długa, ale w świetle dziennym i to na dodatek w pełnym słońcu, którego promienie odbijały się od śniegu potęgując wrażenie jasności, na pewno była męcząca i irytująca. Wampirzyca sięgnęła do kieszeni płaszcza i wyciągnęła paczkę z krwią. Już chciała oderwać zamknięcie, gdy poczuła na sobie czyjeś spojrzenie. Uniosła wzrok.
„Co tam, generale? Obiadek?” Młody mężczyzna, siedzący na siedzeniu przed nią, a obecnie wyglądający do niej ponad oparciem, mrugnął do niej szelmowsko.
Seras wywróciła oczami. „Spadaj, Dan.”
„Ej, no coś Ty taka dzisiaj nie tego...?” Zmarszczył brwi. „Czyżby PMS?” Mruknął konspiracyjnie.
Westchnęła i bez słowa zaczęła sączyć płyn z torebki. Daniel, jeden z żołnierzy z jej oddziału najwyraźniej odkrył w niej swoją bratnią duszę, bo bardzo usilnie próbował się z nią zakumplować. Jednak Seras była dość oporna. Wolała nie angażować się zbytnio w przyjaźnie ani w jakiekolwiek związki z podwładnymi. Obraz umierającego Bernadotto nadal tkwił zbyt wyraźnie w jej pamięci. Poza tym drugi raz nie zniosłaby takiej straty...
A najgorsze było to, że mężczyzna obecnie pochylający się nad nią z drugiego fotela pod wieloma względami przypominał przywódcę Wild Geese. I teksty miał równie kretyńskie. Skuliła się bardziej na swoim fotelu, starając się nie patrzeć na żołnierza.
„Krążą tu pewne plotki...” Nadal próbował zainteresować ją swoją osobą.
„Niby jakie?” Mruknęła, wyglądając przez okno.
„No, że Tepes jest Twoim starym.”
Tym razem spojrzała na niego lekko rozszerzonymi oczami. „Jakim starym?”
Wyraz twarzy Dana zmienił się na kilka sekund na dziwnie zadowolony, po chwili jednak mężczyzna spoważniał. „No wiesz, ojcem. Czy jak to się tam u Was nazywa...”
„Mistrzem.” Uśmiechnęła się krzywo. „Hrabia Tepes jest moim Mistrzem.”
„A więc to prawda.” Dan wyszczerzył zęby w uśmiechu. „Czyli należysz do Arystokracji.”
„Możliwe.” Wzruszyła ramionami, wracając do swojego posiłku.
„To w takim razie Szefowa jest twoją macochą?”
Roześmiała się cicho. „To nie działa w ten sposób.”
„Uhm... Moja ciotka jest wampirzycą.”
Spojrzała na niego z niedowierzaniem. „Co?”
„Serio. Zmienił ją kiedyś jej dawny ukochany... Teraz mieszka w Japonii i pracuje w konsulacie.”
„To dlaczego wstąpiłeś do Organizacji?”
Podrapał się z zakłopotaniem po głowie. „Kiedyś byłem policjantem, ale praca w policji strasznie mnie nudziła. A że lubię strzelać pomyślałem, że zostanę żołnierzem.”
„To był naprawdę świetny wybór.” Prychnęła, patrząc na niego z pobłażaniem.
„Co, nie lubisz swojej pracy?”
„Lubię, ale ja jestem wampirzycą i nie da się mnie tak po prostu zabić. Ciebie natomiast można i to bardzo szybko.”
„Czyżbyś się przejęła?” Roześmiał się cicho.
Mruknęła pod nosem, patrząc na niego zmrużonymi oczami. „Też byłam policjantką.”
„I jak widać również zrezygnowałaś...”
„Z niczego nie rezygnowałam.”
„Coś nie za chętnie o tym mówisz...” Przyjrzał się jej uważniej.
„To nie jest dobry temat na popołudniową pogawędkę. Poza tym, właśnie wjechaliśmy do Rasnov.” Schowała pusty woreczek do kieszeni i zaczęła zbierać swoje rzeczy, dając Danowi do zrozumienia, że to koniec ich rozmowy.
komentarze [22]Juz za chwileczke, juz za momencik ;) >> niedziela, 13 maja 2007 08:16:33
Na poczatek chcialabym przeprosic wszystkich czytajacych. Notka pojawi sie doslownie na dniach, wiem ze miala byc pod koniec kwietnia, ale kompletnhie nie mialam weny. Przeprowadzka na drugi koniec swiata dala mi niezle w kosc i dopiero niedawno zaczelam cokolwiek czaic XD Poza tym dopiero niedawno zalozono mi internet wiec najpierw chcialam nadrobic zaleglosci ;)
Badzcie cierpliwi i nie zapominajcie o mnie XD
komentarze [6]"Only want you to warm this dead body..." >> poniedziałek, 12 marca 2007 21:40:01
Od Inti: Oto nowa notka stworzona w wielkich bólach (te bóle z różnego powodu). To jest ostatnia notka przed moim wyjazdem i przeprowadzką do Japonii (następna prawdopodobnie dopiero w kwietniu i to pod koniec). Nie mam czasu na nic, mam mnóstwo załatwiania (wiza w Wawie), wyjazdów(Wawa, Ostrów, Śląsk bo się trzeba pożegnać z rodzinką), kupowania potrzebnych rzeczy i pakowania. Bądźcie wiec wyrozumiali, jeśli notka wyda sie Wam beznadziejna, bo po prostu mam tyle na głowie, że nie jestem w stanie normalnie myśleć a co dopiero pisać fika. Tak wiec mam mnóstwo pomysłów ale niestety brak czasu i w sumie przez to całe zagonienie - chęci.
Jak już się na miejscu ulokuję, zacznę częściej pisać bo będę miała duuuużo czasu XD
W każdym razie notka jest jaka jest i się nie zmieni. Krótsza też jest. Trudno.
Uściski dla wszystkich czytających i komentujących ;*
**********************************************
„Podobno Constantin świetnie zna się na broni...” Integral upiła łyk herbaty i spojrzała na lokaja, oczekując reakcji. Tak jak myślała - spojrzał na nią ze zdziwieniem.
„Niestety jest w tej kwestii zupełnym laikiem.”
„Może po prostu udaje...” Nadal się w niego wpatrywała.
„Jeśli tak, robi to bardzo przekonująco, ale nie sądzę. Wybacz kolokwializm, ale to kompletny tuman.” Walter uśmiechnął się pod nosem.
„Moruzi, jego dawny przyjaciel i przy okazji były podwładny, twierdzi coś innego.”
„Ten wampirzy szpieg?” Uniósł brew.
„Wypytałam go wczoraj o Constantina. Dość szczegółowo.” Uśmiechnęła się szelmowsko. „Podobno za czasów RCS to on zajmował się zamówieniami broni i amunicji.”
„Jedyne na czym się zna to broń biała.”
„Słucham?” Zamrugała kilkakrotnie.
„No na mieczach, szablach, dzidach... Dużo o tym opowiadał... A tak przy okazji: czytałaś raport Alucarda?”
„Jaki raport?” Spojrzała na niego dziwnym wzrokiem.
„Z przedwczorajszej akcji w Sibiu. Tej na cmentarzu.”
„Alucard napisał raport?” Uśmiechnęła się z przekąsem.
„Powiedzmy.” Lokaj przybrał tajemniczy wyraz twarzy.
„Gdzie on jest?”
„Leży przed Tobą.”
Zmarszczyła brwi i odszukała wzrokiem złożoną na pół kartkę papieru. Wzięła ją do ręki i otworzyła. Przez chwilę patrzyła na tekst z niedowierzaniem, po czym przeniosła wzrok na Waltera. „To jakiś żart?”
„Nie sądzę.”
„Ale to jest po rumuńsku...!” Ponownie spojrzała na zapisaną równym pismem kartkę. Powieka zaczęła jej mimowolnie drgać.
„Twój mąż twierdzi...” uśmiechnął się z przekąsem. „... że powinnaś już to umieć przeczytać. Podobno napisał to dość prostym językiem.” Skinął głową i ruszył do wyjścia.
„Gdzie idziesz? Nie pomożesz mi?” Spytała z nadzieją w głosie.
„Nie bardzo. Muszę iść dopilnować kolacji.” Starając nie uśmiechać się zbyt szeroko, wyszedł z gabinetu.
Integral warknęła pod nosem, niezadowolona i sięgnęła do szuflady po słownik. „Tak jasne. Jeden wart drugiego...”
Po dwudziestu minutach spojrzała na swoje tłumaczenie, które zapisała na osobnej kartce. W sumie rzeczywiście nie było trudne. Nawet nie musiała zaglądać do słownika. Zadowolona z siebie oparła się wygodnie i przeczytała ponownie tłumaczenie. Z notatki wynikało, że na cmentarzu Alucard załatwił jakieś podrzędne wampiry, które śpiewały jakieś pieśni o swoim dawnym władcy, który miał na imię Mihnea. Mihnea...? Zaraz... Zaklęła pod nosem. „Przecież to pierwszy syn Vlada Tepesa...” Mruknęła, wpatrując się w kartkę. Przez chwilę siedziała bez ruchu, gdy poczuła zimno na swojej dłoni. Wzdrygnęła się. {Ten dotyk...}
„Widzę, że nieźle sobie poradziłaś...” Usłyszała tuż przy swoim uchu.
Wciągnęła głośno powietrze. „Widzę, że świetnie bawisz się moim kosztem...” Spojrzała z ukosa na wampira.
„Nie bawię się, tylko sprawdzam Twoje postępy w nauce.”
„To nie jest Twoja sprawa!” Oburzyła się.
„Ależ jak najbardziej moja. Bardzo się cieszę, że żona chce się uczyć ojczystego języka męża.” Wyszczerzył kły w uśmiechu.
Przygryzła lekko wargę, odwracając wzrok. „To tylko i wyłącznie z konieczności.” Wzruszyła ramionami. „ Potrzebuję go w pracy.”
„Jakoś w to nie wierzę...” Pochylił się bardziej i przesunął ustami po jej uchu.
Przymknęła oczy. Przestała już sobie wyrzucać, że jego dotyk i głos tak na nią działały. Właściwie to ulegała mu za każdym razem, tak jakby uzależnił ją od siebie. Tak naprawdę teraz oczekiwała od niego, że będzie ją rozpieszczać, dogadzać jej i wielbić... Poza tym, wiedziała, że już co miesiąc wampir będzie otrzymywał kolejną porcję jej krwi bez konieczności gryzienia. Bo to, co wydarzyło się dwa dni wcześniej przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Okazało się, że ten orgazm wielokrotny u kobiet to wcale nie jest żaden mit...
„Integral...”
Otworzyła gwałtownie oczy. Alucard przysiadł na skraju biurka i wpatrywał się w nią z wszystkowiedzącym uśmieszkiem. Aha, czyli znowu zamyśliła się w najmniej oczekiwanym momencie...
„Nie chciałbym Ci przerywać Twoich jakże interesujących przemyśleń, ale zapewne chciałabyś wiedzieć coś więcej na temat mojej notatki.”
Zamrugała kilkakrotnie i poprawiła okulary. Nie może się tak zapominać... Zgrzytnęła zębami. To zaczyna być w sumie problem – przeszkadza jej to w pracy... Poza tym, on i tak wszystko wie... „W takim razie słucham...” Spojrzała na niego wyczekująco.
„Widziałem go.” Zmrużył oczy.
„Kogo?” Potrząsnęła lekko głową.
„Michneę. Mojego pierwszego syna.”
Otworzyła lekko usta, zaskoczona jego odpowiedzią. „Ale jak to? Przecież on...”
„Owszem, nie żyje. Widziałem jego ducha.”
„Ducha?!” Zmarszczyła brwi. „Przecież duchy nie istnieją...”
Przez chwilę patrzył na nią jakby z niedowierzaniem, po chwili jednak wybuchnął głośnym śmiechem. „I to mówi Integral ‘dawniej’ Hellsing?! Według tej teorii nie istnieją również wampiry i wilkołaki!” Ponownie parsknął śmiechem, widząc oburzenie na jej twarzy. „A co niby zapieczętowaliśmy na strychu? Królewnę Śnieżkę?”
Poruszyła się niespokojnie, przypominając sobie swój sen i nakładanie pieczęci. „Uhm... No dobrze...” Oparła się wygodnie o oparcie fotela i czekała aż wampir się uspokoi. „W takim razie, o co tu chodzi?”
„Pomyśl logicznie – ja widziałem Michneę, a Ty Ilonę. Może razem coś kombinują...?” Zmrużył lekko oczy.
Wywróciła oczami. „Tak, jasne. Niby po co?”
„No właśnie, trochę to dziwne. Po mojej śmierci Ilona zajęła się wychowywaniem moich synów, w tym również Michnei, ale z tego co pamiętam, chłopak szczerze jej nie cierpiał...” Zamyślił się, marszcząc lekko brwi.
„No to chyba tym bardziej nie chcieliby mieć ze sobą nic wspólnego...” Rozejrzała się po biurku. Chętnie by sobie teraz zapaliła... „Poza tym, nie wiemy czy to jest rzeczywiście ta ‘Twoja Ilona’, czy po prostu ktoś chce zrobić niezłe zamieszanie...”
„’Moja Ilona’...?” Prychnął z sarkazmem.
„No a czyja?” Spojrzała na niego, mrużąc groźnie oczy. „Moim zdaniem trzeba by było zająć się tą sprawą. Może okazać się, że jest to powiązane z morderstwem mojej sekretarki... Jeśli to rzeczywiście ona, to może chcieć się mnie pozbyć. Żeby odzyskać Vlada...”
„Nie ma już Vlada, Integral...” Spojrzał na nią z pobłażaniem.
„Tyle, że Ilona wcale nie musi tak uważać.” Wstała z fotela i stanęła naprzeciw niego. „Wprawdzie to na razie tylko spekulacje, ale trzeba poczekać na wyniki badań znalezionej skóry.”
Objął ją w pasie i przyciągnął mocno do siebie. „Widzę, że się przejęłaś.” Uśmiechnął się krzywo.
„Nie przejęłam się. Wiele razy mi grożono, były na mnie zamachy, podstępne intrygi... Przyzwyczaiłam się.” Wzruszyła ramionami.
„W takim razie dlaczego nagle zaczęłaś nosić amulet?” Odsunął lekko kołnierzyk jej koszuli, odsłaniając błękitny kamień leżący tuż nad jej piersiami.
„Uhm...” W sumie nie wiedziała, dlaczego. Po prostu zaczęła. „Nie wiem, jest strasznie duży i wygląda zbyt bogato. Nie pasuje do codziennych ubrań...”
„Kiedyś kobiety nosiły takie rzeczy i nie narzekały. Wręcz przeciwnie – koniecznie chciały to mieć.” Roześmiał się.
„Chciałabym Ci przypomnieć, że dawniej kobiety, szczególnie Twoje, nosiły tylko suknie i to wcale nie jakieś skromne. Teraz są inne czasy. Poza tym, nie zależy mi na jakichś błyskotkach. Nie mają dla mnie większego znaczenia...” Spojrzała mu prosto w oczy.
„Myślałem, że kobiety lubią piękną biżuterię...” Uśmiechnął się dziwnie.
„Szczerze? Bardziej bym się ucieszyła, gdybyś podarował mi nowy model Beretty.” Mrugnęła do niego szelmowsko.
„Myślę, że możemy o tym pomyśleć przy najbliższej okazji.” Przesunął dłoń w dół po jej plecach.
„Planujesz jakąś okazję?” Uśmiechnęła się nieznacznie. „Bo jeśli tak, to nie mogę się doczekać... Wiesz, ta Beretta jest bardzo kusząca...”
„Materialistka...” Pochylił się w stronę jej szyi.
„Jeśli chodzi o takie zabawki – zawsze.” Odchyliła lekko głowę w bok.
„I dla nich zrobisz wszystko?” Przesunął wargami po jej skórze, w stronę jej dekoltu.
„Nie przypominam sobie, żebym coś takiego kiedykolwiek mówiła...” Mruknęła, gdy poczuła, że zaczął rozpinać guziki jej koszuli. „Jesteśmy w gabinecie...”
„I...?” Jego dłoń wsunęła się pod jej stanik.
„Hmmm... Nieważne.” Przymknęła oczy i przygryzła dolną wargę.
Uśmiechnął się krzywo i błyskawicznie zamienił ich pozycje, sadzając ją na biurku i rozsuwając jej kolana.
Zmarszczyła lekko brwi. Co on znowu kombinuje? I to jeszcze w taki sposób... W dodatku na biurku...
„Nie martw się, nie zrobię nic bez Twojej zgody...” Mruknął jej do ucha, pieszcząc jej piersi pod stanikiem.
„Uhm...” Odchyliła głowę w tył.
Przyciągnął mocniej jej biodra do siebie i przechylił ją do tyłu, kładąc ją na biurku.
Mruknęła coś na temat pogniecionych dokumentów, ale wampir skutecznie rozproszył jej myśli ponownym pocałunkiem, napierając na nią swoim ciałem i przygważdżając do biurka. Oddała pocałunek z równą pasją i objęła go rękami za szyję, wplatając palce w jego włosy.
Byli tak zajęci sobą, że nie usłyszeli pukania do drzwi, które po kilku sekundach otworzyły się szeroko, ukazując Waltera i stojącego tuż za nim Podkomisarza Georgina. „Niech Pan chwilę tu zacze… ka… O mój Boże…” Lokaj przez kilka sekund stał bez ruchu, wpatrując się w zupełnym szoku w parę objętą na biurku, obecnie wpatrującą się również w niego.
Oczy Integral rozszerzone były w kompletnym zdezorientowaniu i zażenowaniu, twarz Alucarda natomiast wyrażała zupełne zaskoczenie.
”Uhm… Bardzo… przepraszam…” Zdołał z siebie wydusić Walter, po czym zamknął drzwi, blokując tym samym widok policjantowi, który czerwony na twarzy przyglądał się całej sytuacji z ogromnym zainteresowaniem.
Integral przeklęła pod nosem i odepchnęła wampira. „Mówiłam, żeby nie robić tego w gabinecie…” Warknęła, zapinając pospiesznie koszulę.
„Nic takiego nie mówiłaś…” Uśmiechnął się szelmowsko, poprawiając zmierzwione włosy.
„Mówiłam…” Spojrzała na niego wściekła.
„Nie. Powiedziałaś ‘nieważne’” Usiadł na parapecie, opierając się o framugę okienną.
„Uch, zamknij się!? Zgrzytnęła zębami. „Nie wyczułeś ich?”
Spojrzał na nią dziwnie, jednak nie odezwał się, nadal uśmiechając się krzywo.
„Chyba zadałam Ci pytanie?!” Usiadła w fotelu, patrząc na niego ponuro.
„Bardzo mądrze, moja piękna... Najpierw każesz mi się zamknąć a później zadajesz pytanie…”
„Nie pajacuj!” Wywróciła oczami, niezadowolona. „ Nie będę się powtarzać…”
„Nie, nie wyczułem ich. Miałem na głowie inne rzeczy.” Wzruszył ramionami.
„Po prostu świetnie…” Oparła czoło na dłoni. „Jak ja na nich teraz spojrzę…?’
Uniósł brwi, zdziwiony. „Normalnie. Czym tu się przejmować?”
„Czy Ty zawsze musisz być taki beztroski?” Pokręciła głową. „Co za kompromitacja…”
„Nie przesadzaj. Jesteśmy małżeństwem, to nasz dom i to jest Twój gabinet. Możemy tu robić, co nam się żywnie podoba.”
„To nie jest takie proste, drogi mężu…” Spojrzała na niego z ukosa. „Jesteśmy osobami publicznymi i nam po prostu nie wypada być złapanym w takiej jednoznacznej sytuacji. Chyba nie muszę Cię uczyć tak prostych rzeczy…?”
Zanim cokolwiek zdążył odpowiedzieć, rozległo się pukanie do drzwi, tym razem dość donośne.
„Proszę...” Mruknęła pod nosem, opierając się wygodnie o oparcie fotela.
Do pokoju wszedł Walter z niewyraźnym wyrazem twarzy, a za nim Georgin, z miną dość enigmatyczną.
„Pan Podkomisarz powiedział, że ma ważną sprawę...” Lokaj ukłonił się lekko i wyszedł, na odchodnym obrzucając wampira dziwnym spojrzeniem.
Integral bez słowa wskazała mu krzesło naprzeciw biurka, po czym spojrzała na niego zmrużonymi oczami. „Nie wiem czy mogę z Panem rozmawiać, Panie Komisarzu...”
„Niby dlaczego nie?” Spojrzał na nią zdziwiony.
„Widział Pan kolor mojego stanika.”
„Yyy...” Policjanta na chwilę zatkało.
Przez chwile patrzyła na niego przenikliwie, po czym roześmiała się cicho. „Co ma Pan dla mnie nowego?” Uśmiechnęła się zadowolona, że udało się jej zbić z tropu tego twardziela.
„Yyy... No tak... Chodzi o te badania DNA...”
„O, świetnie. Wiadomo już coś?” Uniosła lekko brwi z zainteresowaniem.
„Właśnie chodzi o to, że nic. Stanęliśmy – dosłownie – w martwym punkcie.”
„Badania się nie udały?”
„Nie, wszystko świetnie.”
„No to w czym problem?” Zmarszczyła brwi, zaczynając się irytować.
„Nie znaleźliśmy w naszej kartotece ani w ogólnym spisie wampirów takiego kodu genetycznego... Żaden do niego nie pasuje.”
„No to rzeczywiście jesteśmy w punkcie wyjścia...” Zamyśliła się.
„Hmm... Jest jeszcze jeden wampir, którego danych nie mamy, a który mieszka w Rasnov...” Podkomisarz nagle zrobił się bardzo niepewny.
Spojrzała na niego, zaskoczona. „Kto to?”
Mężczyzna przełknął nerwowo ślinę. „Hrabia Tepes...”
Integral zerknęła na wampira, a po chwili przeniosła wzrok na Podkomisarza. „Podejrzewa Pan mojego męża?” Uniosła brwi.
„Nie, przynajmniej na razie.” Mężczyzna starał się nie patrzeć na Alucarda.
„Na razie?” Wampir odezwał się pierwszy raz odkąd wszedł policjant. I nie był zadowolony.
„Yyy... No...” Georgin wyglądał, jakby chciał się zasłonić.
Alucard podszedł do biurka i pochylił się w stronę policjanta. „Pomyśl logicznie człowieku. Po co miałbym grozić swojej żonie? Na dodatek mordując jej sekretarkę?” Warknął mu prosto w twarz. „Myślisz, że co na tym biurku robiłem 5 minut temu? Wypruwałem jej flaki?!”
Mężczyzna przymknął oczy i przełknął głośno ślinę. „N-nie wiem... Są różne przypadki...”
Integral zauważyła jak wampir zaciska pięść. Policjant chyba nie znał zasady – nie drażnij wampira... Dała mu znak ręką, żeby odsunął się od Podkomisarza, co uczynił z wielką niechęcią, wracając na miejsce przy oknie.
„Ch-chcielibyśmy... z-zrobić badania DNA... komórek H-hrabiego…” Georgin wydusił z siebie po chwili.
„Proszę się nie stresować, Hrabia podda się badaniu.” Tepes spojrzała na Alucarda oczekując potwierdzenia, a ten tylko wzruszył ramionami, jakby teraz go to wszystko mało obchodziło.
„W takim razie... Jeśli nie mają państwo nic przeciwko temu... Pojechalibyśmy do Laboratorium pobrać próbkę…” Policjant powoli dochodził do siebie.
„Nie nadużywaj mojej cierpliwości...” Wampir spojrzał na niego groźnie.
„Ale tylko tak można pobrać porządny materiał...” Zaczął tłumaczyć się rozpaczliwie.
„Jakoś nie przeszkadzało Wam pracować na wpół rozłożonej skórze, a teraz koniecznie musicie chcecie nas targać nie wiadomo gdzie?” Integral uniosła brew.
„Hrabia jest potężnym wampirem, potrafi się regenerować w błyskawicznym tempie. Laboranci stwierdzili, że najlepiej pobrać próbkę u nich i od razu utrwalić...”
Westchnęła i spojrzała na wampira z ukosa. Był zły, czuła to. Ale co to za problem - jechać...
~Nie jest to żaden problem, moja piękna.~ Powiedział do niej telepatycznie.
~No to o co chodzi?~
Wzruszył ramionami i wstał z parapetu. „Skoro to takie niezbędne i pilne, to rusz tyłek, człowieku. Nie mam na to całego wieczoru...” Warknął i wyszedł z gabinetu.
Policjant lekko się przygarbił i wstał z fotela. „Przepraszam, za zamieszanie, Pani Tepes...”
Integral uśmiechnęła się szelmowsko. „Zamierza Pan iść z nim sam?”
„Yyy... To źle?”
„Nie chciałabym być w Pana skórze...” Wyszła zza biurka. „Eskortuje Pana.” Roześmiała się cicho.
komentarze [16]“The mind of a human is a very interesting place...” >> czwartek, 8 lutego 2007 21:22:56
Od Inti: Kilka moim wyjaśnień co do poprzedniej notki:
1. zachowanie Alucarda na cmentarzu - podobno za dużo gadał, a to do niego nie pasuje... Oczywiście będę polemizować ;) Oglądał ktoś serię TV (tą 13 odcinkową)? Alucard lubił sobie pogadać "sprzątając" i zawsze miał jakąś przydługawą przemowę do swoich potencjalnych ofiar. Możecie sprawdzić ;)
2. Andersona nie będzie w tym fiku. Nie planuję go używać XD
3. Co do Waltera i Seras - pojawią się już niedługo XD
4. Pierwszy Syn Vlada - czemu niby dziwny wątek? Nigdzie wcześniej nie spotkałam się z takim wątkiem w fanfikach z Hellsinga (a czytam ich setki), więc możliwe, ze jestem pierwsza XD Poza tym, wszystko będzie miało swoje uzasadnienie XD
5. Wątek z Integral wchodząca do pokoju z Vladem o wiadomych zamiarach - wyjaśniony w tej notce XD
6. Vlad w roli zboka - cóż, taki podobno był XD Wiecie, przesłanki historyczne ;) To tak jak z Elżbietą Batory ;)
7. Dziękuję za wszystkie komentarze, pochwały i konstruktywną krytykę. I czekam na więcej XD
**************************************
Powoli otworzyła oczy. Przez chwilę nie wiedziała, gdzie się znajduje. Czy to nadal sen czy... Mruknęła i skrzywiła się. Nie, zdecydowanie rzeczywistość. We śnie zwykle brzuch nie boli... I to na dodatek z ‘tego’ powodu. Zamrugała powiekami. Dziwne, nie przypomina sobie, żeby zasnęła na łóżku. Przecież siedziała przy biurku w gabinecie i... No tak... Powinna była się domyślić... Ponownie przymknęła oczy. W sumie udo, na którym obecnie leżała jej głowa było całkiem wygodne.
„Żyjesz?” Usłyszała lekko kpiący głos..
„Ughm... Staram się...” Uchyliła lekko powieki, patrząc z dołu na wampira.
„Zasnęłaś przy biurku, pracoholiczko.” Uśmiechnął się krzywo.
„Niesamowite... Nigdy mi się to nie zdarzyło...” Prychnęła ironicznie. „A Ty, jako przykładny mąż, przeniosłeś mnie do łóżka...”
Zmrużył oczy, patrząc na nią pobłażliwie. „Nie powiem, że nie bez niecnych intencji.”
„Świnia... Nawet o tym nie myśl...” Burknęła. „Boli mnie brzuch.”
„Trzeba było posiedzieć dłużej w pracy i podpisać następne pół tony papierów... Na pewno by Ci się polepszyło.”
„A co Ty się taki troskliwy zrobiłeś, co?” Zgrzytnęła zębami, aż za dobrze wyczuwając sarkazm w jego głosie.
Wzruszył ramionami i oparł się wygodnie o zagłówek łóżka.
„Odpowiedź na poziomie...” Wciągnęła głośno powietrze i podkuliła bardziej nogi. „Podaj mi coś przeciwbólowego.”
„Nie potrzebujesz żadnych prochów.”
Spojrzała na niego ze złością. „O tym chyba ja decyduję.”
„Dlaczego z nim poszłaś?” Zmrużył oczy, patrząc na nią przenikliwie.
Zamrugała kilkakrotnie, tym razem zaskoczona. „Z kim?”
„Z Vladem.”
„Jesteś bezczelny...” Westchnęła i przymknęła oczy. „Zaglądałeś w mój sen... ”
„Nie odpowiedziałaś na pytanie.”
„To tylko sen.”
„Odpowiedz.”
Przez chwilę milczała. W sumie nie wiedziała tak naprawdę dlaczego. Ale przecież to był tylko sen! Przecież nigdy by nie poszła do łóżka z notorycznym mordercą i awanturnikiem... Przestała na chwilę oddychać i uniosła powieki, napotykając wyczekujący wzrok Alucarda. A co ona, do jasnej cholery, od jakiegoś czasu robi?! „To było głupie pytanie...” Mruknęła, lekko się czerwieniąc. „Dobrze wiesz, że nie kontroluje się własnych snów...”
„Nie byłbym tego taki pewien. Skąd wiesz, jak wyglądała Ilona?” Zmrużył oczy.
„Widziałam jej portret w Bran...”
„No dobrze. A skąd wiesz, jaki miała głos?”
Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, co ma mu odpowiedzieć. Przecież on nie wie, że prawdopodobnie poznała ją i słyszała, aż nazbyt dobrze... „Uhm...”
Uniósł brew. „Dziwna odpowiedź.”
Wciągnęła głośno powietrze. „Uhm... Bo widzisz...” Nagle stwierdziła, że nie ma sensu tego przed nim ukrywać. W sumie i tak mógłby to kiedyś odkryć zaglądając jej w myśli. „Na balu u Nottarów poznałam pewną kobietę...”
„Ponad dwa miesiące temu...”
„Uhm... Tak. Andrea przedstawiła mi ją jako Ilonę Shillagy...”
Nic nie odpowiedział. Wpatrywał się w nią dziwnym wzrokiem.
„Wydawało mi się, że znam to nazwisko, ale nie mogłam sobie kompletnie przypomnieć skąd. Zdziwiła się, że mam na nazwisko Tepes. Gdy zauważyła Cię wśród gości, nagle stwierdziła, że musi już iść, co wydało mi się dość dziwne... A kiedy pojechałam z Viką tydzień temu do Andrei, ona też tam była. Okazało się, że jest żoną Constantina...” Skrzywiła się lekko, gdy przypomniała sobie wydarzenie sprzed kilku godzin. „Później zapytała mnie o nazwisko, czy jestem żoną jakiegoś potomka Vlada Tepesa...” Spojrzała na niego niepewnie. „Gdy powiedziałam, że jestem żoną samego Vlada Tepesa, bardzo emocjonalnie wygłosiła wykład jakim to paskudnym człowiekiem byłeś i że to dziwne, że jestem jeszcze dziewicą...”
Wampir uśmiechnął się pod nosem. „Ja też się sobie dziwię...”
Zgrzytnęła zębami, niezadowolona. „Och, nic nie rozumiesz? Skąd niby wiedziała, że jestem dziewicą?”
„Może umie czytać w myślach? Albo wyczuwa?” Spojrzał na nią z pobłażaniem.
„Dlatego pomyślałam, że jest wampirzycą. Poza tym, powiedziała, że Vlada interesowały tylko dziewice, był uzależniony i że pod tym względem był nie do zniesienia...” Przyjrzała się mu wnikliwie, jakby oczekując jakiegoś komentarza na ten temat.
Wampir natomiast patrzył na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
„Niestety, nie dowiedziałam się, skąd ma takie wiadomości, bo zadzwoniłeś i musiałam wyjść.” Przymknęła oczy. „Sprawdziłam później w Internecie, że przez 30 lat była kustoszem Bran... Co od razu wydało mi się dziwne, bo nie wygląda na więcej niż 30 lat właśnie. Vika stwierdziła, że Ilona absolutnie nie jest wampirzycą. Jednak najbardziej mnie zastanowiły dwie rzeczy.” Uchyliła powieki, oczekując od niego jakiegoś pytania. Gdy nadal pozostał milczący, westchnęła zrezygnowana. „Pierwszą rzeczą jest to, że podaje się za potomkinię Twojej drugiej żony, a drugą jest to, że wygląda identycznie jak ona...”
Tym razem uniósł brew, zdziwiony. „Wygląda jak Ilona?”
„Tak. Wygląda tak, jakby po prostu wyszła z tamtego portretu w Bran.”
„No to rzeczywiście ciekawe. Muszę ją sobie obejrzeć.” Uśmiechnął się krzywo i przesunął dłonią po jej włosach.
„Uhm... Ale skoro nie jest wampirem, to jak to jest możliwe, żeby ona teraz normalnie ‘żyła’?”
„Nie wiem. Trzeba będzie sprawdzić. Może to wcale nie ona?”
„No dobrze, to skąd w takim razie wiedziała tyle rzeczy na temat Twojego Alter Ego?” Gdy ponownie jej nie odpowiedział, zrezygnowała z dalszych pytań i postanowiła zakończyć temat, który powodował u niej dziwne uczucie w żołądku. „Ale muszę Ci jedno powiedzieć...” Uśmiechnęła się szelmowsko. „Powinieneś zaskarżyć tych, którzy malowali Twoje portrety.”
„Niby czemu?” Spojrzał na nią cokolwiek zaskoczony.
„Nie wiesz? Jesteś na nich paskudny jak noc.” Roześmiała się cicho.
„Ależ noc jest piękna, moja droga. Powinienem być chyba wdzięczny.” Uśmiechnął się wrednie.
„No tak, mogłam się spodziewać... W każdym razie, Vlad którego widziałam w moim śnie, nie przypominał tych ‘koszmarów’ z portretów.” Zmrużyła oczy patrząc na niego przenikliwie.
„No tak, mogłem się spodziewać...” Przedrzeźnił ją. „Był przystojny, więc z nim poszłaś...”
„Głupi jesteś...” Burknęła, czując ponowną falę bólu w podbrzuszu. „Zamiast gadać pierdoły, mógłbyś się tym zająć...”
„Nie sądzę, żeby spodobał Ci się mój pomysł na ‘zajęcie’ się tym problemem...” Uśmiechnął się, ukazując kły.
Przez kilka sekund patrzyła na niego, zastanawiając się nad jego wypowiedzią. Po chwili uśmiechnęła się wyzywająco. „Hmm... W sumie czemu nie? Choć raz mógłbyś zrobić dobry użytek z tego swojego nienormalnie długiego języka...”
Uśmiech wampira poszerzył się, a jego kły lekko wydłużyły. Dwa razy nie trzeba mu było powtarzać...
„Oszalałeś? Mogłeś wszystko zepsuć... Panuj nad sobą!”
Wzruszył ramionami. „To ciało jest beznadziejne... Chcę odzyskać swoje...”
„Na razie to odzyskujemy coś innego.”
„Chce tylko odebrać to, na czym mu zależy. Zniszczę go, tak jak on zniszczył ją.”
„Nie chrzań. Sama tego chciała. Jak taka głupia była, to już nie moja sprawa...”
„I tak tego pożałuje...” Zacisnął pięść. „Chcę, żeby cierpiał!”
„Nie po to Cię obudziłam, żebyś jakichś głupstw narobił...” Zgrzytnęła zębami. „Poza tym, on nie będzie cierpieć. Wiesz jaki był. Nie sądzę, żeby się zmienił.”
„Ale naiwna jesteś...” Uśmiechnął się pobłażliwie. „Nie będzie chciał Cię widzieć.”
„Jeszcze zobaczymy.” Zrobiła obrażoną minę.
„Miał Cię dość. W sumie się mu nie dziwię.”
„Zamknij się! Tak gadasz, a sam byś z łóżka nie wychodził!” Warknęła.
„Jaki ojciec, taki syn, co ‘mamusiu’?” Roześmiał się.
„Panie Moruzi...” Integral przyglądała się wnikliwie wampirowi, siedzącemu naprzeciw niej w pokoju konferencyjnym. „Wezwałam Pana, aby uzyskać pewne informacje...”
„Co tylko Szefowa sobie zamarzy...” Uśmiechnął się uwodzicielsko, rozpierając się w fotelu.
Wywróciła oczami. „Czy wszystkie wampiry myślą tylko o ‘tych’ rzeczach?” Mruknęła.
„Czy to pierwsze pytanie?” Zmrużył szelmowsko oczy.
Pokręciła głową. „Nieważne. Co pan wie o Constantinie?”
„O Gabrysiu?” Zastanowił się. „Szef był z niego porządny. Znał się na rzeczy.”
Uniosła brwi. „Tak? A czym się dokładnie zajmował?”
„No w sumie to wszystkim. Zlecał nam róże misje, tworzył mapy na akcje, wybierał i kupował nową broń...”
„Znał się na broni?” Przerwała mu, zaskoczona.
„Oczywiście. Był w tym najlepszy.” Wampir wzruszył ramionami. „Gdy rozwiązano RCS i powstawała nowa organizacja, był niezadowolony, że będzie tylko zastępcą, ale gdy dowiedział się, że Pani jest Hellsing, powiedział, że może nawet być sekretarką w Pani biurze. Głuptas, cieszył się jak dziecko.” Roześmiał się, jakby to co powiedział było strasznie zabawne. „Niestety, jakiś czas później strasznie się zmienił...”
Zmarszczyła brwi. „Zmienił?”
„No odkąd został wampirem... Nie da się z nim w ogóle dogadać...”
„Nie był wcześniej wampirem?”
„A gdzie tam!” Założył nogę na nogę. „Był normalnym człowiekiem. Dawcą. Przez jakiś czas nawet moim osobistym...” Uśmiechnął się dziwacznie. Zbyt dziwacznie. Integral zmrużyła lekko oczy. No tak, Vika wspominała, że Constantin lubił facetów. „No, ale wie Szefowa, poprzewracało się mu w głowie, po tej przemianie... Jakąś babę sobie znalazł...”
„Wiem, obecnie jest żonaty...” Oparła się wygodnie o oparcie fotela, czekając na jego reakcję.
Wampir zaniemówił. „Ż-żonaty?!” Wykrztusił po chwili z trudem. „O-od kiedy? Z kim?”
Zaskoczona, przyjrzała się mu wnikliwie. Czyżby jednak nadal mu zależało? „Od kilku tygodni, z Iloną Shillagy.”
Tym razem zerwał się i uderzył pięścią w stół. „Z tą dziwką?!” Warknął. Oczy nabiegły mu krwią.
Integral zmarszczyła czoło. „Jak się Pan natychmiast nie uspokoi, każę Pana wyprowadzić!”
Wampir, nadal bardzo wzburzony, usiadł ponownie, zaciskając dłoń na podłokietniku. „Jak on mógł z taką szmatą...?”
„Od dawna Constantin jest wampirem?” Zaintrygowana, spojrzała na Moruziego z dziwnym uśmieszkiem na ustach.
„Jakieś 2-3 miesiące. Chyba raczej dwa...” Mruknął.
„Czyli został zmieniony właściwie przed samym rozpoczęciem działalności Organizacji...” Zamyśliła się na chwilę. „A ta Ilona... Zna ją Pan osobiście?”
„Pewnie, że znam...” Prychnął. „To dziwka, szmata i kombinatorka. Mógłbym wymienić jeszcze wiele określeń, ale nie będę się wyrażał przy Szefowej...”
Tepes uśmiechnęła się krzywo. „A czymże zasłużyła sobie na takie określenia?”
„Myślała, że wszyscy na nią polecą, że taka wspaniała jest i słodka, że nikt jej się nie oprze...” Zmrużył oczy. „Więc postanowiła sobie wyrwać chyba każdego faceta w mieście. Wiedźma chrzaniona...”
„Wiedźma?” Uniosła brwi.
„Oj tam, takie określenie...” Wzruszył ramionami. „Nigdy bym nie przypuszczał, że Gabryś się na to złapie...”
Przygryzła wargę, próbując się nie roześmiać. Gabryś? Dobre sobie... „Po Pana wypowiedziach wnioskuję, że łączyło Was coś więcej niż tylko związek wampir-dawca...”
Przyjrzał się Szefowej wnikliwie. Naprawdę fajna z niej babka... „Powiedzmy, że tak.”
„A kiedy się to ‘coś’ skończyło...?”
„Po co chce to Pani wiedzieć?” Spojrzał na nią podejrzliwie.
„Próbuję ustalić pewne fakty.” Uśmiechnęła się krzywo, patrząc wyczekująco.
„Po Wigilii, kilka dni przed rozpoczęciem pracy w Organizacji. Przyszedł wtedy do mnie, już jako wampir i powiedział, że z nami koniec.”
„Przykro mi.” Oparła ręce na stole.
„A Pani wie jak MI jest przykro?” Zrobił minę cierpiętnika.
„Kto go przemienił?”
„A ja wiem?” Wzruszył ponownie ramionami.
„Nie Shillagy?”
„No co Pani...? Przecież ona nie jest wampirzycą...” Wywrócił oczami, zniecierpliwiony. „Na pewno nikt z miasta. Nikt nie ma tu takich niebieskich oczu. Poza Panią. Ale Pani nawet nie biorę pod uwagę.” Znowu uśmiechnął się dziwacznie.
„Doprawdy, Panie Moruzi...” Skrzywiła się lekko.
„Dlaczego wypytuje mnie Pani o niego?” Zmarszczył czoło, patrząc na nią podejrzliwie.
„Zbieram wiadomości o pracownikach.” Wskazała na teczkę leżącą na stole.
Kiwnął głową i oparł się wygodnie. „A wiadomo już, co z tą sztywną laską?”
„Sztywną laską?” Uniosła brew.
„No, Mariną... Pani byłą sekretarką.”
„Policja zajmuje się tą sprawą.”
„Nie dali Pani ochrony? Podobno morderca zostawił Pani list na biurku...”
„Panie Moruzi, dobrze Pan wie, że nie potrzebuję żadnej dodatkowej ochrony...” Uśmiechnęła się pobłażliwie.
„No tak, Pan Hrabia zawsze czujny...” Roześmiał się cicho, jednak wcale nie złośliwie.
„Dokładnie. A teraz Pan wybaczy, mam dużo pracy.” Otworzyła szufladę wyjmując plik papierów.
„Tak jest, Szefowo.” Zasalutował niedbale i ruszył w stronę drzwi, po chwili odwracając się z szelmowskim uśmiechem. „Jakby Pani jednak potrzebowała dodatkowego wsparcia, to chętnie służę swoją... osobą.”
Uśmiechnęła się jakby na siłę, a gdy wampir wyszedł odetchnęła z ulgą. „Jakie to szczęście, że przestałam nosić męskie garnitury...”
komentarze [18]You took my heart, deceived me right from the start... >> sobota, 20 stycznia 2007 16:25:43
Był wieczór, 19:30. Integral od kilku godzin siedziała w sali konferencyjnej, podpisując raporty i przesyłając je do Ministerstwa oraz przeglądając pocztę. Z braku sekretarki musiała robić to sama, nie chcąc na razie zatrudniać byle kogo. Wolała sobie sama wybrać odpowiednią osobę, a na to obecnie nie miała czasu.
Poza tym nie czuła się najlepiej. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. Brało się to głównie z tego, że od rana miała koszmarnego PMSa. Wszystko ją drażniło i irytowało. A na dodatek zaczął ją boleć brzuch. Zaklęła pod nosem i mocniej ścisnęła długopis. Nie mogło się zacząć w weekend? Musiało akurat dzisiaj? Na dodatek z samego rana przyszedł do niej Constantin zapytać o wczorajsze materiały, których oczywiście nawet nie przeczytała. Gapił się na nią, a gdy kazała mu przyjść później to wyglądał na rozczarowanego i niezadowolonego. Kto by się spodziewał, że taki z niego nadgorliwiec. Poza tym, czy on nigdy nie sypia w dzień? Wampiry chyba tak robią, z tego co wiedziała. Może nie cały czas, ale czasem muszą. Spojrzała w okno. Taaak... Mina Alucarda była boska, kiedy go wyprosiła wczoraj z pokoju. Niech sobie nie myśli, ważniak jeden. Jeśli myślał, że co noc będzie mu robić dobrze, to się grubo pomylił. I od kiedy on tak potrzebuje codziennie? Zboczeniec... Chociaż w sumie nie przeszkadzało jej to, bo nigdy nie pozostaje jej dłużny. Niech się jednak trochę pomęczy. Zobaczymy, ile wytrzyma. Uśmiechnęła się krzywo i chciała wrócić do swojej pracy, gdy poczuła na ramieniu dotyk ręki, która po chwili przesunęła się powoli w stronę jej łokcia. Dotyk był aż nazbyt znajomy. Uwodzicielski i elektryzujący. Integral zamrugała kilkakrotnie i przeniosła wzrok na stojącego obok mężczyznę. Po czym gwałtownie wstała z krzesła i patrząc na niego rozszerzonymi oczami, cofnęła się dwa kroki. Obok, zamiast Alucarda, stał Gabriel Constantin, który wpatrywał się w nią przenikliwym wzrokiem. Rękę nadal miał w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą było jej przedramię.
Gdy pierwszy szok minął, Integral poczuła narastającą w niej w tempie błyskawicznym złość. „Co Pan sobie, do jasnej cholery, myśli?” Warknęła, odruchowo chwytając się drugą ręką za przedramię.
„Wyglądała Pani na zamyśloną, nie chciałem przeszkadzać.” Odparł jakby nic się nie stało, opuszczając rękę.
„To po co mnie Pan dotykał?! I to jeszcze... w taki sposób...!” Potrząsnęła głową, patrząc na niego wściekle. Mocniej ścisnęła się za ramię, jakby ją bolało.
Uśmiechnął się tylko i usiadł na pobliskim krześle. „Chciałem się zapytać o te papiery, które Pani dostarczyłem.”
Tepes aż zaniemówiła z oburzenia. Nie dość, że ten koleś wlazł tu niepostrzeżenie i dotykał ją w tak intymny sposób, to jeszcze ma czelność zupełnie nie zwracać uwagi na jej niezadowolenie i kompletnie nie przejmując się tym co zrobił! „Powiedziałam, że kiedy je przejrzę to wezwę Pana do siebie. Czy to było aż tak niezrozumiałe?!”
„Ależ proszę się tak nie unosić...” Ponownie uśmiechnął się denerwująco. „Przecież nic takiego się nie stało. Proszę spokojnie usiąść i przeczytać. Ja tu poczekam, aż Pani będzie gotowa do dyskusji.” Spojrzał na nią przenikliwie, a jego błękitne oczy lekko pociemniały.
„Nie będzie mi Pan mówił co mam robić!” Zgrzytnęła zębami. „Teraz nie mam dla Pana czasu. Jak przeczytam, to pana tu poproszę. Teraz proszę wyjść.” Wskazała mu drzwi.
„Ależ Hrabino...” Rozparł się wygodnie na krześle. Widać nie miał zamiaru spełnić jej polecenia.
„Panie Constantin, czy mam z Panem inaczej porozmawiać?” Oparła dłonie na blacie stołu, patrząc na niego zmrużonymi oczami. Jej cierpliwość właściwie się skończyła, teraz przed wybuchem wściekłości powstrzymywało ją tylko dobre wychowanie.
Pochylił się lekko w jej stronę. „A co, wezwie Pani męża?” Uśmiechnął się kpiąco.
„A czemu nie? Może w końcu przekona to Pana do opuszczenia tego pomieszczenia. W tempie ekspresowym.” Syknęła.
„Przecież dobrze Pani wie, że i tak obróciłoby się to przeciwko niej.” Oczy mężczyzny pociemniały jeszcze bardziej.
Spojrzała na niego morderczym wzrokiem. „Chyba się Pan zapomina, Panie Constantin... Naprawdę, moja cierpliwość już się kończy...”
Wstał z krzesła i pojawił się tuż obok niej. Odruchowo cofnęła się. „Hrabina zawsze taka niedostępna...” Mruknął, patrząc z góry prosto w jej oczy. „Zimna i stanowcza...” Wyciągnął rękę w stronę jej szyi.
Integral wciągnęła głęboko powietrze, czując, że mężczyzna zaczyna ją hipnotyzować, gdyż zakręciło się jej lekko w głowie. Sięgnęła błyskawicznie pod marynarkę, wyciągając Berettę z kabury i wycelowując w serce wampira. „Skoro nie umie się Pan zachować i trzymać na wodzy swoich wampirzych żądzy, nie będzie Pan tu pracował. Jeszcze dzisiaj powiadomię Ministerstwo o Pana zachowaniu.” Potrząsnęła głową, dla rozjaśnienia myśli.
Gwałtownie się cofnął i uniósł ręce ugodowo. „Pani wybaczy, widocznie się pomyliłem...”
„Owszem, pomylił się Pan. I to bardzo.” Nadal w niego celowała.
Ukłonił się nisko. „To się więcej nie powtórzy.”
Zmarszczyła brwi. „Jeśli myśli Pan, że tak to zostawię...”
„Moje zachowanie było karygodne. Proszę mi wybaczyć.” Obecnie patrzył na jej ręce, które ani razu nie zadrżały trzymając Berettę.
„Wracaj Pan do żony.” Opuściła broń, chowając ją z powrotem do kabury. „Tak swoją drogą ciekawe, co by powiedziała na Pana zachowanie...”
Przeniósł wzrok na jej twarz. Jego oczy znowu miały jasnobłękitny kolor. „Nie każde małżeństwo jest z miłości, a Pani powinna dobrze o tym wiedzieć.” Uśmiechnął się dziwnie. „I cóż... Mąż się nie pojawił...” Skinął głową i wyszedł z pokoju, zostawiając Integral jeszcze bardziej wściekłą i z nadchodzącą migreną.
Noc była dość pochmurna i na dodatek mglista, oblekając cmentarz w Sibiu szarawym, gęstym mrokiem. Księżyc bardzo rzadko wyglądał zza ciemnych chmur, jednak Alucardowi w ogóle to nie przeszkadzało. W sumie nawet był zadowolony. Cieszyła go niezmiernie ta mroczna atmosfera, poza tym – polowanie zapowiadało się dość atrakcyjnie. Żadnych głupawych guli, same „zbuntowane inaczej” wampiry. Wyciągnął Jackala z wewnętrznej kieszeni płaszcza i przeszedł bramę cmentarza. Tak naprawdę to miał w tym miejscu pewną sprawę do załatwienia. A właściwie do zobaczenia. Cmentarz był naprawdę bardzo stary, niektóre groby pochodziły z XV wieku. A szczególnie jeden był interesujący. Ten, stojący w najstarszej części nekropolii. Z zatartym ze starości napisem...
Powoli przechodził pomiędzy grobami, kierując się w stronę wydzielonego żelaznym ogrodzeniem terenu. Integral zadzwoniła do niego (swoja drogą była wściekła jak osa), budząc go i rozkazała mu natychmiast udać się do Sibiu, bo dostała informacje, że na tamtejszym cmentarzu, a dokładniej w jego starej części, kilka razy pojawiła się grupka ubranych na czarno ludzi. A może nie-ludzi... W każdym razie miał to sprawdzić. A że przez kilka nocy nie robił nic oprócz dogadzania żonce, nadszedł czas na konkretniejszą akcję. Uśmiechnął się paskudnie i podszedł do bramy ogrodzenia. Była zamknięta na kłódkę. Prychnął z sarkazmem i przesunął dłonią po lśniących prętach. Srebro... Płot ze srebra. Kogo było na to stać? Zniknął i pojawił się za ogrodzeniem. Jak na razie nie wyczuwał tu nikogo ani niczego podejrzanego. Więc albo komuś się coś przywidziało, albo ktoś specjalnie rozsyła nieprawdziwe informacje. Wzruszył ramionami i ruszył w stronę największego i najstarszego grobowca. Napisy były starte przez czas, deszcz, wiatr i słońce jednak wampir dobrze wiedział, czyj to grób. Wokół było kilkanaście mniejszych grobów. Zawierały szczątki pochowanych żywcem poddanych leżącego wygodnie w największym z nich. Alucard zmrużył oczy. Świetnie. Koleś nadal ma swoich „wyznawców”... Wokół grobowca, pomimo śniegu, leżały świeże róże, tworzące wyraz Mihnea.
„Maminsynek... Nawet po śmierci.” Uśmiechnął się z politowaniem. Usiadł na jednym z grobów stojących w rogu przy murze i postanowił poczekać. W sumie ma dziś dużo czasu, a niezmiernie interesowało go, co takiego pierwszy syn Vlada Tepesa znowu wykombinował, że obsypują go kwiatami.
„Nie no, na serio to zrobił?” Vika patrzyła na przyjaciółkę z niedowierzaniem i oparła łokcie na blacie stołu konferencyjnego.
„Tak... W sumie jakby na to nie patrzeć, to nic takiego się nie stało, ale sposób w jaki w to zrobił...” Integral potrząsnęła głową. „Myślałam, że to Alucard...”
„Koleś leci na Ciebie.”
„Nie chcę, żeby na mnie leciał.” Skrzywiła się i oparła policzek na dłoni. „Alucard mnie zamorduje.”
„No wiesz co... Niby dlaczego? Przecież to nie Twoja wina.”
„A ja wiem czy nie moja? Może go nieświadomie prowokuję?”
„Niby w jaki sposób?” Lugosi skrzywiła się lekko.
„Nie wiem, Vika. Wiem natomiast że Alucard jest koszmarnie zazdrosny i teraz widzę, że nie było to takie bezpodstawne, jeśli chodzi o Constantina.”
„Integral, no ale skoro nie dajesz mu powodów do zazdrości, to czemu ma Cię ‘zamordować’?”
„Bo coś dziwnego się z nim dzieje, kiedy tylko widzi Constantina albo coś się o nim wspomni.”
„Coś dziwnego?”
„No... Staje się agresywny, brutalny, zaborczy...”
„Bije Cię?” Oczy Viki rozszerzyły się w szoku.
Tepes uśmiechnęła się krzywo. „Niech no tylko spróbuje...”
„No to co robi?”
„Oj Vika, nic nie robi. Jest taki, jak powiedziałam. Tyle.” Wzruszyła ramionami.
„Nie wygląda na takiego, co bije kobiety...”
Integral roześmiała się ponuro. „Kobieto, Vlad Tepes nie zwracał uwagi czy bije lub zabija mężczyznę, kobietę czy dziecko.”
„No ale to Alucard, a nie Vlad Tepes...”
Spojrzała na Vikę i zmarszczyła brwi. „Uhm, masz rację... Przepraszam, że tak nagle zadzwoniłam do Ciebie. Ale nie musiałaś przyjeżdżać...”
„Jak to nie? Miałaś taki głos, że od razu wsiadłam w samochód.” Vika pokręciła głową z przejęciem.
Tepes przygryzła wargę. No tak, przyjaciółki powinny się wspierać. Vika się bardzo zaangażowała... Ale czy ona też by tak potrafiła? Gdyby ona zadzwoniła do niej z jakimś problemem, czy też natychmiast pojawiłaby się u niej w salonie?
„Poza tym, ciekawe co by na to wszystko powiedziała Ilonka...” Lugosi zmarszczyła brwi. „Myślisz, że przyszłaby wydrapać Ci oczy?”
„Nie, przyszłaby sobie poderwać Vlada.” Integral mrugnęła do niej szelmowsko.
Dwie godziny minęły i nic się nie wydarzyło. Wiatr poruszał konarami starych drzew, które skrzypiały groteskowo, zwiewał śnieg z pobliskich grobów, przynosił odgłosy zabawy z niedalekiego baru. Alucard wyjął z kieszeni płaszcza już trzecią torebkę z krwią i zaczął powoli sączyć czerwony płyn. W sumie nudził się. Nie było tu nic godnego uwagi. Może rzeczywiście ktoś podesłał jakieś fałszywe informacje. A może... Uśmiechnął się szeroko, gdy usłyszał odgłosy kroków na śniegu. Człowiek. Czyli jednak. Po chwili osobnik wyjął klucze i otworzył kłódkę, na którą zamknięta była srebrna brama. Wszedł na wydzielony teren nie zamykając za sobą furtki. Nie rozglądając się podszedł do pierwszego z brzegu grobu i zastukał butem w jego podstawę. Podobnie uczynił z trzema innymi i stanął za pobliskim drzewem obserwując, co się będzie działo.
Wampir zmrużył oczy. Czyżby ktoś zamawiał budzenie? Roześmiał się w duchu, przyglądając się mężczyźnie. Wyglądał znajomo. Przez chwilę myślał intensywnie, gdy w końcu do niego dotarło. Ten koleś był lokajem u Nottarów... Tylko co on robił w Sibiu, kiedy powinien usługiwać przy kolacji pani Burmistrzowej?
Gdy rozległ się przeraźliwy zgrzyt odsuwanej kamiennej pokrywy grobu, mężczyzna drgnął i schował się jeszcze bardziej za pień drzewa. Z dziury w ziemi wynurzył się postawny osobnik, ubrany w średniowieczny strój, jaki zwykle nosili poddani. Po chwili, otworzyły się pozostałe trzy groby i czwórka osiłków stanęła przed największym grobowcem. Zaczęli zawodzić jakąś starorumuńską pieśń. Mówiła o czynach wielkiego władcy, który okrucieństwem przewyższył nawet swojego ojca i o jego śmierci z rąk zdrajców narodu. Alucard uśmiechnął się ironicznie. Czy to aby nie przesada, pogrzebać poddanych żywcem, by przez lata przychodzili wyśpiewywać peany na cześć swego pana? Synuś wszystko musiał sobie zaplanować przed jego straceńczą śmiercią. Cwaniaczek. Wampir wyjął ponownie Jackala i gdy tylko skończyli swą pieśń roześmiał się demonicznie. Cała czwórka, najwyraźniej zaskoczona, gwałtownie odwróciła się w jego stronę. Lokaj Nottarów przylgnął do drzewa, żałując pewnie, że w ogóle oddalił się z Rasnov.
„Myślałem, że będę miał tu trochę ciekawej zabawy...” Alucard wstał i ruszył w stronę mężczyzn. „Spodziewałem się czegoś więcej niż czterech bezmózgich guli, na dodatek tak koszmarnie fałszujących...”
Jeden z osiłków warknął gniewnie i rzucił się na wampira, jednak momentalnie został zredukowany do szarego pyłu, po trafieniu srebrną kulką w czaszkę. Trzech pozostałych błyskawicznie ukryło się za grobowcem, złorzecząc po rumuńsku.
„Ach tak? Nie jesteście gulami?” Prychnął ironicznie, pojawiając się tuż przed nimi, trzymając w rękach oba pistolety. „To ciekawe, bo wampiry zwykle nie wyglądają tak... klocowato.” Zanim zdążyli zareagować, dwoje osiłków dostało po kulce i rozsypało się po śniegu. Ostatni ryknął wściekle i zamachnął się ręką na wampira, oddzierając mu kawał płaszcza, powiewającego na wietrze. Alucard spojrzał na materiał w ręce pseudowampira i uśmiechnął się paskudnie. Sekundę później jego cienie obezwładniły osiłka, rozpłaszczając go na ziemi. „Muszę pogratulować Mihnei rewelacyjnych poddanych. Postarał się chłopak, dobierając odpowiednich ludzi, mających strzec jego grobu.” Roześmiał się nieprzyjemnie. Usiadł na pobliskiej płycie i przyglądał się szamoczącemu mężczyźnie. „Twierdziliście, że jesteście wampirami? Cóż za hipokryzja...” Kopnął go w bok, przewalając na plecy. „Banda obleśnych podróbek i szmatławców.... Ilu Was tu jeszcze jest, co? Sądząc po ilości grobów zapewne około 12...” Wstał i pochylił się nad osiłkiem. „W takim razie już do niczego nie jesteś mi potrzebny.” Jego cienie pochłonęły ciało w błyskawicznym tempie, łamiąc kości i rozrywając skórę. Przyglądał się z góry całej sytuacji, gdy usłyszał za sobą odgłos łamanej gałęzi i lekko ruszył ręką, zagradzając drogę uciekającemu człowiekowi iluzyjnym murem. „A Ty dokąd się tak spieszysz, chłopczyku?” Odwrócił się w stronę domniemanego lokaja i wyszczerzył kły w uśmiechu, który nie zapowiadał nic dobrego.
Mężczyzna, blady jak śnieg pod jego butami, spojrzał na wampira i nogi się pod nim ugięły. „Ja nic nie wiem!” Wykrzyknął, rozglądając się, jakby szukał drogi ucieczki.
„Zaraz to sprawdzimy...” Podszedł do niego i chwycił go za kark. „Pójdziesz ze mną i wyjaśnisz to wszystko Burmistrzowi.”
„Jakiemu Burmistrzowi?” Próbował się wyrwać z żelaznego uścisku ręki wampira.
Alucard uniósł brew, jednak tylko uśmiechnął się szelmowsko. Już miał zamiar opuścić teren starego cmentarza, gdy nagle przy łączeniu muru ze srebrnym ogrodzeniem kątem oka zauważył jakiś ruch. Spojrzał w tamtą stronę i zmarszczył brwi. W kącie cmentarza nad jednym z grobów unosiła się półprzezroczysta postać wyglądająca prawie jak jego lustrzane odbicie. Z dwoma wyjątkami. Połowę jego twarzy przecinała ciemna blizna, a jego włosy były długie i falujące. Po chwili postać rozwiała się wraz z podmuchem wiatru. Wampir zamrugał kilkakrotnie, nie zwracając uwagi na szamoczącego się obok mężczyznę. Albo to ten cmentarz tak na niego działa, albo właśnie ujrzał, nieżyjącego od ponad 500 lat, swojego pierwszego syna.
Otworzyła oczy. Przed nią roztaczał się widok na zalaną słońcem dolinę. Zdziwiona tak nagłą zmianą w krajobrazie, rozejrzała się wokoło. Stała przy kamiennej balustradzie, na wysokim krużganku. Wiatr targał jej włosy, burząc misternie zaplecioną fryzurę. Zmarszczyła brwi. Dziwne, nie przypomina sobie, żeby Vika ją dziś czesała... Spojrzała na swoje ubranie. Ciemnoniebieska, prosta w kroju suknia, ozdobiona białymi perłami, spływała jej do kostek, odsłaniając skraj kremowej jedwabnej halki. A co to za rewelacje? Mruknęła pod nosem, zastanawiając się, gdzie obecnie się znajduje. Z pewnością jest to zamek, ale... Zeszła krętymi schodami na dziedziniec, po którym krzątali się dziwnie ubrani ludzie. Widząc jak przechodzi obok, kłaniali się jej nisko i pozdrawiali uprzejmie. Jedynym słowem, który rozpoznała było ‘doamnei’ – ‘księżniczka’. {O co tu chodzi?} Uniosła głowę i zauważyła cztery ogromne baszty, na których powiewały rumuńskie flagi i proporce. Przygryzła dolną wargę, gdy na jednym z proporców zauważyła wymalowanego smoka. {Bran... No tak, jak to się stało, że wcześniej tego nie skojarzyłam...}
„Otwieraj!”
Integral odwróciła głowę, słysząc kobiecy krzyk, dobiegający z otwartego okna na wewnętrznej ścianie dziedzińca. Zmrużyła oczy i ruszyła w stronę drewnianych drzwi, dziwiąc się, że wie dokładnie którędy i gdzie ma iść. Weszła na piętro wąskimi schodami i znalazła się w bielonym korytarzu. Na samym jego końcu zauważyła młodą kobietę, która dobijała się do drzwi i wyklinała głośno. Co najbardziej zdziwiło Integral to to, że rozumiała każde słowo kobiety, w przeciwieństwie do mowy ludzi na zewnątrz. Gdy podeszła do niej, oczy rozszerzyły się jej ze zdumienia. Osobą próbującą dostać się do zamkniętego pokoju była Ilona, ubrana w identyczną suknie jak ona, tylko w kolorze ciemnozielonym. Jej włosy były w nieładzie. Gdy spojrzała na Integral, jej oczy były pełne wściekłości, a usta wykrzywione w paskudnym grymasie. W tym momencie wcale nie była tak śliczna jak na obrazie.
„I co się tak gapisz?!” Warknęła tamta. „Może byś mi tak pomogła, co?”
Potrząsnęła głową i spojrzała kobietę. „Niby w czym?” Odburknęła. Widok wściekłej Ilonki działał jej na nerwy, ale też dziwnie satysfakcjonował.
„Przecież w środku jest moja pokojówka!”
„To rozkaż jej wyjść natychmiast i będzie po kłopocie.” Integral wzruszyła ramionami.
„Głupia jesteś czy jaka?! Przecież to on ją tam zaciągnął!” Wrzasnęła Ilona, kopiąc w drzwi czubkiem skórzanego bucika. „Otwieraj natychmiast, ty stary zboczeńcu!!”
{Stary zboczeńcu? Czyżby...?} Uśmiechnęła się pod nosem. „Co mnie obchodzi, że poszedł z Twoja pokojówką?”
Kobieta spojrzała na nią najpierw z niedowierzaniem, a po chwili roześmiała się histerycznie. „Naprawdę jesteś głupia, Integral... Przecież to też twój mąż. Nie obchodzi Cię, że właśnie pieprzy moją pokojówkę?”
„Jak to ‘też mój mąż’?” Skrzywiła się mimowolnie.
„A co, może nie jesteś Pani Tepes?” Ilona prychnęła i ponownie zaczęła uderzać pięścią w drzwi.
Integral przez chwilę nie ruszała się, jakby wrosła w ziemię. Przecież nie była żoną Vlada Tepesa, tylko... Drzwi otworzyły się z głośnym skrzypieniem i z pomieszczenia wybiegła młoda dziewczyna w pogniecionej sukience i ze łzami w oczach. Z przerażeniem spojrzała na wściekłą Ilonę, po chwili na Integral, po czym ukłoniła się nisko i uciekła korytarzem. Tepes odprowadziła ją wzrokiem, jednak słysząc kolejny wrzask Ilony wywróciła oczami i odwróciła głowę w jej stronę.
„Ty popaprańcu! Jak śmiałeś!” Młoda kobieta rzuciła się na stojącego w drzwiach, ubranego do połowy mężczyznę.
„Zamknij się, kobieto, bo nie ręczę za siebie...” Chwycił ją za nadgarstki i odepchnął w stronę ściany. „Przez te Twoje wrzaski i walenie w drzwi, odeszła mi cała ochota...” Przeniósł wzrok na Integral, która wpatrywała się w niego rozszerzonymi oczami i uśmiechnął się szeroko. „A może jednak nie...” Wyciągnął rękę w jej stronę.
Cofnęła się o krok i zamrugała kilkakrotnie. To niby ten Vlad Tepes z portretów, które widziała w książkach i w zamku Bran? W sumie z wyglądu nie przypominał za bardzo obecnego Alucarda, ale... Nie mogła zaprzeczyć, że tak samo jak wampir, był cholernie przystojny. Miał ciemnobrązowe oczy, kilkudniowy zarost, falujące włosy do ramion, boski uśmiech i, co najważniejsze, wszystkie zęby właściwie równej długości. Sama nie wiedziała, kiedy podała mu dłoń i nie zważając na złorzeczenia Ilony, weszła za nim do pokoju. Drzwi zatrzasnęły się i otoczyła ją ciemność.
komentarze [20]Can't get enough of this.... >> poniedziałek, 18 grudnia 2006 18:31:18
Ważne przed notką – Bran, a dokładniej Bran Castle (Castel Bran) to Zamek-Muzeum umiejscowiony 30 km od miejscowości Brasov w centralnej Rumunii. Oczywiście, na potrzeby fika pozmieniałam fakty i umiejscowiłam Bran w Hunedoara. Autentyczny zamek jest muzeum historycznym Rumunii i wszystkich panujących tam władców (coś jak Wawel ;)) i z Vladem Ţepeşem tak naprawdę nie ma zbyt wiele wspólnego (mieszkał tam – a dokładniej był więziony- zaledwie dwa miesiące). Ja zrobiłam z niego muzeum Vlada Draculi Ţepeşa. Miłego czytania.
*********************
„Alucard...”
„Hmmm...?”
„Pojedźmy gdzieś...”
Odetchnął głęboko, chociaż wcale nie musiał i otworzył oczy, spoglądając na nią z góry. „Niby gdzie?”
Westchnęła i podniosła głowę, patrząc na niego z dołu. „Do Hunedoara.
Uniósł brew. „Czyżby wycieczka krajoznawcza?”
Uśmiechnęła się lekko, oblizując wargi. „Chce zobaczyć Bran...”
Uniósł się na łokciach. „Po co?” Zmarszczył czoło.
„Po prostu chcę i tyle...” Wzruszyła ramionami, przesunęła się w górę i oparła policzek na jego klatce piersiowej. „Zawsze chciałam zwiedzić zamek niesławnego Draculi.” Mrugnęła do niego.
Ponownie się położył i przesunął dłonią po jej włosach. „Jak chcesz to jedź.”
„Nie pojedziesz ze mną?”
„Nie.”
Zgrzytnęła zębami. „Dlaczego nie?”
„Bo nie.” Chwycił ją lekko za włosy i odchylił jej głowę do tyłu. „Najpierw skończ, co zaczęłaś.”
„Nie rozkazuj mi.” Zmrużyła oczy. „I sam sobie skończ.” Odsunęła się, uwalniając włosy.
„Integral...” Warknął z niezadowoleniem.
Wzruszyła ramionami. „Metoda prawej ręki. Pamiętasz jeszcze?” Sięgnęła po szlafrok i po chwili wyszła z pokoju, jednak już w połowie korytarza naprzeciw niej pojawił się wampir, chwycił ją na ręce i nic nie robiąc sobie z jej protestów i gróźb, zaniósł ją z powrotem do łóżka.
***
„Nie nosisz amuletu.” Zamrużył oczy przesuwając palcami po jej nagim ramieniu.
Zamrugała kilkakrotnie. Tak naprawdę kompletnie o nim zapomniała. W sumie nigdy nie nosiła biżuterii, więc o tej też nie pamiętała... „Uhm... Nie.”
„A powinnaś.”
„Nie jestem przyzwyczajona do noszenia tak cennych błyskotek...”
„Czas się przyzwyczaić. Poza tym – ktoś Ci groził.”
„No ale myślałam, że nie potrzebuję takich „protektorów”, skoro masz mnie nie odstępować nawet na sekundę...” Spojrzała na niego spod wpółprzymkniętych powiek.
Uśmiechnął się szelmowsko. „Już to widzę... Sama przed chwilą chciałaś bezczelnie uciec.”
„I teraz nie wiadomo, które z nas jest w gorszej sytuacji.” Pocałowała go w podbródek, po czym odsunęła się lekko i oparła na łokciu, patrząc na niego uważnie. „Alucard...”
„Znowu jakieś ciekawe pomysły?” Uniósł brew.
„Opowiedz mi o swoich byłych żonach...”
Patrzył na nią przez kilka sekund jakby nie zrozumiał pytania. Po chwili jednak wzruszył ramionami. „Po co chcesz to wiedzieć?”
„W końcu jestem Twoją żoną, więc coś o poprzedniczkach chciałabym wiedzieć.”
„A co Ci się tak nagle przypomniało?” Zmarszczył brwi.
Wzruszyła ramionami i spojrzała na niego niewinnie.
„Integral to było ponad 500 lat temu...” Wywrócił oczami.
„Ale było i chciałabym wiedzieć. A może już zapomniałeś?” Uśmiechnęła się lekko ironicznie. „Czyżby skleroza starcza?”
„Kiedyś się doigrasz, moja piękna...” Zmrużył niebezpiecznie oczy.
„Ach jak się boję...” Prychnęła. „No i jak z tymi żonami?”
„Nijak. Nie będę na ten temat rozmawiał.”
„A co Ty jesteś taki na nie? „Nie pojadę, nie powiem”... Coś kapryśni dziś jesteśmy...”
„Po prostu nie mam ochoty.” Odwrócił się do niej plecami.
Oczy zwęziły się jej ze złością. Ach tak? Hrabia nie ma ochoty? A na zaciągnięcie jej do łóżka to miał ochotę?! A teraz miga się od rozmów na ważny dla niej temat?! Mruknęła niezadowolona i również odwróciła się plecami. Nie to nie.
„Opowiadałem Ci o tym kiedyś. Przypomnij sobie.” Odparł sennie i nakrył się cały kołdrą.
Uniosła brwi. Opowiadał? Niby kiedy?! Zresztą, nie będzie się prosić. Sama wszystkiego się dowie.
„Ale rewelacja, że jedziemy razem!” Vika ulokowała się wygodnie na przednim siedzeniu pasażera i zapięła pas. „Dzięki, że mnie zaprosiłaś.”
„Nie ma sprawy. Samej jakoś tak dziwnie jechać...” Integral wyregulowała ustawienia fotela z Alucardowych na swoje i załączyła silnik.
„Mężulek nie chciał Ci towarzyszyć?” Lugosi uśmiechnęła się szelmowsko.
„Mam go gdzieś...” Z piskiem opon ruszyła sprzed domu.
„Oho, kłótnia...”
„Nie było żadnej kłótni. Nie chciał jechać – trudno. Bez łaski.” Wzruszyła ramionami. „Może nawet lepiej, że Ty jedziesz.”
„No ale zwiedzanie zamku Draculi bez Draculi będzie nudne...”
„Nie jadę tam w celach turystycznych... Chodzi mi tylko o obraz.”
„Obraz?” Vika uniosła brwi.
„Zobaczysz na miejscu.”
Wysoki, blady mężczyzna, znany w Organizacji jako Aleksander Moruzi, wszedł do Archiwum i bez słowa usiadł naprzeciw wpatrzonego w monitor półwampira. Położył białą teczkę na biurku i rozparł się na krześle.
„Co nowego?” Zapytał Dumitru nawet na niego nie patrząc.
„Sprawdziłem informacje z Deva, które nadeszły dwa dni temu. Według anonimowego informatora miały się tam odbywać dziwne spotkania w domu jednej z tamtejszych kobiet.”
„I...?” Półwampir nadal wystukiwał coś na klawiaturze.
„Spotkania, owszem, były. Kilka kobiet zbierało się co dwa-trzy dni i, według informacji, uprawiały czarną magię.”
„Czarownice? No ciekawe... Co dalej?”
„Byłem w tym domu. Znalazłem trochę badziewnych współczesnych książek o czarach, jakieś zasuszone zielska i czarnego wykastrowanego kota. Właściwie nic ciekawego. W teczce masz płytę ze zdjęciami. Jednak najdziwniejsze jest to, co powiedziała mi jedna z kobiet, kiedy ją trochę przycisnąłem...”
„Do łóżka, jak mniemam...” Półwampir uśmiechnął się półgębkiem.
Moruzi skrzywił się. „Nie gustuję w kurach domowych po pięćdziesiątce.
Dumitru wzruszył ramionami. „I co powiedziała?”
„Powiedziała – „Już przybyła i odnalazła to, czego szukała. A On jej pomoże.” I tyle, bo później wywróciła oczami i zemdlała. Strasznie wrażliwe te baby. Nie to, co nasza szefowa...” Zmrużył oczy.
Półwampir obrzucił kolegę krótkim spojrzeniem, po czym wrócił do stukania w klawiaturę.
„Dobra, zbieram się. Mam dwa dni wolnego za służbowy wyjazd, więc nie życzę sobie żadnych telefonów.” Wampir wstał i ruszył w stronę drzwi.
„Baw się dobrze...” Mruknął zza monitora.
„Ale najpierw odwiedzę Twoją współpracownicę zza ściany...” Uśmiechnął się wrednie, czekając na reakcję Dumitru.
„Lepiej tego nie rób, jeśli nie chcesz szukać swojego mózgu na najbliższej ścianie.” Odparł spokojnym głosem nie podnosząc na niego wzroku.
„Ale Cię wzięło, kolego...” Cmoknął złośliwie Moruzi i wyszedł.
Michaij pochylił się bardziej w stronę monitora i napisał.
DooM 18:45:34 [Świat jest pełen zbyt pewnych siebie półgłówków...]
Irina23 18:45:47 [O_o??]
DooM 18:46:15 [Mówię o Moruzim]
Irina23 18:46:50 [Aha... Przyjdziesz „coś” zjeść? ^_-]
DooM 18:47:00 [Będę za 10 sekund ;)] Wyszczerzył wydłużone kły i zniknął.
„Według mapy powinnyśmy już dojechać...” Vika rozglądała się bezradnie wokoło. Wjechały w las już 15 minut temu i mimo, że droga była niedawno wyasfaltowana, wokół panowała tylko cisza. Nie minęły ani jednego samochodu, żaden też ich nie wyprzedził. Ponownie spojrzała w mapę. „A jak źle skręciłyśmy?”
Integral przygryzła lekko wargę, jednak po kilku sekundach zauważyła drogowskaz „Castel Bran – 2 km” i zanim się spostrzegła wyjechały z lasu prosto na krętą drogę miedzy polami. Oczy kobiety rozszerzyły się w zdumieniu. „Pojechałyśmy dobrze...”
„Tak? A skąd wiesz?” Vika nadal studiowała mapę.
„Bo widzę...” Mruknęła Tepes, patrząc na zbliżającą się masywną bryłę zamku. Był ogromny, rozbudowany, z czterema wieżami, narożnymi basztami i górował nad krajobrazem, przytłaczając go swym majestatem. Forteca. Idealna dla okrutnego, lecz odważnego i walecznego władcy. „Boski...”
Vika od jakiegoś czasu również patrzyła na zamek. „Prawda? Nasza duma narodowa...” Uśmiechnęła się szeroko. „Ciekawe dlaczego Alucard nie chciał przyjechać... Może ma złe wspomnienia?”
„Złe wspomnienia... Tez coś...” Prychnęła. „Nie obchodzi mnie to... Ostatnio nic mu się nie chce. Tylko by w łóżku leżał...”
„Z Tobą?”
„Uhm...”
Lugosi spojrzała na nią spod wpółprzymkniętych powiek. „Wy coś w końcu ‘ten tego’?”
Integral wywróciła oczami. „Jeśli koniecznie musisz wiedzieć, nadal jestem dziewicą.”
„Czemu Ty go trzymasz tak na dystans? Taki facet jak on, to pewnie by chciał porobić coś więcej w łóżku ze swoja żoną, niż tylko leżeć...”
„Bo nie mogę mu dać wszystkiego naraz. Rozbestwiłby się już kompletnie. I tak jest cholernie pewny siebie...” Zajechała na zamkowy parking i wyłączyła silnik. „Niech się jeszcze trochę pozastanawia. Poza tym, Vika, to nie jest odpowiedni temat do rozmów.” Wypięła się z pasów.
„Tak, tak. Jasne. Jak zwykle.” Kobieta pokręciła głową ze zrezygnowaniem i wysiadła z samochodu na odśnieżoną płytę parkingu.
Tepes zamknęła samochód i ruszyły w stronę bramy głównej. Z zafascynowaniem przyglądała się kamiennym murom i wysokiej wieży głównej. „I pomyśleć, że Alucard ma prawie tyle samo lat co ten zamek...” Uśmiechnęła się do siebie, wchodząc do pomieszczenia z kasą biletową. Już chciała wyjmować pieniądze, by zapłacić za bilet, gdy stojąca obok Vika zachichotała i powstrzymała ją ruchem ręki.
„Osoby o nazwisku Tepes i Lugosi wchodzą za darmo. Muszą tylko pokazać dowód tożsamości...” Wskazała na tabliczkę informacyjną na okienku kasy.
Integral ledwie powstrzymała wybuch śmiechu. Tak, sławne nazwiska związane z Draculą: Tepes i Lugosi. Po prostu bosko.
Kasjerka wytrzeszczyła na nie oczy, po czym podała bilety wstępu i pokazała kierunek zwiedzania. Tepes mimo wcześniejszego zamiaru, postanowiła zwiedzić jednak cały zamek. W końcu nie po to o nim czytała, żeby teraz, ot tak sobie, zlekceważyć jego piękno i potęgę. Ruszyła korytarzem, wysłuchując opowiadań Viki, wnikliwie oglądając wszystkie zgromadzone sprzęty. Najbardziej interesowała ją, oczywiście poza obrazem, zbrojownia. Gdy stanęły w głównej sali, przed ogromnym obrazem Vlada III Tepesa, Integral uśmiechnęła się ironicznie. Widziała ten obraz już wiele razy, ale koleś na nim przedstawiony kompletnie nie przypomniał Alucarda. No może poza podbródkiem i układem brwi.
Vika również przypatrywała się mu z dziwnym wyrazem twarzy. „Czy Twój mąż miał jakieś operacje plastyczne?”
„Chyba mózgu...” Pokręciła głową Integral i ruszyła do kolejnej sali.
„Poczekaj na mnie. Idę do WC...” Lugosi zachichotała i poszła w przeciwną stronę.
Uniosła brwi, zdziwiona. „To półwampiry muszą chodzić do toalety?”
„Czasem trzeba...” Znikła w korytarzu.
Integral wzruszyła ramionami i usiadła na ławce pod oknem, z daleka przyglądając się obrazowi. Po chwili przymknęła oczy, myśląc bardzo intensywnie.
~ flashback ~
Czternastoletnia, blondwłosa dziewczynka, odłożyła na pobliski stolik grubą książkę o historii Rumunii i spojrzała wielkimi, niebieskimi oczami na siedzącego nieopodal wampira. „Alucard...?”
„Słucham, Mistrzu?” Uniósł wzrok znad właśnie czyszczonej broni.
„Właśnie wyczytałam, że miałeś dwie żony...”
„Miałem. I co z tego?” Wzruszył ramionami.
„Ładne były?” Przekrzywiła lekko głowę na bok.
„Nie pamiętam. Pewnie tak.” Powrócił do poprzedniego zajęcia.
Zdziwiła się. „Ale jak to nie pamiętasz? Skoro były Twoimi żonami, to chyba były dla Ciebie ważne...”
„Poniekąd. Miały rodzić potomków.”
Dziewczynka zmarszczyła brwi, patrząc na wampira groźnie. „Jak to?! Tylko po to były Ci potrzebne?”
„Nie tylko. Seks też był ważny.” Uśmiechnął się krzywo, patrząc na nią z ukosa.
Zaczerwieniła się i odwróciła wzrok. „To akurat mnie nie interesuje.”
„To po co pytasz?”
„Bo byłam ciekawa.” Oburzyła się i ponownie wzięła książkę. Czytała przez około 15 minut, po czym znów spojrzała na wampira. „A jak miały na imię?”
Mruknął coś pod nosem, ale po chwili przeniósł na nią wzrok. „Po co Ci to wiedzieć?”
Wywróciła oczami, lekko zniecierpliwiona. „Bo jestem ciekawa. Ale coś czuję, że to dla pana Alucarda drażliwy temat...” Uśmiechnęła się bezczelnie.
„Dzieci nie powinny zadawać takich pytań.” Oparł się wygodnie o oparcie fotela.
Zgrzytnęła zębami. „Nie jestem już dzieckiem, Wampirze.” Zamknęła książkę, opierając ją o podłokietnik.
„Nie byłbym tego taki pewien...” Roześmiał się wrednie. „To, że masz piersi, nie czyni Cię jeszcze dorosłą kobietą.”
Ponownie się zaczerwieniła, jednak szybko odzyskała panowanie nad sobą. „Mistrzowi należy się szacunek, Sługo...” Uniosła dumnie podbródek.
„Oczywiście, Mistrzu.” Skinął lekko głową, ale w jego oczach zabłysły ironiczne iskierki.
„No to jak miały na imię?”
„Elizabeta i Ilona.” Wzruszył ramionami.
„A jednak pamiętasz.” Spojrzała na niego wyzywająco. „I na pewno były ładne, w końcu to były Księżniczki...” Rozmarzyła się na kilka chwil. „Myślisz o nich czasem?”
Uniósł brwi, zaskoczony pytaniem. „Nie. Niby z jakiej racji?”
„No bo przecież to były twoje żony! Zapewne je kochałeś, więc pewnie brakowało Ci ich przez te wszystkie stulecia...”
„Nie, nie brakowało mi i nie, nie kochałem.” Zniecierpliwiony, zaczął wystukiwać palcami na poręczy fotela.
Oczy Integral rozszerzyły się. „Nie kochałeś? Jak to? Przecież były...”
„Tak, wiem, były moimi żonami.” Mruknął. „Wyobraź sobie, mój mały Mistrzu, że małżeństw nie zawiera się tylko z miłości. W grę wchodzą również małżeństwa z rozsądku, małżeństwa między sprzymierzeńcami w wojnach, małżeństwa prowadzące do odzyskania tronu, małżeństwa łączące ogromne majątki.” Spojrzał na nią zmrużonymi oczami. „Życie to nie bajka o Księciu, Księżniczce i Wielkiej Miłości, Mistrzu.”
„Wiem przecież...” Mruknęła pod nosem, lekko oburzona. „A nie jest Ci przykro, że nigdy nikogo nie kochałeś?”
Wzruszył ramionami. „Miałem inne sprawy na głowie, aniżeli jakieś głupie miłostki.”
„No tak, byłeś bardzo zapracowanym facetem.” Uśmiechnęła się krzywo. „A nie chciałbyś mieć teraz żony?”
Ledwie powstrzymał wybuch śmiechu. „A co to za pytanie?”
Wywróciła oczami. „Oj no, teoretycznie.”
Zmrużył szelmowsko oczy, patrząc na nią przenikliwie. „Na razie nie, ale jak będę chciał, to już mam taką jedną na oku. Jak podrośnie będzie w sam raz.”
Zacisnęła zęby w wąską kreskę i gwałtownie wstała z fotela. „Jeśli myślisz, że zgodzę się na coś takiego, to możesz śnić dalej!” Warknęła, tak samo wściekła jak i zawstydzona i wyszła z pokoju, nie oglądając się na niego.
„Jeszcze zobaczymy...” Usłyszała w swojej głowie jego śmiech i zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
~ end of flashback ~
Uniosła powieki i westchnęła ciężko. A jednak okazało się to prawdą. Zarówno to, że kiedyś rozmawiali o jego żonach, jak i to ich ‘niby fikcyjne’ małżeństwo. Wstała z ławki i ruszyła do następnego pomieszczenia, gdzie po prostu w samym progu stanęła jak wryta, po czym prawie podbiegła do wiszącego na ścianie, niewielkiego obrazu. Stała z lekko otwartymi ustami i z rozszerzonymi oczami, nie zauważając, kiedy obok niej stanęła Vika.
„Integral, może to śmieszne, ale wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha.” Przyjrzała się jej z rozbawieniem.
Tepes potrząsnęła głową i spojrzała na koleżankę. „Właśnie zobaczyłam...” Wskazała jej obraz.
Lugosi przeniosła wzrok na wiszące na ścianie płótno i oczy prawie wyszły jej z orbit. Z obrazu uśmiechała się młoda, może osiemnastoletnia dziewczyna w zielonej sukni i z kręconymi, ciemnymi włosami. Tabliczka pod obrazem głosiła: Księżna Ilona Szilágyi, druga żona Vlada III Ţepeşa.
„Skąd tu Ilona...?”
„Wyczytałam na stronie internetowej zamku, że Ilona Shillagy jest potomkinią drugiej żony Vlada. Była tu kustoszem przez 30 lat. A to, że młodo wygląda nie ma nic do tego, bo przecież jest wampirzycą...”
Vika spojrzała na nią dziwnym wzrokiem. „Ilonka? Wampirzycą? Żartujesz chyba.”
Integral zmarszczyła brwi. „Nie jest?”
„Oczywiście, że nie jest. To zwykły człowiek...”
„Nie rób ze mnie idiotki, Vika.” Prychnęła, patrząc na koleżankę zirytowana. „Powiedz mi, jaki człowiek, mając w sumie 60 lat, wygląda tak jak ona?”
„60 lat?” Poruszyła się niespokojnie Lugosi.
„No a ile? Przecież w wieku niemowlęcym nie została kustoszem...” Wywróciła oczami Tepes. „Pomyśl: 30 lat prowadzenia muzeum, co najmniej 10 lat studiów i doktoratu, plus 20 lat na dorastanie. 60 lat minimum...”
„No to rzeczywiście ciężka sprawa... Ja nie wyczuwam w niej żadnych ponadnaturalnych mocy...” Wyszły przez bramę i ruszyły w stronę parkingu.
„Ale z dziewczyną z portretu są właściwie identyczne...” Westchnęła ciężko. „Nie uważasz, że to zbyt dziwne?”
„Ej Integral, chyba nie myślisz, że to jedna i ta sama osoba...?” Vika zmarszczyła brwi patrząc z powątpiewaniem na koleżankę, jednak wyraz twarzy Tepes mówił sam za siebie.
„Dopóki myślałam, że Ilonka jest wampirzycą było to bardzo możliwe. Ale teraz nie jestem już taka pewna...”
„Sądzisz, że jeśli to prawda, to będzie chciała odzyskać Alucarda?”
„Nie. Będzie chciała odzyskać Vlada.” Zmrużyła oczy i wsiadła do samochodu.
„Jak się udała wycieczka do Bran?” Wampir opierał się o framugę drzwi sypialni Integral.
„Nienajgorzej. Powiem nawet, że bardzo sympatycznie.” Schowała do szafy spodnie i sweter.
„Był tu dziś ten cały Constantin. Przyniósł Ci jakieś papiery. Leżą na stoliku.”
Uniosła brew. „Po co przyniósł je do domu?” Wzięła do ręki plik kartek. „Przecież jutro będę w pracy.”
„A cholera go wie. Może chciał Cię zobaczyć?” Uśmiechnął się bezczelnie.
Integral prychnęła cicho. „Mówił coś?”
„Powiedział, że przyniósł papiery i pewnie coś jeszcze chciał dodać, ale wziąłem kartki i zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem.” Spojrzał na nią triumfująco.
Zmarszczyła brwi. On ma chyba jakiegoś świra jeśli chodzi o tamtego faceta. „A jak to było coś ważnego?”
„To powie Ci o tym jutro w pracy.” Wzruszył ramionami.
Prawie roześmiała się głośno. „Alucard, nie wiem czy jesteś tego świadomy, ale chyba wpadasz w paranoję.”
„Muszę pilnować tego, co moje...” Podszedł do niej i objął ją w pasie, po czym pochylił się nad jej szyją.
„Dzisiaj śpię sama...” Zmrużyła oczy, po czym odepchnęła go lekko. „Nie mam nastroju na zabawy.” Uwolniła się z jego objęć, próbując na niego nie patrzeć i ruszyła w stronę łazienki. „A Ty zajmij się czymś konstruktywnym.” Zamknęła za sobą drzwi.
Wampir, cokolwiek niezadowolony, warknął tylko pod nosem jakieś rumuńskie przekleństwo i wyszedł, ostentacyjnie trzaskając drzwiami. Czy ta kobieta musi się czasem zachowywać jak napuszona Księżniczka?
Integral uśmiechnęła się krzywo i odetchnęła głęboko. Nie to, że nie chciała spędzić z wampirem kolejnej, powiedzmy sobie szczerze, bardzo interesującej nocy. Po prostu chciała mu pokazać, że nie zawsze ma się to, czego się chce. Może to chociaż odrobinę oduczy go tego cholernego wampirzego egoizmu... W co jednak bardzo wątpiła.
komentarze [23]It's just as easy to fall in love with the undead... >> poniedziałek, 4 grudnia 2006 20:20:53
Od autorki: Udało mi się napisać notkę, nawet dość długą jak na moje możliwości XD Nie obiecuję szybko następnej bo idą Świeta, nastaje czas porządków, gotowania, pieczenia i dogadzania najbliższym. W każdym razie coś tam będę pisać i tworzyć, bo jak nie ma nic do roboty w pracy to po prostu piszę albo na komputerze, albo na kartkach. Pozdrawiam wszystkich fanów Hellsinga i co najważniejsze - WSZYSTKICH CZYTAJĄCYCH Wild night ;)
Notka dedykowana mojej Sandrusi, szczególnie końcówka ;););)
**************************************************
Marina Ghiţă, lat 21, wyuczony zawód – sekretarka, zamieszkała na stałe w Hunedoara, zameldowanie czasowe w Rasnov... Wstępne wnioski z oględzin ciała: brutalnie zgwałcona i pobita... Złamana szczęka i nos, rozerwane gardło. Krwi – brak. Nie ma więc wątpliwości, że zrobił to jakiś wampir.” Jeden z policjantów odczytał notatkę sporządzoną na miejscu zbrodni. „Mam również zeznania dziennego stróża i dwóch ochroniarzy.”
Integral ponuro wpatrywała się w ciało dziewczyny. {Cholera... Dlaczego akurat na moim biurku?} „Co z tymi zeznaniami?”
„Stróż twierdzi, że wychodziła jako ostatnia i już miała mu oddać klucze, jednak przypomniała sobie, że zapomniała reklamówki z zakupami czy coś takiego i wróciła do biura. Gdy nie wracała przez pół godziny wysłał jednego z ochroniarzy aby sprawdził, czy wszystko z nią w porządku. Ochroniarz natomiast zeznał, że drzwi do pokoju sekretarki były zamknięte na klamkę, jednak spod nich wydostawało się światło, więc je otworzył i zajrzał do środka. W pokoju nie było nikogo a na podłodze leżały porozrzucane zakupy. Drzwi do biura pani Tepes były uchylone, więc również tam zajrzał, no i zobaczył to samo, co my widzimy teraz. Nagą kobietę leżącą na biurku. Ale...”
„Ale?” Integral spojrzała na policjanta zmrużonymi oczami.
„Ale to jeszcze nie wszystko.”
„Co pan ma na myśli?”
„Jak tu weszliśmy znaleźliśmy kartkę.”
„Jaką kartkę?” Uniosła brew, zdziwiona.
Policjant podał jej ofoliowaną już kartkę papieru z przyczepionym numerem ewidencyjnym.
Oczy Integral rozszerzyły się, po czym momentalnie zwęziły. „Gdzie to znaleźliście?”
„Na biurku, oparte o lampkę...”
„Zaczyna się...” Mruknęła i oddała kartkę policjantowi. Napis na niej głosił: ‘Ty będziesz następna...’.
„Przydzielimy pani ochronę...”
Spojrzała na niego rozbawiona. „Mam już ochronę, nie potrzebuję kolejnej. Poza tym – sama też sobie poradzę.”
„Ale to dla Pani bezpieczeństwa... Ktoś próbuje Panią zastraszyć i to w bardzo ewidentny sposób. Sekretarka zgwałcona na Pani biurku, kartka z pogróżkami...”
„Jak już mówiłam, nie potrzebuję dodatkowej ochrony. Nie z takimi rzeczami miałam do czynienia i musiałam sobie radzić. Poza tym, mój mąż mnie ochrania.”
„A jaka jest gwarancja, że mąż nie odstąpi Pani nawet na krok?” Policjant uniósł brwi.
Integral spojrzała na mężczyznę i wzruszyła ramionami. „To należy do jego obowiązków.”
Pod rezydencje zajechali około 4 nad ranem. Tyle godzin zajęły przesłuchania, spisywanie protokołów i wnikliwe oględziny biura. Oczywiście na czas śledztwa, a przynajmniej na jego pierwszą fazę, gabinet został zamknięty i wstęp do niego miało tylko dwóch policjantów zajmujących się sprawą, Integral oraz Alucard.
Tepes przysnęła w samochodzie, jednak gdy tylko zatrzymali się na podjeździe natychmiast otworzyła oczy i rozejrzała mętnym wzrokiem.
Wampir odblokował drzwi. „Idziesz spać?”
Potrząsnęła głową dla rozjaśnienia myśli. „Nie, mam jeszcze trochę roboty...”
„Miałaś nie pracować w domu.” Zmrużył oczy.
„To prywatna sprawa...”
Uśmiechnął się krzywo. „No ciekawe... Zdradzisz mi tą tajemnicę?”
„Chce sprawdzić tą znajomą Andrei...”
„A co z nią nie tak?” Zdziwił się.
Integral uchyliła lekko usta, jednak nic nie powiedziała. Przecież mu nie będzie opowiadać, jak Ilonka najeżdżała na jego Alter Ego i na dodatek wypytywała się o jej dziewictwo. „Uhm... Wydaje mi się, że skądś ją znam...”
„Czyli mam rozumieć, że nasza nowa tradycja jest na dzisiaj zawieszona?” Uśmiechnął się krzywo, na co kobieta zaczerwieniła się i przygryzła dolna wargę. Właściwie nie powinno jej to już zawstydzać... W końcu od ponad tygodnia spali w jednym łóżku, razem się kładli i razem wstawali... Jednak nadal było to dla niej delikatnie mówiąc – krępujące. I to głównie w momentach, gdy napotykała wzrok Waltera lub Celes, kiedy wychodziła po południu z piwnicy z rozczochranymi włosami i wymiętej koszulce oraz gdy wampir robił na ten temat dziwne uwagi.
„Uhm... Po prostu położę się trochę później...”
„Rób co chcesz...” Wzruszył ramionami, patrząc na nią dziwnie zawiedzionym wzrokiem.
Tym razem ona uśmiechnęła się szelmowsko i klepnęła go w ramię. „Nic się nie martw, nadrobimy to jakoś.” Wysiadła z samochodu i weszła po schodach do budynku. Od razu udała się do gabinetu i zamknęła za sobą drzwi. Usiadła przed komputerem i włączyła wyszukiwarkę.
„Hmm... Ilona Shillagy...” Przez chwilę zastanawiała się nad pisownią, po czym wpisała samo nazwisko. Wyświetliło jej kilkaset przeróżnych stron, postanowiła więc przejrzeć tylko kilka z nich. Większość z nich to były blogi rozwydrzonych nastolatków, więc szybko zrezygnowała. Zalogowała się do policyjnej bazy danych i ją również przeszukała. Nie znalazła żadnej wzmianki na temat Ilony, natomiast znalazła wiele ciekawych rzeczy na temat samego Constantina. Mężczyzna obecnie miał 29 lat, w RCS pracuje od 10 lat, zaczął od razu po liceum. Co ciekawe, przed tym jak powołano jej Organizację, gdzie obecnie Constantin był jej zastępcą, mężczyzna był głównodowodzącym. Wyglądało więc na to, że stracił posadę szefa wraz z jej przyjściem, jednak raczej nie wykazywał żadnego niezadowolenia z tego powodu. Wręcz przeciwnie, zupełnie się tym nie przejął. Może miał dość? A może to tylko pozory i tak naprawdę jest wściekły i to on chce ją zabić? I rozpracuj tu, człowieku, wampira... Pokręciła głową i kliknęła na powiększenie zdjęcia Constantina. Oczy rozszerzyły się jej lekko. Dziwne... Na żywo wygląda zupełnie inaczej. Jakoś tak bardziej stanowczo i pewnie. Tak... męsko. Natomiast na zdjęciu – jak młody chłopak, bez zaciętości na twarzy i taksującego spojrzenia. Jednak co przykuło jej wzrok – na zdjęciu mężczyzna miał wyraźnie brązowe oczy. Zmarszczyła brwi przypominając sobie zimne spojrzenie jego nienaturalnie błękitnych tęczówek. „Może nosi kolorowe szkła kontaktowe...?” Sprawdziła datę zrobienia zdjęcia. Zaledwie cztery miesiące temu. „Dziwne...” Wydrukowała stronę z danymi wampira i włożyła do szuflady. „Tobą zajmę się później... Teraz muszę poszukać czegoś o twojej szanownej żonce...” Weszła na stronę internetową Rasnov i tam wpisała w wyszukiwarce Shillagy. Wyświetlił się jej link do strony jakiegoś muzeum. Pospiesznie weszła na podaną stronę. Szczerze mówiąc nie spodziewała się kompletnie tego, co zastała pod podanym adresem. Była to strona starego zamku w Hunedoara, znanego powszechnie jako zamek i przy okazji muzeum Vlada Tepesa Draculi. Uniosła brwi i zaczęła ją powoli przeszukiwać, oczywiście włączając najpierw podstronę po angielsku.
Integral uśmiechnęła się do siebie, jej zmęczenie nagle zniknęło. Wiadomości na stronie, chociaż szczątkowe, były prawdziwe i typowo ‘muzealne’. Było kilka zdjęć pomieszczeń i obrazów. Jednak ani słowa na temat Shillagy. Zniecierpliwiona Integral kliknęła na podstronę o ogólnych wiadomościach na temat zamku i zmarszczyła czoło. Przed oczami miała wypisanych wszystkich kustoszy muzeum od roku 1915. Obecnym kustoszem był niejaki Vladimir Getz, natomiast poprzednim, opiekującym się zamkiem przez 30 lat do zeszłego roku była... Ilona Shillagy. No tak, jest wampirzycą... Może wyglądać tak młodo, jak tylko jej się zamarzy... Ciekawe ile w takim razie ma lat... Integral westchnęła i kliknęła na odnośnik – wiadomości o kustoszu. „Po co takie informacje na stronie?” Po chwili jednak oczy rozszerzyły się jej nieznacznie. „Ilona Shillagy, kustosz muzeum w latach takich a takich, za jej kadencji odrestaurowano większą cześć zamku, odzyskano skradzione dzieła sztuki i uzupełniono fakty historyczne pomimo problemów politycznych w kraju...” Jednak nie to najbardziej zszokowało i tak już zaskoczoną Integral. Kolejne zdanie spowodowało, że zjeżyły się jej włoski na karku. „Potomkini węgierskiej księżnej... Ilony Szilágyi, drugiej żony Vlada III Tepesa... CO?” Wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem. „Wiedziałam, że skądś znam to nazwisko!” Pospiesznie wyszukała stronę z wiadomościami na temat węgierskiej księżnej i zaczęła czytać. „Ilona Szilágyi, krewna Macieja Korwina – króla Węgier. Poślubiona Vladowi III w 1462 roku (po jego ucieczce z Wallachii) w ramach unii węgierskiego króla z Tepesem, który dzięki temu miał odzyskać wołoski tron, natomiast Węgry zyskiwały potężnego sojusznika w walce z Turkami. Vlad i Ilona mieli dwóch synów. Jedyny obraz z jej podobizną znajduje się w Zamku-Muzeum Vlada Tepesa w Hunedoarze...” Kobieta oparła czoło na dłoni. „Jak nic trzeba tam jechać...” Westchnęła i po chwili wyłączyła komputer. Zagłębiła się w miękkie oparcie fotela i przymknęła oczy. Tak śpiącą, po godzinie, znalazł ją Alucard, zniecierpliwiony długim oczekiwaniem. Nie chcąc jej budzić, wziął ją delikatnie na ręce i wyniósł do jej sypialni, gdzie położył na łóżku, zdjął jej buty i przykrył kołdrą. Przez jakiś czas stał obok patrząc jak śpi, po czym zniknął.
Integral przespała większość dnia i zapewne spałaby dalej, gdyby nie obudził ją telefon. Otworzyła szeroko oczy, gdy poczuła wibracje na swoim udzie. „Jak to możliwe, że położyłam się spać z telefonem w kieszeni?” Wymamrotała i sięgnęła pod kołdrę, stwierdzając przy okazji, że leży w swoim łóżku i jest kompletnie ubrana. Co ostatnio w sumie nie zdarzało się w ogóle. „Tepes, słucham?” Mruknęła zaspanym głosem.
„Podkomisarz Georgin z tej strony. Przepraszam, że Panią budzę, ale proszę jak najszybciej przyjechać do Urzędu.”
„Coś nowego?” Usiadła na łóżku, kręcąc głową w różne strony, próbując rozluźnić zastane po nocy mięśnie szyi.
„Tak. Nowe ślady i rozhisteryzowana przyjaciółka zamordowanej.”
Integral westchnęła. „Będę najpóźniej za pół godziny.”
„W takim razie czekamy.”
Rzuciła telefon na pościel i wstała, kierując się w stronę szafy, a później do łazienki. Wzięła ekspresowy prysznic, ubrała się i zbiegła do kuchni, gdzie Walter, pełnym dezaprobaty tonem, wyjaśnił, że śniadania jada się rano, a nie o godzinie trzeciej po południu. Integral machnęła tylko ręką, prawie duszkiem wypiła mocną herbatę, i z tostem w zębach pobiegła do samochodu zastanawiając się, dlaczego obudziła się w łóżku sama, a wampir nawet nie pokwapił się aby zdjąć z niej ciuchy, co ostatnio tak łatwo mu przychodziło.
Popołudniowa mgła opadła na dolinę, śnieg, który padał nieprzerwanie od dwóch tygodni tworząc gdzieniegdzie dwumetrowe zaspy, nagle przestał, jednak nie ułatwiło to wcale poruszania się, nawet jeśli posiadało się samochód półterenowy. Zajeżdżając pod Urząd, Integral kończyła przeżuwać tosta. Oczywiście na jej powitanie wybiegł Burmistrz.
„Pani Tepes, jak dobrze, że Pani tak szybko przyjechała. Może Pani uda się uspokoić tą dziewczynę...”
Wywróciła oczami i weszła do budynku. Już na parterze dało się słyszeć płacz. „Rewelacja... Czy ja jestem psychologiem policyjnym?” Mruknęła, wchodząc po schodach na pierwsze piętro.
„Nie, ale jest Pani kobietą...” Uśmiechnął się Burmistrz.
„Nie umiem rozmawiać z kobietami...” Wzruszyła ramionami. „Trzeba było wezwać swoją żonę. Ona na pewno by sobie poradziła.”
„Już tu była...” Podrapał się z zakłopotaniem po głowie. „Niestety, nie udało się jej uspokoić Iriny.”
„I Pan myśli, że mi się uda?” Uśmiechnęła się krzywo i weszła do obszernego archiwum, gdzie w fotelu siedział archiwista Michaij Dumitru obejmując siedzącą na jego kolanach księgową Irinę Matei, płaczącą mu w koszulę. „{No tak, Alucard miał racje co do tych dwojga...} Podeszła bliżej i przez chwilę stała nad nimi, tracąc powoli cierpliwość. Półwampir wpatrywał się w szefową zrezygnowanym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć: przykro mi, jestem wampirem i nie umiem pocieszać.
Integral odetchnęła głęboko i zrobiła groźną minę. Skoro nie można jej uspokoić głaskaniem po pleckach i miłymi słowami, trzeba to będzie zrobić brutalnie. Chwyciła młodą kobietę za ramię i po prostu zdarła ją z kolan półwampira. Postawiła zszokowaną na nogi chwytając za drugie ramię. „Co to za sceny odstawia Pani w pracy?” Spojrzała w czerwoną od płaczu twarz, na co kobieta ponownie zalała się łzami, mamrocząc coś na temat zamordowanej koleżanki. „Cisza! To jej życia nie wróci, natomiast Pani zaraz straci pracę, jak nie przestanie się mazać!” Warknęła porządnie już zniecierpliwiona, a tamta ucichła. „To nie przedszkole tylko organizacja antywampirza, tu nie ma czasu ani na czułości ani tym bardziej na takie wycie!” Puściła dziewczynę, która żeby zachować równowagę chwyciła się oparcia fotela. „Panie Dumitru, proszę przy okazji wyjaśnić Pani Matei zasady pracy w takiej organizacji.”
Półwampir wstał z fotela i ukłonił się Integral. „Tak jest.”
„I proszę jej dać jakieś środki uspokajające, żeby mogła coś konkretnego powiedzieć. Za pół godziny ma być przytomna i gotowa do współpracy.” Wyszła z archiwum trzaskając drzwiami. Na korytarzu odetchnęła głęboko i spojrzała triumfującym wzrokiem na Burmistrza. „Takie panny trzeba trzymać krótko.” Wzruszyła ramionami.
„Uhm, no tak... Skoro już jeden problem mamy z głowy, myślę, że możemy zająć się następnym.”
„No właśnie, podobno znaleziono jakieś ślady.”
„Przejdźmy może do pokoju konferencyjnego. Czeka tam na nas Podkomisarz.” Zaprowadził ją do pomieszczenia na końcu korytarza, gdzie na jednym z krzeseł siedział Georgin. Gdy Integral usiadła obok podał jej dwa niewielkie woreczki z numerkami ewidencyjnymi. W jednym znajdował się żółto-brązowy proszek, bardzo drobny, wyglądający prawie jak pył. W drugim natomiast – kawałek dziwnie wyglądającej szmatki w kolorze szarawym.
„Co to jest?” Zaczęła się wnikliwie przyglądać obu woreczkom.
„Ten drobny proszek to próchnica. Było jej mnóstwo wokół biurka. Nie było jej na pierwszy rzut oka widać, bo ma taki sam kolor jak wykładzina w Pani gabinecie. ”
„Ale skąd próchnica w pokoju urządzonym meblami ze stali i szkła?” Uniosła brwi patrząc na policjanta.
„To nie jest zwykła próchnica...” Spojrzał na nią z lekkim uśmieszkiem.
„Do rzeczy.” Integral zgrzytnęła zębami.
„To próchnica z bardzo starego drewna. Zmieszana po części z ziemią, kamiennym pyłem i kurzem.” Nadal patrzył na nią wyczekująco, spodziewając się zaskoczenia i pytającego wzroku.
Zastanawiała się przez chwilę, po czym uśmiechnęła krzywo. „Jeśli dobrze kojarzę musi to być próchnica z trumny. Bardzo starej trumny...”
Zamrugał zdziwiony, jednak kiwnął głową twierdząco.„Dokładnie. Obecnie badamy ile może mieć lat. Gdy się tego dowiemy będziemy szukać wampira odpowiednio wiekowego.”
Przekrzywiła lekko głowę. „No niezła metoda ale ma jedną wadę.”
Policjant uniósł brew. „Oświeci mnie Pani?”
„Będziecie przeszukiwać wszystkie cmentarze w tej części Rumunii? Wykopywać każdą trumnę, kiedy na nagrobku będzie data uwzględniająca dany przedział lat z jakich pochodzi trumna?” Spojrzała na niego z powątpiewaniem. „To raczej trochę dziwaczny pomysł.”
Zbiło go to z tropu. „Uhm... Nasi eksperci zajmą się tym, proszę się nie martwić.”
„Nie wątpię, panie Podkomisarzu.” Uśmiechnęła się lekko kpiąco. „W razie problemów służę pomocą...”
Mężczyzna poruszył się niespokojnie. Ta kobieta działała na niego przytłaczająco i deprymująco. Skąd u niej taka pewność siebie i logiczne myślenie? Przecież kobieta ma być delikatna, słodka i uległa... A ta cała Tepes, siedząca naprzeciw niego, nie była ani delikatna, ani słodka ani uległa... Na dodatek patrzyła na niego z mieszanką wyższości i nonszalancji.
„No dobrze...” Założyła nogę na nogę i oparła się wygodnie na krześle, jakby wyczuwając niepewność policjanta. „Co z tym drugim woreczkiem?”
„To kawałek skóry.”
„Wygląda jak stara szmata do podłogi...” Uniosła brew, przyglądając się wnikliwie zawartości foliowej paczuszki.
„To skóra wampira. W trakcie rozkładu.”
Pokiwała głową odkładając woreczek na stół. „Czyżby zrzucił skórę?” Uśmiechnęła się krzywo.
„Prawie. Ten kawałek został znaleziony w ustach dziewczyny. Musiała go ugryźć gdy się broniła...”
„Dziwne. I nie zmieniła się w gula?” Uniosła brwi.
„Była dziewicą.”
„No to w takim razie skoro odgryzła mu tyle skóry to mimo woli musiała się krwi nałykać.” Zmarszczyła czoło.
„Przypominam, że nie było żadnej krwi... ”
„No i co z tym fantem zrobimy?” Założyła ręce na piersiach.
„Zrobimy badania DNA.”
Prawie się roześmiała. „Wampiry są martwe. Ich komórki są tak martwe, że bardziej już nie mogą... Rozkładają się prawie natychmiast, gdy są oderwane od ich ciała i zastępowane przez inne podczas błyskawicznej regeneracji. Jak Pan chce to zrobić?”
Wyprostował się, jakby nagle odzyskał pewność siebie. „Może Rumunia to biedny kraj, jednak naukowcy współpracujący z Arystokracją mają dość pieniędzy na badania wampiryzmu.”
„Interesujące. Proszę mówić dalej...” Spojrzała na niego wyczekująco.
„Przez wiele lat pracowali nad różnymi medycznymi i analitycznymi sferami tego zjawiska: jak to możliwe by martwe poniekąd istoty miały możliwość poczęcia potomka, o co chodzi z tą ich szybką regeneracją oraz zmianą wyglądu no i nad badaniem DNA. Nie jest to tak łatwe jak u żywych, ale oczywiście możliwe.”
„Jeśli nie będzie to problem, chciałabym się zapoznać z ich badaniami...” Oczy jej zabłysły i pochyliła się lekko w stronę policjanta.
„Zrobię co będę mógł... Jednak myślę, że Burmistrzowi na pewno uda się to załatwić.” Uśmiechnął się na jej reakcję.
„Byłabym wdzięczna.” Kiwnęła lekko głową. „No ale co dadzą nam takie testy DNA wampira?”
„Po pierwsze będzie wiadomo czy to mężczyzna czy kobieta. Po drugie w naszej bazie danych mamy testy właściwie wszystkich wampirów mieszkających w Rasnov oraz w jego okolicach, więc będzie można sprawdzić czy to nie któryś z nich. Po trzecie dowiemy się o jego pewnych charakterystycznych cechach, dzięki czemu będziemy mogli prowadzić dalsze badania i dochodzenie.”
„Długo potrwają takie testy?”
„Tydzień, półtora. Do tego czasu będzie musiała naprawdę uważać i jeśli to tylko możliwe, nie rozstawać się z mężem ani na sekundę.” Zebrał ze stołu wszystkie dokumenty, schował dwa woreczki z dowodami i wstał z krzesła.
„Myślę, że będzie zachwycony...” Integral mruknęła pod nosem i również wstała. „W takim razie czekam na jakieś konstruktywne informacje i wnioski. Możemy teraz zająć się przyjaciółką zamordowanej.” Wyszła z sali konferencyjnej i udała się do archiwum, gdzie sytuacja z rozhisteryzowaną księgowa została opanowana. Irina Matei siedziała obecnie przy stoliku, blada i z lekko mętnym wzrokiem. Obok na krześle siedział półwampir i trzymał ja za rękę, mówiąc coś do niej pólgłosem. Tepes oraz Podkomisarz podeszli do nich i usiedli na wolnych krzesłach. Integral oparła ręce na stoliku i pochyliła się lekko w stronę kobiety.
„Pani Matei, pan Georgin zada teraz Pani kilka pytań. Jest pani gotowa na nie odpowiedzieć?”
Pokiwała mechanicznie głową.
Policjant przysunął się do niej z krzesłem. „Pani Matei czy widziała się Pani z Panią Ghiţă w dniu, w którym została zamordowana?”
„Tak... Widziałyśmy się, jak skończyłam pracę o 16:30... Poszłam wtedy do niej, bo ona miała na popołudnie, więc dopiero niedawno przyszła...”
„Zachowywała się dziwnie?”
„Nie, normalnie... Miała sporo pracy, bo musiała powysyłać raporty podpisane poprzedniego dnia przez Panią Tepes... I poprawić i napisać kilka...” Pociągnęła nosem.
„Rozumiem, a co robiła Pani po wyjściu z pracy?”
Dziewczyna spojrzała dziwnie na policjanta. „Ale ja przecież...”
„Proszę się nie przejmować. To zwykłe rutynowe pytanie. Nie jest Pani oskarżona.”
Odetchnęła i spojrzała na Integral. „Poszłam do domu...”
Policjant spojrzał przenikliwie na siedzącego obok półwampira. „A Pan? Co Pan robił wczoraj miedzy 16:30 a 19:00.”
„Miałem dzień wolny. Nie było mnie w pracy.” Michaij wzruszył ramionami.
„Podejrzanym jest wampir. Jest Pan wampirem, Panie Dumitru?” Georgin uśmiechnął się znacząco.
Integral spojrzała uważnie na Irinę, która obecnie patrzyła z przestrachem to na policjanta, to na półwampira.
„Jestem półwampirem.” Kiwnął głową.
„Pije Pan krew?” Drążył dalej policjant.
„Piję.”
„Pani Ghiţă została ugryziona. Nie był Pan może wczoraj głodny?”
„Proszę przestać!” Młoda kobieta zerwała się z krzesła. „On tego nie zrobił!”
Tepes uśmiechnęła się, jednak nic nie powiedziała. Wiedziała dobrze, że półwampir ma bardzo silne alibii.
Policjant uniósł brew. „A niby skąd ta pewność?”
Irina zaczerwieniła się i usiadła z powrotem na krześle.
„Jeśli Pani coś wie, proszę powiedzieć. Na pewno pomoże to Panu Dumitru.” Integral oparła się o oparcie krzesła. Policjant spojrzał na nią zaskoczony, a ona wzruszyła ramionami.
„Ja... On... Był wczoraj ze mną...”
„Pani Matei, to miłe, że próbuje Pani chronić kolegę...”
„Nie próbuję. To prawda!”
„No świetnie, a jak to Pani udowodni?” Spojrzał na nią przenikliwie, a dziewczyna zaczerwieniła się.
„Panie Podkomisarzu... Proszę nie peszyć moich pracowników...” Integral starała się być poważna.
„Pani Tepes, to ważne...” Policjant pokręcił głową.
Irina ponownie zaczęła pociągać nosem i zalewać się łzami. „Bo mi... mi było... było miło a ona... ona umierała... w cierpieniach...” Ukryła twarz w dłoniach i wybuchła płaczem.
Policjant wybałuszył oczy. „Jak to miło?”
„Panie Podkomisarzu, czy jest Pan nieuświadomiony?” Integral wywróciła oczami.
„Jaki?”
„Pani Matei chciała powiedzieć, że poprzednie popołudnie, wieczór i noc spędziła z tym oto mężczyzną.” Wskazała na półwampira, który wyszczerzył kły w szerokim uśmiechu.
Policjant zmarszczył brwi. „Pani sugeruje...?”
Zaczęła się niecierpliwić. „Nic nie sugeruję. Było jak powiedziałam. Chce Pan zaciągnąć Panią Matei do ginekologa?”
„Pani Matei, czy to prawda?” Spojrzał na czerwoną od płaczu i zawstydzenia kobietę.
Kiwnęła głową i spojrzała niepewnie na półwampira, który wstał z krzesła i popatrzył na policjanta z góry. „Możemy już iść?” Zapytał niskim głosem i nie czekając na odpowiedź Georgina, chwycił Irinę za rękę i pociągnął w stronę wyjścia.
Tepes uśmiechnęła się pod nosem, patrząc na lekko zszokowanego policjanta, który po chwili zaczął coś notować w notesie. „Ja też już pójdę. Na obiad.”
„A, obiad.” Potrząsnął głową jakby się obudził. „Może zjemy razem?”
Tym razem roześmiała się. „Mój mąż zjadłby Pana żywcem, Podkomisarzu.” Wstając, klepnęła go w ramię i wyszła.
„Dostałam dziś zaproszenie na obiad...”
„Tak? Od kogo?”
„A od takiego jednego...”
„Ale masz powodzenie...”
Siedzieli w najdalszej części ogrodu, na ośnieżonej ławce, wśród ośnieżonych trawników i ośnieżonych drzew. Pies baraszkował po ścieżce, turlając kawałki lodu. Noc była bezchmurna, niebo prawie czarne, a księżyc świecił jak oszalały.
„Matko, jakie to kiczowato romantyczne...” Integral potrząsnęła głową i oparła się wygodniej o klatkę piersiową wampira.
„Pani Tepes jest taka nieczuła na piękno nocy...” Uśmiechnął się krzywo i przesunął wargami po jej uchu.
Wzdrygnęła się i spojrzała na niego buntowniczo. „Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale masz zimne usta...”
„Jest zimno, więc nie powinno Ci to przeszkadzać.” Objął ją mocniej w pasie.
„Nie bądź samolubny...” Wyswobodziła się z jego objęć i ruszyła zaśnieżoną ścieżką między drzewa.
„Ależ wampiry są samolubne, nie wiedziałaś o tym?” Odchylił głowę do tyłu i odczekał aż zniknie za krzakami po czym z szerokim uśmiechem zniknął, pojawiając się tuż przed nią na ścieżce.
Zatrzymała się gwałtownie i wyciągnęła ręce, żeby go lekko odepchnąć. „Nie mówiłam, że chcę się bawić w takie rzeczy...”
„A w jakie chcesz?” Spojrzał na nią z góry próbując chwycić ją za nadgarstki, jednak ona zaczęła się powoli cofać, uśmiechając się tajemniczo.
„Podkomisarz powiedział, że nie możesz odstępować mnie ani na sekundę...” Całkowicie zignorowała jego pytanie, patrząc na niego szelmowsko.
„I co jeszcze powiedział Podkomisarz?” Ruszył powoli w jej stronę uśmiechając się krzywo.
„Że masz mnie chronić...” Poczuła za sobą pień drzewa i szybko schowała się za nim, przywierając do szorstkiej kory.
Wampir bezszelestnie zniknął. Integral zmarszczyła brwi nie słysząc jego kroków na śniegu. Wyjrzała powoli zza drzewa, jednak nikogo wokoło nie było, oprócz szczeniaka siedzącego na ścieżce. Powoli podeszła do następnego drzewa, rozglądając się wokoło.
Alucard pojawił się tuż za nią i chwycił ją w pasie. Roześmiała się, próbując wyswobodzić z jego objęć, a gdy się jej to udało, rzuciła mu dzikie spojrzenie i uciekła między drzewa.
„Nie wiem co kombinujesz, moja piękna, ale i tak Cię złapię.” Zawołał i poszedł za nią, uśmiechając się krzywo.
Ponownie się roześmiała. W sumie nic nie kombinowała, miała ochotę się odprężyć i zrelaksować. Ostatnie dwa dni były dość męczące i dramatyczne. Poza tym poczuła się trochę jak mała dziewczynka i postanowiła pobiegać po śniegu. A że włączyła wampira w tą zabawę... Niech się trochę pozastanawia. Zatrzymała się na niewielkiej polance oddychając szybko. Rozejrzała się, jednak wampira nigdzie nie było. Zmarszczyła brwi, gdy usłyszała ciche warczenie. „Mistrzu...?” Zaczęła wypatrywać szczeniaka, jednak nie zauważyła żadnego ruchu. Ponownie dosłyszała warczenie. „Głupie żarty!” Prychnęła i tupnęła nogą. Nagle zza drzewa wyskoczył czarny kształt i zanim Integral zdążyła zareagować, leżała na plecach w zaspie, a nad nią stał ogromny, czerwonooki pies. Zaskoczona, początkowo leżała jak sparaliżowana, jednak ocknęła się, gdy poczuła jak jej twarz robi się mokra. „Alucard, debilu, nie liż mnie!” Zaczęła się śmiać i machać rękami, próbując zrzucić z siebie intruza.
„No ale jakie postępy, powiedziałaś do mnie Mistrzu...” Roześmiał się w jej głowie.
„Dobrze wiesz, że wołałam mojego psa!”
„Już się tak nie wykręcaj...” Zimnym nosem zaczął ją szturchać w policzek.
„Alucard przestań!” Zaczęła kręcić głowa na boki. „Chcesz, żebym miała odmrożenia?” Po chwili ujrzała twarz wampira zaledwie kilka centymetrów od swojej. Znieruchomiała a oczy lekko jej się rozszerzyły. Cholera, czy on musi być taki przystojny?! I czy te jego oczy muszą tak dziko na nią patrzeć?! Poczuła, że jej serce zaczyna bić coraz mocniej.
Alucard wpatrywał się w leżącą pod nim kobietę zmrużonymi oczami. Policzki miała czerwone od mrozu, śnieg we włosach, lekko rozchylone usta i błyszczące dziwnym blaskiem, srebrne w świetle księżyca, oczy. W tym białym kożuszku wyglądała jak... „Królowa Śniegu...” Zamruczał jej w ucho, pochylając się nad nią bardziej. „Tylko moja...”
Zamrugała kilkakrotnie. „Twoja...? Niby od kiedy?” Uśmiechnęła się, patrząc na niego z ukosa.
Przesunął wargami po jej policzku, po czym pocałował ją namiętnie. ~Od zawsze, moja piękna, od zawsze...~
komentarze [25]The nightmare begins... >> poniedziałek, 13 listopada 2006 00:23:48
Od Inti: Przepraszam, że musieliście tyle czekać. Strasznie zagoniona byłam, padł mi komputer dwa razy... Na szczęście wszystko jest już w porządku a ja mogę pisać ;) Mam nadzieję, że notka się spodoba. Następna pojawi się szybciej (mam taką nadzieję XD).
Pozdrowienia!!
**************************************
Otworzyła oczy, jednak wszystko co zobaczyła było gęstą, nieprzeniknioną ciemnością. Świece oświetlające wcześniej pomieszczenie musiały się wypalić. Wyczuła obok siebie obecność śpiącego wampira i westchnęła cicho. {Przecież nie będę go budzić, żeby zapalił mi światło…} Uniosła się na łokciu i sięgnęła w stronę stolika przy łóżku, po omacku szukając latarki, z którą tu przyszła. Gdy po dłuższej chwili ją odnalazła, ta, oczywiście złośliwie, nie chciała się zapalić. Integral mruknęła zirytowana i uderzyła nią kilka razy w dłoń. Latarka zaświeciła słabym światłem. {Trzeba będzie wymienić baterie…} W tej samej chwili poczuła, ze mężczyzna leżący obok niej poruszył się i usiadł. Uśmiechnęła się i odwróciła w jego stronę, lekko nakierowując na niego światło latarki. „Alu…” Serce przestało jej na chwilę bić a uśmiech zniknął, gdy przed swoją twarzą zobaczyła przekrwione, głodne oczy i wydłużone, ostre zęby. Sekundę później poczuła szarpniecie i kły wbiły się brutalnie w jej tętnicę szyjną. Nie zdążyła nawet krzyknąć.
***
Usiadła gwałtownie na łóżku, z bijącym szybko sercem, cała mokra, oddychając ciężko. Złapała się za szyję. Nic, żadnej krwi, żadnych śladów po ugryzieniu, żadnego bólu. Gdy trochę oprzytomniała, rozejrzała się po pokoju. Świece przy łóżku paliły się nadal, jej ubrania leżały obok na podłodze. {Boże, co za koszmar…} Ukryła twarz w dłoniach i odetchnęła głęboko kilka razy. Po chwili schyliła się i sięgnęła po koszule i spodenki, powoli zakładając je na siebie, nie chcąc budzić śpiącego obok wampira. Była już ubrana i wyciągała rękę po latarkę, gdy poczuła jak leżący obok mężczyzna poruszył się i usiadł. Znieruchomiała, a serce zaczęło walić jej jak oszalałe. {Proszę… Nie…}
„Integral…?” Jego głęboki i niski głos tylko zwiększył jej przerażenie. Powoli odwróciła się, starając powstrzymać drżenie rąk. Jednak widok był zupełnie inny niż się spodziewała. Tuż za nią siedział zaspany wampir, który nie do końca jeszcze obudzony, mierzwił i tak już koszmarnie rozczochrane włosy. Oprzytomniał jednak, gdy zobaczył najpierw strach w jej oczach, który sekundę później zamienił się w radość pomieszaną z uczuciem ulgi. „Stało się coś?” Przyjrzał się uważnie kobiecie, która przyłożyła dłoń do czoła i westchnęła tak, jakby przed chwilą uniknęła czegoś strasznego.
„Nie, nic… Wszystko w porządku.” Potrząsnęła głową i spuściła nogi z łóżka. „Idę do siebie…”
Chwycił ją za nadgarstek. „Jeśli nic, to w takim razie dlaczego patrzyłaś na mnie z takim przerażeniem, a Twoje serce jeszcze przed chwilą biło rekord szybkości?”
„Alucard puść mnie… Muszę iść…”
„Nie ma mowy. Nie pójdziesz, dopóki nie powiesz mi, co się stało.” Przyciągnął ją do siebie i unieruchomił w dość mocnym uścisku.
Mruknęła coś pod nosem i wtuliła się w niego. „Miałam koszmar…”
„Koszmar.”
„Tak… Ty…” Przymknęła oczy i zamilkła na dłuższy czas, jakby próbując sobie przypomnieć. „Zaatakowałeś mnie…”
Uniósł brew i chciał ją lekko odsunąć od siebie, by spojrzeć jej w twarz, jednak ona przylgnęła do niego mocniej. „Wyglądałeś przerażająco… Rzuciłeś się na mnie i…”
„I…?” Przesunął dłonią po jej ramieniu.
„Ugryzłeś mnie…” Szepnęła.
„Integral, gryzłem Cię już kilka razy. To aż tak nieprzyjemne i przerażające?” Uśmiechnął się krzywo, przesuwając palce w stronę guzików jej koszuli.
„To nie było takie zwykłe ugryzienie… Rozerwałeś mi gardło!” Odsunęła się gwałtownie i spojrzała na niego z wyrzutem.
„Jeśli myślisz, że coś manipulowałem przy Twoich snach to jesteś w błędzie, moja piękna…” Mruknął lekko urażony, nie przestając rozpinać jej guzików.
Westchnęła i oparła głowę na jego ramieniu. „Przecież nie to miałam na myśli…” Po chwili zorientowała się, że ponownie pozbył się jej koszuli. „Alucard, przecież mówiłam, że idę do siebie…” Wywróciła oczami.
Popchnął ją lekko na pościel i pochylił się, opierając czoło w zagłębieniu jej szyi. „Zostań…”
Przez chwilę leżała bez ruchu, zdziwiona jego zachowaniem, jednak uniosła rękę i wsunęła ją powoli w jego włosy. „Zostanę…”
„I wiesz, w ciągu niecałego miesiąca zwiedziłam cały Paryż, potem Lizbonę a na końcu Londyn…” Vika od godziny opowiadała Integral o swoich zachodnioeuropejskich przygodach. „Spaliśmy w drogich hotelach, jeździliśmy boskimi samochodami, chodziliśmy na ekskluzywne imprezy… Normalnie czułam się jak księżniczka…” Westchnęła i oparła podbródek na dłoni. „U nas są straszne nudy… Ej… Ty mnie w ogóle słuchasz?” Zmarszczyła czoło, zerkając na Tepes.
Integral spojrzała na nią trochę nieprzytomnym wzrokiem, jakby właśnie się obudziła. „Tak, oczywiście… Słuchałam…”
„Nad czym tak intensywnie myślisz, co?” Vika zmrużyła oczy i oparła się wygodnie na kanapie. „Coś się wydarzyło…?”
Wzruszyła ramionami i upiła herbaty z kubka. „Co to za pytanie?”
„Wyglądasz jakoś inaczej…” Przyjrzała się jej wnikliwie. „Zawsze tak jest jak coś się w Twoim życiu zmienia… I zwykle jest to coś intymnego…” Uśmiechnęła się szelmowsko.
„Vika normalnie mnie osłabiasz… Co się niby we mnie zmieniło?” Integral wywróciła oczami, czując się dziwacznie.
„Oczy Ci błyszczą, częściej się uśmiechasz, odgarniasz włosy, Twoje ruchy są bardziej miękkie i takie… kocie…” Kobieta wyliczyła jej wszystko na palcach. „I co mi teraz powiesz?”
„Nic.” Tepes uśmiechnęła się, widząc rozczarowanie w oczach koleżanki i odstawiła pusty kubek na stolik. „Lepiej Ty mi powiedz, jak u Ciebie i Michela.” Wiedziała, że Vika od razu rozgada się i nie będzie męczyć wypytywaniem o jej związek z Alucardem…
„Och, rewelacyjnie! Świetnie nam zrobił ten wyjazd. Tego nam właśnie było trzeba. Znów się szaleńczo kochamy i nie możemy bez siebie yyy… żyć.” Roześmiała się. „I rodzice są zadowoleni…”
„Ale chyba nie wyprowadzicie się, co?” Integral spojrzała na nią podejrzliwie.
„Na razie nie. Mam tu przecież salon… Owszem, kiedy Michel będzie wyjeżdżał, ja pojadę razem z nim. Jednak więcej pracy ma tutaj, więc siłą rzeczy będziemy siedzieć głównie w Rasnov.” Uspokoiła ją Vika. „Ale wyobraź sobie takie coś… Michel w Anglii załatwiał dla kogoś zakup rezydencji… Nie chciał powiedzieć dla kogo, w sumie i tak mnie to nie interesowało. Zabrał mnie, żebym też sobie ją obejrzała… I mówię Ci, w takim zamku mogłabym mieszkać…” Oczy zabłysły jej z rozmarzeniem.
Tepes zamrugała kilkakrotnie. „Zamku?” Ona też kiedyś miała taką rezydencję...
„No, piękna posiadłość… Wielkie tereny, cała otoczona wysokim murem, z dodatkowymi zabudowaniami, ogromnym ogrodem… A w środku dosłownie bajka… Antyki, obrazy, draperie na ścianach, łóżka z baldachimem, na schodach bordowe dywany… I wyobraź sobie, że klient kupił całość: rezydencję, tereny i wyposażenie. Podobno wyłożył cała kasę bez mrugnięcia okiem…”
„Musiało sporo kosztować…” Integral westchnęła i oparła się wygodnie w fotelu. Jakiekolwiek wspomnienia na temat Anglii były dla niej nadal dość przygnębiające.
„Nawet nie pytałam. Nie chciałam tam paść z wrażenia.” Vika spojrzała na zegarek i oczy rozszerzyły się jej w szoku. „O cholera! Już prawie szósta, a ja miałam jechać do mamy!” Zerwała się z sofy. „Integral, przepraszam, ale…”
„Co? Jak to szósta?!” Również pospiesznie wstała. „Mam spotkanie o szóstej…!”
„O, a gdzie? Może byś mnie po drodze podrzuciła?”
„Jadę do Nottarów. Andrea mnie zaprosiła…”
Vika spojrzała na nią dziwnie. „Żartujesz? Ja też tam jadę…”
„Jak to?”
„Nie wiedziałaś? Przecież Andrea to moja matka…”
Tepes uniosła brwi, zdziwiona. „No pierwsze słyszę… Jak to się stało, że nie miałam o tym zielonego pojęcia?”
„Nie wiem, ale jesteśmy już spóźnione, więc się pospieszmy…”
Po kilku chwilach jechały przez zaśnieżone miasto. Było już ciemno, śnieg gęsto padał, ludzi na ulicach było niewiele.
„Czy zimy zawsze są tu tak ostre?” Integral włączyła wycieraczki na szybszy tryb.
„Właściwie tak. W końcu mieszkamy prawie w górach… Ale nikomu to w sumie to nie przeszkadza. Większość nie odczuwa zmian temperatury. Jedynie ludzie są zwykle trochę poszkodowani.”
Integral uśmiechnęła się tylko i skręciła w stronę rezydencji burmistrza.
„Ale zastanawiam się, czemu mama umówiła się z nami na tą sama godzinę… Ech… Poza tym ostatnio byłam u nich na tym całym balu charytatywnym a i tak z nią nie rozmawiałam… Była zła, że chcemy się rozstać z Michelem. Mówiła, że to moja wina…”
„Owszem wspominała, że ma córkę, jednak nie powiedziała, że to Ty jesteś jej córką. A przecież dobrze wiedziała, że się przyjaźnimy…”
„Już w ogóle cud, że wspomniała o mnie, skoro taka niezadowolona ze mnie była…” Vika wzruszyła ramionami i odpięła pas, gdy Integral zatrzymała się przed rezydencją Burmistrza. „W każdym razie mam nadzieję, że już będzie wszystko w porządku…”
Drzwi otworzyła im sama Burmistrzowa po kolei ściskając obie przybyłe, dłużej zatrzymując się oczywiście przy córce. Wprowadziła je do salonu, gdzie zostały usadzone na miękkiej kanapie i poczęstowane herbatą i ciastkami.
„Zaprosiłam Was obie tutaj, ponieważ chciałam zrobić taki kobiecy wieczorek. Bez mężów, na spokojnie... Żeby w końcu normalnie porozmawiać.” Andrea usiadła naprzeciw nich. „No i oczywiście posłuchać o przygodach Viki w wielkim świecie.” Roześmiała się.
Tepes uśmiechnęła się z zakłopotaniem. Spotkanie w większym gronie, z ploteczkami przy ciasteczkach? O dobry Boże... Tego chciała uniknąć...
„Integral, co masz taką niewyraźną minę?” Vika przyjrzała się jej z rozbawieniem.
„Uhm... Nie nic, zamyśliłam się...”
„Znowu?” Pokręciła głową właścicielka salonu.
„A tak w ogóle to będziemy mieć jeszcze jednego gościa. Moja przyjaciółka...”
Vika brutalnie weszła matce w słowo. „No nie, znowu Ilonka, ta napuszona lalka?” Prychnęła.
„Oj córciu, ona wcale taka zła nie jest...” Andrea spojrzała na córkę dziwnie. „No może jest trochę ekscentryczna ale...”
„No właśnie. ‘Ale’... Zachowuje się jakby wszystko jej się należało i ona była najważniejsza na świecie.” Wywróciła oczami.
„Jednak bardzo bym Cię prosiła, żebyś była dla niej miła. W końcu to moja przyjaciółka...”
„Jej jakoś nie przeszkadzało uwodzenie Twojego męża, nie?”
„Vika przestań!” Burmistrzowa spojrzała z niepokojem najpierw na córkę a po chwili na Integral. Jednak Tepes wpatrywała się w matkę i córkę nic nie mówiącym wzrokiem i z zupełnie neutralnym wyrazem twarzy. „Nic takiego się nie wydarzyło.”
„Ech, mamo....” Vika westchnęła zrezygnowana.
W tym samym momencie odezwał się dzwonek oznajmiający przybycie gościa i Andrea poderwała się z miejsca i, rzucając błagalne spojrzenie córce, wybiegła do holu.
Integral zmarszczyła brwi i spojrzała na Vikę dziwnym wzrokiem.
Ta wywróciła oczami. „No co... Sama zobaczysz, jaka jest Ilonka...”
„Ilonka?”
„No, Ilona Shillagy...”
Tepes zmrużyła oczy. Shillagy? Gdzie ona to nazwisko słyszała? Nie mogła sobie przypomnieć...
„Mówię Ci, straszna z niej baba. Wygląda słodko, ale jędza nieziemska...” Pokręciła głową Vika. „Poza tym, trzeba trzymać od niej z daleka wszystkich facetów, bo w życiu takiej flirciary nie widziałam.”
„Flirciary?” Integral spojrzała na nią zdziwiona.
Nie zdążyła jej odpowiedzieć, gdyż do salonu weszła Andrea, a za nią niewysoka kobieta w ciemnych, kręconych włosach. Tepes zamrugała kilkakrotnie na jej widok. {Przecież to ta kobieta, którą spotkałam na przyjęciu...}
Ilona usiadła obok Andrei na sofie i spojrzała lekko zakłopotana na siedzące naprzeciw kobiety. A szczególnie na Integral.
Burmistrzowa chciała za wszelką cenę rozładować dziwną sytuację. „Ilonko, moją córkę Vikę Lugosi znasz, ale nie wiem czy pamiętasz Integral Tepes...”
Młoda kobieta uśmiechnęła się do Integral, nie zwracając kompletnie uwagi na Vikę. „No jakże mogłabym zapomnieć tak uroczą osobę...”
Tepes również się uśmiechnęła, jednak odniosła wrażenie, że w oczach kobiety przez sekundę pojawiła się niechęć. Poza tym, jakoś zbyt nachalnie się jej przyglądała. I to jej nazwisko... Postanowiła sobie, że sprawdzi to od razu po powrocie do domu.
„Ilonka ostatnio wyszła za mąż. I wyobraźcie sobie, że nic mi na ten temat nie powiedziała...” Andrea pokręciła głową patrząc na Shillagy z udawanym oburzeniem
„To naprawdę nieładnie z Pani strony. Mamusia tak się przejęła...” Vika uśmiechnęła się z przekąsem. Integral kopnęła ją pod stołem w kostkę, na co właścicielka salonu wywróciła oczami.
„Och, to po prostu odbyło się tak szybko, że naprawdę nie miałam nawet czasu rozesłać zawiadomień. Nie chcieliśmy czekać... Gabriel stwierdził, że najlepiej jak odbędzie się to bez zbytniego szumu...” Wyjaśniła Ilona.
„Gabriel?” Andrea spojrzała na nią pytająco. „Tak ma na imię Twój nowy mąż?”
{Nowy?} Integral przesłała Vice pytające spojrzenie, a ta wzruszyła ramionami.
„Tak, Gabriel. Gabriel Constantin.”
Tepes i Lugosi wytrzeszczyły oczy na kobietę. „Constantin?”
„Constantin.” Ta wyraźnie się speszyła. „Coś nie tak?”
Pierwsza zareagowała Integral. „Uhm... To mój podwładny. Pracuje dla Organizacji.”
„No rzeczywiście, opowiadał mi o Pani... Podobno jest Pani świetną szefową.”
„Doprawdy?” Uniosła brew i spojrzała na Vikę, która miała jeszcze bardziej zdziwioną minę.
„No, ale to naprawdę ciekawe. Chodziłam z nim do liceum. Myślałam, że nie interesują go dziewczyny...”
Ilona zmarszczyła brwi i rzuciła Vice dziwne spojrzenie. „Czyżby? Nie zauważyłam...”
„Och czy to ważne, może mu się zmieniło...” Andrea znowu postanowiła ratować sytuację. „Poza tym – czy to nie cudowne – wszystkie, jak tu siedzimy, mamy rewelacyjnych mężów!”
Integral ledwie powstrzymała wybuch śmiechu, co Vika oczywiście od razu zauważyła i tym razem to ona oddała kopniecie w kostkę.
„A właśnie, Pani Tepes... Z tego co słyszałam, pani mąż jest potomkiem Vlada Tepesa. Czy to prawda?” Ilona spojrzała na Integral przenikliwie.
„Nie.”
Tym razem zarówno Vika jak i Andrea, popatrzyły na nią ze zdziwieniem.
Integral uśmiechnęła się krzywo i oparła wygodnie. „Mój mąż to Vlad Tepes.”
Tym razem Ilona wytrzeszczyła oczy na Integral. „Pani sobie chyba żartuje...”
„Niby dlaczego miałabym żartować?” Wzruszyła ramionami. „W tym mieście chyba wszystko jest możliwe...”
„Vlad Tepes był okrutnikiem, mordercą i awanturnikiem. Miał w oczach zło, na twarzy wymalowaną nienawiść. Zabijał ludzi bez mrugnięcia okiem – zarówno wrogów jak i swoich poddanych: mężczyzn, kobiety, dzieci. Nie wmówi mi Pani, że ten mężczyzna, którego widziałam tu na przyjęciu, to Vlad Tepes.” Ilona skończyła swój pełen tragizmu monolog z wypiekami na twarzy.
Integral przez chwilę siedziała bez ruchu, zszokowana tak emocjonalną wypowiedzią kobiety. „Hmm... Wprawdzie teraz nazywany jest Alucardem, ale to jedna i ta sama osoba.”
„Jeśli to prawda, to dziwne, że jeszcze jest Pani dziewicą...”
Tepes zmrużyła niebezpiecznie oczy. „A skąd niby u Pani takie informacje?”
„Potrafię wyczuć dziewicę.” Uśmiechnęła się znacząco Shillagy.
{No tak, kolejna wampirzyca...} Zacisnęła pięści. „W takim razie jaki ma związek moje dziewictwo z Vladem Tepesem?”
„Vlada zawsze interesowały tylko dziewice. Można powiedzieć, że był uzależniony. Cóż... Pod tym względem był nie do zniesienia...”
„A niby skąd to Pani wie?” Integral miała powoli dość tej rozmowy. Ta mała, uroczo wyglądająca kobieta zaczynała jej działać koszmarnie na nerwy. Skąd w niej ta pewność tego co mówiła, skąd to wszystko wiedziała, jakim prawem mówiła jej te wszystkie rzeczy? Nie to, żeby to co usłyszała było dla niej jakąś nowością, przecież przeczytała wszystko co miała w bibliotece na temat księcia Wallachii i Siedmiogrodu, jednak wywołało to w niej jakieś niemiłe uczucie chłodu i niesmaku. A może o to chodziło tej całej Shillagy?
„Uhm... Ilonka jest...” Andrea postanowiła włączyć się do rozmowy, jednak przerwał jej dzwonek telefonu komórkowego Integral.
Tepes podniosła się pospiesznie z sofy i odeszła w stronę okna. „Tepes, Słucham.”
- Przyjeżdżaj do biura.-
„Alucard, mam dzisiaj dzień wolny...”
- Jest problem. Przyjedź jak najszybciej.-
„Już jadę.” Rozłączyła się i podeszła do sofy zabierając swoją torebkę. „Przykro mi, ale musimy odłożyć tą jakże interesującą rozmowę na kiedy indziej.” Obrzuciła przelotnym spojrzeniem Ilonę i przeniosła wzrok na Vikę. „Niestety nie będę mogła Cię odwieźć do domu...”
„Nie ma problemu. Zadzwonię po Michela.” Vika wstała i objęła przyjaciółkę. „Ilonka jest beznadziejna, nie?” Szepnęła jej do ucha.
Integral westchnęła i kiwnęła głową. Po chwili odwróciła się w stronę Andrei. „Dziękuję za herbatę. Mam nadzieje, że następnym razem będę mogła posiedzieć dłużej.”
„Coś się stało?” Burmistrzowa spojrzała na nią z troską.
„Jakieś problemy w biurze. Pewnie nic wielkiego.” Uspokoiła ją. „Do widzenia, pani Constantin. Może następnym razem wyjaśni mi Pani dokładniej, co miała na myśli.” Kiwnęła głową w stronę kobiety siedzącej na kanapie i ruszyła w stronę wyjścia. Po chwili już siedziała w samochodzie. Włączyła wycieraczki na najszybszy tryb, bo śnieg nadal padał obficie i odjechała spod domu Nottarów. Cały czas myślała nad tym co powiedziała jej ta cała Ilona i nie zauważyła nawet, że na siedzeniu pasażera pojawił się Alucard. Dopiero gdy odchrząknął znacząco, zamrugała nerwowo oczami. „Przestraszyłeś mnie...”
„Coś ostatnio strachliwa jesteś...” Roześmiał się szelmowsko.
„Zamyśliłam się.”
„Vlad Tepes. Hmm... Ciekawy temat na zamyślanie się...” Zmrużył oczy i spojrzał na nią z ukosa.
„Uhm... Powiedzmy, że ciekawy.”
„Mam być zazdrosny?” Uśmiechnął się krzywo.
Wywróciła oczami. „Alucard, nie drażnij mnie. Lepiej powiedz, co się stało w biurze.”
„Sama zobaczysz. Nie będę Ci psuł na razie humoru.”
„I tak już mam zepsuty.” Mruknęła. „Przyjaciółka Andrei opowiadała jakieś pierdoły.”
„Widzę, że popołudniowe plotki nie za bardzo przypadły Ci do gustu.”
„Nienawidzę ich...” Prychnęła z irytacją i gwałtownie zatrzymała się przed Urzędem Miejskim. Stało tam kilka radiowozów i karetka. Gdy wysiedli z samochodu, podbiegł do nich Burmistrz i z przerażeniem w oczach spojrzał na Integral. Zmarszczyła brwi. „Co się stało?”
„Popełniono morderstwo.”
„W Urzędzie?” Uniosła brwi.
„Tak. A dokładniej w Pani biurze.”
„U mnie w biurze?” Szybkim krokiem ruszyła w stronę drzwi do gabinetu. Weszła do środka przez pokój sekretarki i spojrzała w stronę swojego biurka. Na jego blacie leżała naga młoda kobieta. Była martwa. Nazywała się Marina Ghiţă i była jej osobistą sekretarką.
komentarze [13]INFO >> czwartek, 19 października 2006 21:24:03
Proszę się nie denerwować - notka się pisze, w miare mich możliwości oczywiscie. Nie mam tak dużo czasu jak dawniej - pracuję już normalnie (dostałam prace po stażu w Laboratorium -skacze z radosci- moja pierwsza prawdziwa praca!!). Przy okazji jestem żoną i oczywiscie mam na głowie tez pól domu (druga połową zajmuje sie mąż XD) - uwierzcie mi - to naprawdę dużo roboty - zakupy, sprzatanie, plus praca (do której idę na 7:30 i wracam o 16) no i dogadzanie mężowi XDwięc na pisanie nie zostaje wiele czasu i siły. Pisze więc po kawałku dziennie. Chcieliście długie nocie wiec pisze długie - co zabiera wiecej czasu. Bądźcie wyrozumiali - nie mam zamiaru przestać pisać, ale potrzebuje wiecej czasu.
Pozdrowienia dla wszystkich fanów Hellsinga i moich czytelników ;)
komentarze [10]I'll be a breath of your desire... >> sobota, 23 września 2006 00:07:35
UWAGA NOTKA ZAWIERA SCENY EROTYCZNE - KTO NIE MA 18 LAT NIE MOZE CZYTAC XD oka, wszystko zgodne z prawem XD
Od Inti parę słów: Oczywiście nie jestem z tego do końca zadowolona. Uważam że przesadziłam trochę ale cóż... Tak wyszło. Ale najważniejsze że beta reader zadowolony (całuski dla mojej Sandrusi ;*) Ta notka koncentruje sie tylko i wyłącznie na Integral i Alucardzie, wiec kto nie lubi - nie zmuszam do czytania ;) Miłej lektury XD
*******************************************************
Było jej gorąco. Okropnie gorąco. A zarazem zimno. Chłodne fale powietrza owiewały co chwilę każdy centymetr jej rozpalonego ciała. Czuła się jakby była lekka jak piórko i w tym samym czasie bardzo ciężka. Chciała się poruszyć, jednak była jak sparaliżowana. Westchnęła i poczuła kolejny przypływ gorąca. Po chwili obudził ją jej własny, głośny jęk. {Co się dzieje…?} Pierwsze, co zobaczyła, gdy tylko otworzyła oczy, to lekko oświetlony, kamienny sufit. Po chwili w polu widzenia pojawiła się burza czarnych włosów i dziwnie błyszczące, czerwone oczy. Dopiero po kilku sekundach poczuła swój mocno przyspieszony puls i urywany, płytki oddech. „Co…?” Zdziwiła się, jak słaby i uległy był jej głos.
Wampir uśmiechnął się mrocznie, nadal wpatrując się w jej twarz. „Obudziłaś się… To się świetnie składa.” Pochylił się i przesunął językiem wzdłuż jej szyi, w stronę jej ucha. „Będzie ciekawiej…”
Zamrugała kilkakrotnie, próbując trochę oprzytomnieć. „Ciekawiej?” Zadrżała, kiedy jego chłodna dłoń zaczęła pieścić jej brzuch. {Nie przypominam sobie, żebym ubierała krótką koszulkę…} Mimowolnie jęknęła, gdy język wampira zdecydowanie przesunął się po jej nagiej piersi. W tym momencie zdała sobie sprawę, z tego, że…
„Rozebrałeś mnie…” Bardziej stwierdziła niż spytała.
Roześmiał się mrocznie, widząc konsternację na jej twarzy. „Sama nie dałabyś teraz rady…”
Dopiero wtedy zauważyła, że jej ręce są skrępowane nad głową i przywiązane do zagłówka łóżka. „Zwariowałeś?” Szarpnęła się, jednak czerwony materiał, który zapewne był jego krawatem, mocno oplatał jej nadgarstki. Spojrzała w dół. Jej koszula była rozpięta i gdyby nie skąpe spodenki, byłaby właściwie kompletnie naga. Teraz już zrozumiała jego spojrzenie. Było pełne mrocznego pożądania. A właściwie mrocznej żądzy. I nie była to tym razem żądza krwi.
Ponownie się szarpnęła i warknęła, częściowo zirytowana, częściowo podekscytowana.
„Integral…” Zamruczał, mrużąc oczy.
Wygięła plecy w lekki łuk, gdy zaczął pieścić jej piersi opuszkami palców, po czym westchnęła cicho i przymknęła oczy, dając mu tym samym do zrozumienia, by nie przestawał. W gruncie rzeczy pomysł z wiązaniem bardzo się jej spodobał.
Pocałował ją namiętnie, początkowo przesuwając językiem po jej wargach, a po chwili wsuwając go w jej ciepłe, wilgotne usta. Oddała pocałunek z taką samą pasją. Ponownie poczuła gorąco rozlewające się po całym jej ciele, a mające swoje centrum w podbrzuszu. I to już nie były tylko motyle. Gdy przerwał pocałunek, jego wargi przeniosły się na jej szyję, całując ją i pieszcząc powoli acz zdecydowanie, czasem niby przypadkiem drażniąc ją lekko wydłużonymi kłami. Zamruczała, odchylając głowę lekko na bok, dając mu pełny dostęp. Jednak tego dnia on nie zamierzał zabierać ani kropli jej krwi. Chciał jej pokazać prawdziwą namiętność, beż żadnych wampirzych udziwnień. W końcu była dziewicą, nierozbudzoną seksualnie kobietą. Do czasu. Uśmiechnął się wrednie, przenosząc swoje pieszczoty na jej dekolt i szyję. Szarpnęła rękami, aby się uwolnić, jednak węzeł nie poluzował się ani o milimetr. Mruknęła, zirytowana i zniecierpliwiona. Ona też chciała go dotykać. A jedyne, co mogła teraz robić, to leżeć i jęczeć.
„Nie musiałeś tego robić…”
„Nie martw się. Też będziesz miała swoje pięć minut. A może nawet dłużej…” Roześmiał się, widząc jej zawzięte spojrzenie. „Na razie leż i jęcz.” Wyszczerzył kły, obserwując jej reakcję na fakt, że znowu bezczelnie przeczytał jej myśli.
Prychnęła, udając oburzenie, jednak była zadowolona. W sumie to chyba dobrze, gdy kochanek potrafi odczytać myśli kochanki. Widząc, że nic tu nie wskóra, ponownie zamknęła oczy i skupiła się na sygnałach wysyłanych przez jej ciało. Pierwszy raz czuła takie podniecenie i zarazem niepewność. Co on chce dziś z nią zrobić? Jak daleko się posunie? A na ile ona mu pozwoli? Chociaż w sumie, związał ją i może teraz zrobić z nią, co zechce. Czy ona będzie miała na to ochotę czy nie… Nigdy by się do tego nie przyznała, ale myśl ta dziwnie ją podekscytowała.
„Nie martw się, moja piękna. Nie zamierzam siłą odebrać Ci dziewictwa. Wolałbym, żebyś sama z tym do mnie przyszła.” Wymruczał nagle do jej ucha. Zarówno jego słowa, jak i zimne powietrze, owiewające jej skórę, wywołały u niej dreszcz podniecenia. „A kiedy już posiądę Twoją niewinność, chciałbym, żeby Ci było naprawdę przyjemnie.”
„Wszystko już sobie zaplanowałeś, co?” Spojrzała na niego spod wpółprzymkniętych powiek. „Wszystko już wiesz… Nie zapytałeś mnie tylko o zdanie…” Wciągnęła głośno powietrze, gdy jego zimna dłoń zaczęła delikatnie masować wewnętrzną stronę jej uda. A gdy delikatnie przesunął palcami po materiale spodenek, oblekającym jej najwrażliwsze miejsce, zakręciło się jej w głowie.
„Wcale nie musiałem pytać. Przecież wiadomo, że tego właśnie chcesz…” Roześmiał się cicho.
Jęknęła, przy okazji czerwieniąc się, gdy dotarła do niej myśl, że wampir na pewno już zauważył, jak wilgotna była w tamtym miejscu.
Pocałował ją, by odwrócić jej uwagę od głupich myśli. Nie pozwoli jej myśleć o niczym innym, jak tylko o przyjemności. O przyjemności, jaką może dać kobiecie mężczyzna, niekoniecznie wgniatając ją w materac. Zaczął ja pieścić bardziej zdecydowanie, przesuwając palcami po materiale okrywającym jej mały skarb. (^_^)
Odchyliła lekko głowę, wydając z siebie, zduszone pocałunkiem, dźwięki. Jej oddech był coraz szybszy i urywany, więc wampir musiał przerwać pocałunek. Postanowił więc w takim razie zająć się jej piersiami, co spotkało się z jeszcze głośniejszym jękiem ze strony kobiety. Pieścił ją w ten sposób jeszcze przez kilka chwil, jednak, gdy tylko wyczuł, że zbliża się do tego najważniejszego momentu, przerwał i przeniósł wzrok na jej twarz.
Otworzyła szeroko oczy i spojrzała na niego z wyrzutem. {Dlaczego przestał??? Przecież ja zaraz eksploduję!!!}
„Spokojnie… Aż tak Ci się spieszy?” Roześmiał się cicho, jednak sam również już się niecierpliwił.
„Uhm… Rozwiąż mnie…” Warknęła rozkazującym tonem, oddychając głęboko.
„Jeszcze nie teraz.” Zaczął przesuwać dłonią po jej nagim brzuchu.
„To rozkaz…” Szarpnęła się, patrząc na niego wściekle, jednak dość mętnym wzrokiem.
„Nie przyjmuję rozkazów od żony…” Uśmiechnął się szelmowsko i przesunął palce w stronę jej spodenek.
„Ty…” Straciła oddech, gdy jego palce wsunęły się pod materiał i dotarły do ukrytego tam miejsca. Chłód jego dotyku w porównaniu z jej gorącą skórą był tak intensywny, że na kilka sekund, na całym jej ciele, pojawiła się gęsia skórka. Jęknęła przeciągle, unosząc lekko biodra, przyciskając je do jego ręki. Dziwne ciepło w dole brzucha ponownie dało o sobie znać, tym razem o wiele intensywniej. To było zdecydowanie nowe odczucie. Jej własne palce nigdy nie doprowadziły jej do takiego stanu.
Uśmiechnął się do siebie, odczytując jej myśli. „Miło?” Zapytał, nie zaprzestając pieszczoty.
Wygięła się lekko w łuk. „Taaak…” Zamruczała.
„A chcesz, żeby było jeszcze bardziej miło?”
„Uhm…” Mruknęła tylko, nie otwierając oczu.
Uśmiechnął się krzywo i sprawnym ruchem zsunął jej spodenki. Przycisnęła twarz do poduszki, próbując ukryć rumieniec.
Roześmiał się mrocznie, wpatrując się w nią zmrużonymi oczami. „Zawsze wiedziałem, że najlepiej będziesz wyglądać nago i związana…”
Tym razem spojrzała na niego, w jej oczach pojawił się dziki błysk. „Zawsze wiedziałam, że jesteś perwersyjny…” Zacisnęła uda najmocniej jak potrafiła.
„Od razu perwersyjny… To zwykłe męskie fantazje.” Zamruczał, przesuwając delikatnie palcami po jej udzie, dopóki nie rozluźniła mięśni.
„Twoje męskie fantazje?” W jej oczach pojawiła się lekka irytacja, połączona z niedowierzaniem. „Mógłbyś mieć każdą kobietę, gdybyś tylko kiwnął palcem, a Ty fantazjujesz na mój temat? Nie gadaj bzdur!” Prychnęła, ponownie zaciskając uda.
„Owszem, mógłbym mieć każdą… Jednak bardziej cieszy zdobycz, którą nie tak łatwo było upolować…”
Przez chwilę patrzyła na niego, zastanawiając się czy powinna się wściec, czy cieszyć, czy może udawać obojętność. Doszła do wniosku, że rozprawi się z nim, gdy tylko ją rozwiąże. Zastanawiała się tylko czy będzie to pozytywne czy negatywne z jej strony. „Zdobycz… Czyli mam czuć się świetnie będąc Twoją zabawką?” Spojrzała na niego z wpółprzymkniętymi oczami.
„Nie jesteś moją zabawką, Integral. Nie robię nic, czego byś nie chciała…” Powoli rozsunął jej kolana i po chwili wsunął dłoń pomiędzy jej uda.
Jęknęła i uniosła lekko biodra w stronę jego dotyku.
„Mam rację?” Mruknął jej do ucha, przyprawiając ją o dreszcze. „Powiedz…”
„Co…?” Szepnęła, oddychając głęboko.
„Prawdę.” Powoli zaczął przesuwać palcami po wilgoci pomiędzy jej nogami.
„Alucard… Nie dręcz mnie…” Jęknęła. „Chyba to widzisz… czujesz i… słyszysz…”
„Kiedy lubię Cię dręczyć…” Roześmiał się cicho i ostrożnie wsunął palec w jej gorące wnętrze.
Odchyliła gwałtownie głowę i przygryzła dolną wargę, by nie krzyknąć. To było tak intensywne, że gdyby teraz przestał, na pewno by oszalała.
„Nie martw się, tym razem nie przestanę.” Powoli wsunął w nią drugi palec i zaczął całować zagłębienie między jej piersiami.
„Tylko spróbuj, to później rozniosę Cię na strzępy…” Chciała, by jej głos zabrzmiał bardziej pewnie, ale z jej ust wydobył się tylko urywany szept.
„Zawsze możesz próbować…” Przesunął usta na jej brzuch, ostrożnie wsuwając i wysuwając z niej palce.
Spojrzała na niego spod wpółprzymkniętym powiek, drżąc pod wpływem jego dotyku. „Co Ty robisz?”
„A jak myślisz?”
Mruknęła coś niezrozumiale i wygięła lekko plecy.
Wampir uśmiechnął się szelmowsko. Ciekawe jak zareaguje, gdy poczuje, że to nie palcami ją pieści, tylko językiem? Poza tym, sam się zdziwił, że ta leżąca przed nim kobieta ze związanymi rękami, tak silnie na niego działa. I gdyby nie to, że potrafił kontrolować swoje żądze, już dawno jego młoda żona nie byłaby dziewicą. Chociaż w porównaniu z jego poprzednimi żonami, z czasów, kiedy był jeszcze człowiekiem, Integral była już kobietą ‘wiekową’. Językiem zakreślił kontur jej pępka, po czym zjechał niżej, przesuwając nim zdecydowanie po jej najwrażliwszym miejscu.
Otworzyła szeroko oczy i jęknęła przeciągle. Oczywiście, na jej policzkach pojawiła się mocna czerwień. Nie dość, że ją związał, rozebrał i wszędzie dotykał, to jeszcze ma czelność całować ją w tak intymnym miejscu? Jakby… Jakby uważał ją za własność i mógł z nią robić co tylko mu się spodoba? Zanim tu przyjechała, nigdy wcześniej żaden mężczyzna jej nie dotknął, w żaden sposób. Nawet Walter zawsze trzymał się na dystans. A ten wampir najpierw porwał ją z więzienia, później wywiózł do Rumunii jako swoja żonę, siłą wtargnął w jej myśli, dobrał się do jej ciała i to wszystko udało się mu w niecałe trzy miesiące! Jak mogła się dać tak podejść? Jak mogła się tak zapomnieć?
Zmarszczył brwi, patrząc na nią uważnie, nie zaprzestając jednak swoich poczynań. Co miała znaczyć ta gonitwa myśli? Czyżby niewystarczająco się starał? Nie, to chyba jednak nie to… To po prostu uprzedzenia i zahamowania dawnej Integral Hellsing. Wampiry są paskudne, trzeba je zlikwidować, poza tym to praca, praca i praca… Na szczęście ostatnio się jej trochę polepszyło. Poza tym, ogólnie się zmieniła. I w sumie nawet był z tego zadowolony. Przynajmniej dało się z nią teraz w miarę normalnie porozmawiać. I nie tylko porozmawiać… Roześmiał się w myślach i skupił na dogadzaniu leżącej przed nim kobiecie, która w następnej chwili wygięła plecy w łuk i zacisnęła mocno mięśnie, unieruchamiając jego głowę miedzy swoimi udami.
Najpierw poczuła, jak całe jej ciało ogarnia fala gorąca. Wszystkie jej myśli gdzieś uleciały, mięśnie napięły się do granic możliwości… Przed oczami pojawiło się oślepiające światło, w uszach zaczęło szumieć. Jej plecy wygięte w łuk oderwały się od pościeli, a ciałem wstrząsnęła fala rozkosznych dreszczy. Jęknęła głośno i przeciągle, przygryzając mocno dolną wargę. Po chwili opadła na poduszkę, oddychając głęboko. Jakiś czas leżała z zamkniętymi oczami, próbując poukładać sobie myśli. Była tak rozkojarzona, że nie zauważyła, że więzy na jej nadgarstkach zniknęły, a jej ręce leżały swobodnie ponad jej głową. Gdy uchyliła powieki spojrzała prosto w oczy wampira, który obecnie opierał podbródek na jej ugiętym kolanie i wpatrywał się w nią przenikliwym wzrokiem. Ponownie zamknęła oczy i wciągnęła głośno powietrze. „Muszę powiedzieć, że… uhm… to było interesujące…”
Alucard roześmiał się szelmowsko i przesunął palcami po jej udzie. „Interesujące?”
„Mhmm…” Zamruczała i przeciągnęła się, przy okazji odnotowując fakt, że ma wolne ręce. Czując na sobie jego wzrok, usiadła i również na niego spojrzała. Poczuła, że policzki ma gorące.
Uśmiechnął się, ukazując wydłużone kły.
Przekrzywiła lekko głowę i zmrużyła oczy. „Co się tak gapisz?”
Pochylił się i przesunął językiem po jej dolnej wardze i podbródku. Po chwili pocałował ją, wsuwając język w jej usta. Gdy poczuła metaliczny smak, mruknęła cicho, powiadamiając go, że zrozumiała i objęła go mocno za szyję, siadając mu na kolanach. Jednak po kilku sekundach przerwała pocałunek i odsunęła się lekko. „Alucard…”
„Hmm?” Uniósł lekko brew.
„Po co Ty to wszystko robisz?” Odwróciła wzrok.
Patrzył na nią przez dłuższa chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. „A Ty?”
„Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie!” Oburzyła się. „Unikasz odpowiedzi!” Uderzyła go w ramię.
„Bo taką mam ochotę.” Mruknął, wzruszając ramionami.
„Nie podoba mi się taka odpowiedź.” Zgrzytnęła zębami. „Egoista…”
„Niby co Ci się w niej nie podobało?” Zmrużył oczy i chwycił ją za podbródek, przyciągając jej twarz do swojej.
„Bo brzmiała tak, jakbym była tylko Twoją zabawką i nic dla ciebie nie znaczyła.” Spuściła wzrok.
„Wiesz dobrze, że tak nie jest.”
„Nie wiem!” Odepchnęła jego rękę. „Ale widzę, że nie raczysz mi tego wytłumaczyć.” Westchnęła.
Przez chwilę zastanawiał się co jej odpowiedzieć, po czym uśmiechnął się szeroko. „Podobasz mi się.”
Odwróciła gwałtownie głowę w jego stronę i zauważyła jego szelmowski uśmiech. Oczywiście, wykorzystał jej odpowiedź na pytanie Waltera sprzed kilku godzin. „Nie pajacuj!” Udała oburzenie, jednak z trudem powstrzymała uśmiech. „Głupek...”
„Kiedy to prawda…” Objął ją w pasie, nadal uśmiechając się bezczelnie. „Popatrz na siebie – jesteś szczupłą, długowłosą blondynką, na dodatek z całkiem niezłym ciałem. Któremu facetowi byś się nie podobała?”
„Jesteś bezczelny!” Zrobiła obrażoną minę. „I co to ma znaczyć „z całkiem niezłym ciałem?” Spojrzała na niego z ukosa. „Jeszcze niedawno byłam najpiękniejsza…” Uniosła podbródek.
„I tu mnie masz, moja piękna.” Pocałował ją w szyję.
„A żebyś wiedział, że mam.” Wsunęła palce w jego włosy i przechyliła głowę na bok. „Poza tym, Ty też masz to, co chciałeś. I pewnie planowałeś to już od dawna…” Roześmiała się cicho.
„Hmm… Może i planowałem.” Uśmiechnął się krzywo i spojrzał na nią zmrużonymi oczami.
Odsunęła się i patrząc mu w oczy, zwilżyła usta językiem. „Słyszałam o tym, że wampiry to bardzo pożądliwe istoty, ale zawsze myślałam, że Ty jesteś ponad tym…” Uśmiechnęła się szelmowsko.
Prychnął cicho, dziwnie zirytowany jej stwierdzeniem, jednak szeroki uśmiech nie schodził mu z twarzy. „Nawet wampir potrzebuje trochę… hmm… odprężenia.”
Uniosła brew. „Odprężenia? Chodzenie na akcje już Cię nie odpręża?”
„Są różne formy „odprężania”.” Przesunął się i oparł wygodnie o zagłówek łóżka, patrząc na nią szelmowsko.
Przysunęła się do niego i usiadła między jego nogami, opierając się plecami o jedno z jego kolan. „Mam rozumieć, że z tych „innych” też korzystasz?” Zmrużyła oczy, patrząc na niego uważnie.
Roześmiał się mrocznie i spojrzał na nią znacząco, głównie po to, by ją trochę rozdrażnić, jednak ona wzięła całą sprawę na poważnie.
„Nic na ten temat nie mówiłeś.” Zgrzytnęła zębami.
Uśmiechnął się z pobłażaniem. „Przecież nie będę Ci wszystkiego opowiadał.”
„Powiedz…” Spojrzała na wampira z ukosa.
„Naprawdę chcesz wiedzieć?” Roześmiał się ponownie, widząc jak kiwnęła głową twierdząco. „Hmm… Skoro tak, to opowiem…” Oparł głowę o kamienny mur, a oczy zabłysły mu dziwnym blaskiem. „Ona…”
Zmarszczyła brwi. „Ona?” W jej żołądku pojawiło się dziwne uczucie.
„Mhmm.. Jest piękna.” Przymknął oczy.
„C-co?”
„Te kształty, linia… Idealne. A w środku taka miękka i ciepła.”
Integral patrzyła na niego w lekkim szoku. Jak to? Czy on naprawdę mówi o… O innej kobiecie? Idealne kształty? W środku ciepła i miękka? On chyba nie… Poczuła, jak wszystko w środku niej ścisnęło się boleśnie. Odwróciła wzrok. „Kto…? Kim ona jest…?”
Wampir spojrzał na rumieniec na jej policzkach i na ewidentnie zszokowany wyraz twarzy. Po chwili roześmiał się głośno, odchylając głowę do tyłu.
Zmarszczyła brwi i odwróciła się w jego stronę. „Z czego się śmiejesz?” Oburzyła się.
„Niesamowite…” Przesunął dłonią po włosach, nie przestając się śmiać.
„O co Ci chodzi?” Uderzyła go w ramię, zniecierpliwiona.
„Jesteś zazdrosna...” Uspokoił się trochę, jednak jego uśmiech rozciągał się przez całą szerokość twarzy.
„Co, ja?” Prychnęła, zażenowana.
Spojrzał na nią z pobłażaniem.
Przygryzła dolna wargę. „Jak mam nie być zazdrosna, kiedy z takim uwielbieniem i pasją gadasz o jakiejś babie?” Wzruszyła ramionami.
„Jakiej babie?” Ponownie się roześmiał. „Mówiłem o niej.” Wskazał ręką w głąb pokoju.
Kobieta powiodła wzrokiem w tamtym kierunku. Pod przeciwległą ścianą stała czarna, lakierowana trumna. Oczy rozszerzyły się jej najpierw w kompletnym niedowierzaniu, a po chwili zwęziły się w tłumionej wściekłości. Odwróciła gwałtownie głowę w stronę wampira. „Widzę, że niezmiernie cieszy Cię zabawa moim kosztem…”
„Nie wiedziałem, że zwykła trumna potrafi wywołać u Ciebie takie emocje…” Uśmiechnął się krzywo. „Ale miło wiedzieć.”
„Dobrze wiesz, że nie miałam pojęcia, że gadasz o tej cholernej kupie desek!” Zgrzytnęła zębami i zamachnęła się ręką.
Zatrzymał jej pięść tuż przed swoim nosem. „A Ty powinnaś dobrze wiedzieć, że nie ma żadnej innej kobiety.” Spojrzał na nią przenikliwie.
Oczy rozszerzyły się lekko i cofnęła rękę. „Więc nie gadaj więcej takich głupot…”
„Sama się prosiłaś.” Wzruszył ramionami, nadal przyglądając się jej uważnie.
„Nie patrz się tak…” Przysunęła się do niego i oparła głowę o jego ramię. „I nie dziw się, że jestem zazdrosna… Uzależniłeś mnie od siebie, więc chciałabym Cię mieć na wyłączność. Poza tym…” Pochyliła się w stronę jego szyi i zaczęła przesuwać po niej wargami. „Wszystko jedno, co byś mówił, ja i tak nadal jestem twoim Mistrzem…”
Jej wypowiedz oraz poczynania zaskoczyły go. Przed chwilą była na niego wściekła, a teraz… Uśmiechnął się i przymknął oczy. No cóż, jemu też należy się trochę przyjemności, więc nie będzie sobie zawracał głowy niepotrzebnymi przemyśleniami. Szczególnie, że kobieta, która obecnie przesuwała językiem po jego uchu, była kompletnie naga.
Integral oparła jedną rękę o jego tors, a drugą przesunęła na jego plecy. Wampir właściwie był kompletnie ubrany, więc postanowiła jak najszybciej to zmienić. W końcu niby dlaczego ona ma być naga a on nie? Totalna niesprawiedliwość… Uśmiechnęła się i jej palce powędrowały w stronę guzików jego koszuli, powoli rozpinając je wszystkie. Gdy już się z nimi uporała, przesunęła dłonią po odkrytej skórze jego klatki piersiowej, odnotowując fakt, że była chłodna, gładka i przyjemna w dotyku. Mruknęła cicho prosto do jego ucha, zakreślając wzory na jego torsie i badając opuszkami palców mięśnie brzucha. Musiała przyznać, że zbudowany był po prostu perfekcyjnie – pięknie wyrzeźbione mięśnie były świetnie widoczne, mimo iż był on mężczyzna bardzo szczupłym. Całkowicie zsunęła mu koszulę i przesunęła wargami po jego nagim ramieniu. Jej druga ręka błądziła po jego plecach.
„Integral…?”
„Hmm?” Uniosła lekko głowę i spojrzała na niego zmrużonymi oczami.
„Co robisz?” Uśmiechnął się krzywo.
Zastanawiała się kilka sekund. „Badam. Odkrywam. Poznaję.”
Uniósł brwi, lekko zdziwiony. „Co?”
„No jak to co? Męskie ciało! Korzystam z okazji i patrzę na ułożenie mięśni, żeber…” Uśmiechnęła się z pobłażaniem i wywróciła oczami. „Po co zadajesz głupie pytania i wszystko psujesz? Siedź cicho i daj mi się pobawić!”
„Pobawić?” Roześmiał się i objął ją ramieniem.
„I łapy przy sobie.” Stanowczo odepchnęła jego rękę. „Siedź i nie przeszkadzaj.”
„Co tylko Pani sobie zażyczy…” Oparł się wygodniej i przymknął oczy, zadowolony jej inicjatywą.
Przez chwilę się zastanawiała, co teraz powinna zrobić. W końcu była jeszcze niedoświadczona i tak naprawdę nie wiedziała, co taki facet miałby ochotę poczuć. A już zupełnie nie miała pojęcia jak zadowolić tego oto wampira. Oczywiście oprócz podania mu krwi dziewicy. Westchnęła prawie bezgłośnie i przesunęła dłoń w dół po jego brzuchu, zatrzymując ją na pasku od spodni. Przygryzła lekko wargę i spojrzała na wampira. Patrzył na nią wyczekująco, w jego oczach zauważyła wyzwanie. Zaczerwieniła się, jednak opuściła rękę niżej, cały czas patrząc mu w oczy. Po chwili poczuła pod palcami szybko powiększającą się wypukłość i jej policzki nabrały jeszcze żywszego koloru. Nie to, żeby jakoś bardzo się wstydziła, ale to, co wyrosło nagle pod jej dłonią było… duże. Naprawdę duże.
Alucard przymknął oczy i mruknął przeciągle. Jak to jest, że ona potrafi wyciągnąć z niego takie doznania i emocje, jakich nie odczuwał od wielu dziesiątek lat? I to w tak prosty sposób…
Integral, zachęcona jego reakcją, zaczęła rozpinać mu pasek od spodni. Robiła to trochę nieporadnie, jednak po dłuższej chwili udało się jej odpiąć klamrę. Zniecierpliwiona, rozpięła również guziki rozporka i… Spojrzała bezradnie, bo jak niby miała cokolwiek zrobić, kiedy te spodnie nadal miał na sobie? „Uhmm…”
„Coś nie tak?” Spojrzał na nią dziwnym wzrokiem.
„Jak mam się pozbyć Twoich spodni, kiedy tak siedzisz?”
„A po co chcesz się pozbyć moich spodni, co?” Uśmiechnął się szelmowsko. Ewidentne było, że się drażni.
Zmrużyła oczy. „Bo chciałabym sobie pooglądać, co tam ciekawego w nich chowasz…”
„Pooglądać sobie możesz kiedy indziej. Nie jesteś przygotowana na tak drastyczne przeżycia… Na razie użyj rąk.” Roześmiał się mrocznie.
„A co tam takiego odkryję? Hellhounda z 10 centymetrowymi kłami?” Zaczęła przesuwać palcami po krawędzi spodni.
„Nigdy nic nie wiadomo…”
„Odgryzie mi rękę, jak będę chciała go pogłaskać?” Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się szelmowsko.
„Nie, ale może obślinić.” (®Sandra)
Tym razem to ona się roześmiała. Oparła głowę na jego ramieniu i powoli wsunęła dłoń pod czarny materiał. Pierwsze, na co natrafiła, to jedwabiście miękkie włoski. Uniosła brwi.
„Trochę to dziwne, nie uważasz?”
„Co?” Wymruczał.
„No, że wygląda na to, że wszystkie włosy z Twojej klatki piersiowej zgromadziły się tam na dole.” Zachichotała.
„Na stali włosy nie wyrosną.” Wzruszył lekko ramionami.
„No tak, że też o tym nie pomyślałam…” Uśmiechnęła się do siebie i jej dłoń powędrowała głębiej. Przygryzła lekko dolną wargę. Jak to możliwe, żeby coś tak dużego i w sumie było nie było, totalnie męskiego, było tak delikatne w dotyku? Zaczęła przesuwać palcami wzdłuż jego męskości, uśmiechając się, słysząc każdy jego pomruk zadowolenia. Może była niedoświadczona, ale wiedziała, że jej dotyk mu się podoba i nie robi nic niewłaściwego. Ale co ją najbardziej dziwiło to to, że wampiry też potrzebują takich „ludzkich” przeżyć. Zawsze myślała, że ta ich wampirza atrakcyjność ma pomagać zwodzić i uwodzić potencjalne ofiary, ale nigdy nie przypuszczała, że mogą mieć „normalne” dzieci, mogą najzwyczajniej w świecie kochać się z kobietą, że też mają potrzeby seksualne… Chociaż jakby się tak nad tym zastanowić, to przecież ten popierdolony Valentine też darł się w jej rezydencji, że mu stoi… Widać jednak musiała się jeszcze wiele nauczyć… Może by udało się chociaż przejrzeć tą dziwną, starą książkę, w której Alucard tak ostatnio się zaczytuje. No dobra, ale nie o tym miała teraz myśleć. Przylgnęła do niego mocniej i całując go w szyję, wzmogła swoje pieszczoty.
Wampir wciągnął głośno powietrze i oparł tył głowy o ścianę. Jedną dłoń zacisnął na materiale pościeli. Dłoń Integral wyczyniała z nim cuda, a on się tylko zastanawiał, skąd ona to wszystko umie. Niby taka niedoświadczona, w dodatku dziewica, a już wykombinowała co i jak. Uśmiechnął się do siebie. W sumie pojętna z niej „uczennica”. Kły wydłużyły się mu maksymalnie a wszystkie mięśnie napięły do granic możliwości, gdy pierwszy raz od kilku dziesiątek lat poczuł fizyczne spełnienie. Bez gryzienia ofiary, bez smaku jej krwi, bez żadnych wampirzych rytuałów. Mruknął przeciągle, wypuszczając trzymane w płucach od jakiegoś czasu powietrze. Otworzył oczy i spojrzał na Integral.
Kobieta obecnie przyglądała się swojej mokrej dłoni, którą wysunęła z jego spodni. Po chwili niepewnie wytarła ją w prześcieradło i przeniosła wzrok na niego.
Pochylił się i przesunął wargami po jej policzku. „To było interesujące...” Uśmiechnął się krzywo.
„To dobrze… Starałam się…” Również się uśmiechnęła, objęła go za szyję i przytuliła się mocno. Ziewnęła i przymknęła oczy. „Ale teraz jestem strasznie zmęczona… Tyle wrażeń jak na jedną noc…” Roześmiała się cicho i ponownie ziewnęła.
Objął ją w pasie, a gdy zasnęła, ułożył wygodnie na pościeli, przykrywając kołdrą. Sam wstał z łóżka i wyszedł przez ścianę, kierując się do kuchni. Był koszmarnie głodny, a jego kły wcale nie miały ochoty się skracać. Zdecydowanie ta kobieta dziwnie na niego działa. Ale tak naprawdę, zupełnie mu to nie przeszkadzało.
komentarze [19]